Amatowsky “Backpack Melodies”

Najlepszy polski instrumentalny hip-hop ostatnich miesięcy? Oto mój faworyt.

Zaskakująco cicho jest o tej produkcji Amatowsky’ego, ale mam nadzieję, że to się zmieni, kiedy Backpack Melodies pojawi się na fizyku. A ten na naszej planecie wyląduje jeszcze w marcu w limitowanym do 300 sztuk digipaku. Radzę śledzić profil producenta, gdzie znajdziecie więcej szczegółów.

Czytaj dalej Amatowsky “Backpack Melodies”

Tego dnia #20: Heavy D. Największy z wielkich

When they reminisce over you. My god…

Mogę się przyznać. Ta notka była w zasadzie gotowa już 1 listopada, ale specjalnie ją odpuściłem, żeby trochę pozmieniać, namieszać i jeszcze raz zastanowić się nad kilkoma rzeczami. Nie zmieniło się jednak nic.

Czytaj dalej Tego dnia #20: Heavy D. Największy z wielkich

Tego dnia #16: 25 czerwca, czyli “Reasonable Doubt” i droga ku chwale

Wiesz kto jest tuuu? Król Nowego Jorkuuu.

Mógłbym dzisiaj wspomnieć o All Souled Out Pete Rocka i CL Smootha, a nawet o Evolution Slum Village, które jako-tako lubię (a innych i tak nie obchodzi, co mnie wcale nie dziwi), ale gdzie im do Reasonable Doubt? Bo wiecie, pierwsze dzieło Jaya to moja absolutna topka wszech czasów, nie tylko w rapie, i chyba najlepszy popis hustlerki w solowym debiucie ever.

Czytaj dalej Tego dnia #16: 25 czerwca, czyli “Reasonable Doubt” i droga ku chwale

Kali x Magiera “Chudy Chłopak”

Korzenie, progres, klasyk.

Ale K4liona uskrzydliło nie tylko dobre ziółko. Króluje też Magiera, oczywiście “ponownie” w życiowej formie. Balansujący pomiędzy DJ-ami Muggsem (“Mary Jane”) a Premierem (“Lost Boys”), gdzieś tam nawet zahaczając nawet o innego dejota, Vadima w “Unplugged”. Z pomocą przychodzą również Flip i Feel-X oraz kilku gości, z których największe propsy lecą w stronę Borixona i Wojtasa.

Czytaj dalej Kali x Magiera “Chudy Chłopak”

Byłem na Gods of Rap w Berlinie. I poczułem się staro

De La Soul, Public Enemy, Wu-Tang Clan i DJ Premier, czyli jak dodać sobie lat za ponad 60 euro.

Ostatnie dni spędziłem w Berlinie. Lubię tam jeździć, chociaż teraz powód mojej wyprawy był trochę inny niż kebaby i kolejne płyty. Gods of Rap, czyli najbardziej zdziadziały koncert, jaki można sobie wyobrazić. Event, na którym powinien jeszcze biegać Afrika Bambaataa, KRS zastanawiałby się nad ideą swojej biblii, D.I.T.C. stwierdziliby, że komercja wcale nie jest taka zła, a A Tribe Called Quest nic by już nic nie robiło.

Czytaj dalej Byłem na Gods of Rap w Berlinie. I poczułem się staro