
Rozpaczacie przez Nasa i Preemo? Sprawdzajcie Edo. G. Dojrzały rap, tłuste francuskie beaty i klasyczny klimat starej, nowojorskiej szkoły.
Czytaj dalej „Edo. G „500 Miles” & „Acting””
Rozpaczacie przez Nasa i Preemo? Sprawdzajcie Edo. G. Dojrzały rap, tłuste francuskie beaty i klasyczny klimat starej, nowojorskiej szkoły.
Czytaj dalej „Edo. G „500 Miles” & „Acting””
Surowa, 17-minutowa wspólna produkcja DJ Premiera i Ransoma. Klasyczny, nowojorski boom bap bez skitów i cukru, w duchu późnego Gang Starra.
Czytaj dalej „DJ Premier & Ransom „The Reinvention””
Na początku brudne ulice i marzenia, potem salony i ambicje. Takiej rewolucji blisko trzy dekady temu chyba nikt się nie spodziewał.
Czytaj dalej „Nas „It Was Written””
Home office rap w czasach COVID-19 ma się dobrze.
Oddisee to pewniak, do którego jednak mam jakieś małe „ale”. Największym problemem zawsze było dla mnie to, że najbardziej pamiętam pojedyncze numery, np. „Build by Pictures” z The Iceberg czy „That’s Love” z The Good Fight. Rzadko natomiast miałem problem z całością, jak w przypadku Alwasty. I nie to, żebym coś EP-ce z 2016 roku zarzucał, ale ta do mnie zwyczajnie nie trafia.
Czytaj dalej „Oddisee „ODD CURE””
Jak w prosty sposób można przebić DJ-a Premiera?
Czytaj dalej „Gang Starr „Lovesick (John Waddell Upbeat Mix)””
13 lutego każdego roku jest wyjątkowy. To właśnie tego dnia 1996 roku swoje premiery miały trzy płyty, które są bezdyskusyjnymi klasykami. Dwie mają swoje stałe miejsce w rapowym hall of fame, a ta trzecia… Jakby to powiedzieć… Wśród koneserów swoje miejsce wywalczyła już dawno temu. Czas na resztę. Czytaj dalej „Tego dnia #6: 13 lutego”

Tak to już jest, kiedy południe spotyka się z Nowym Jorkiem w szpitalu psychiatrycznym. Po krótkich rozmowach, rozkminach, blantach i innych narkotykach przychodzi czas na ucieczkę. Dokąd?

Bardzo często wracam do oldschoolu i Golden Age’u. Tego właściwego, a nie wyimaginowanego i przerysowanego na połowę lat 90.
Dobra, jakiekolwiek dywagacje na temat periodyzacji terminu „Złotej Ery” teraz odpuszczam, bo zwyczajnie to tutaj nie pasuje, a kiedyś na pewno zahaczę o ten temat w innym, dłuższym tekście. Niemniej jednak sztandarowym przykładem czegoś ponadczasowego w rapie, czegoś świeżego i na maksa inspirującego jest Done by the Forces of Nature, drugi longplay Jungle Brothers.
Czytaj dalej „Jungle Brothers „Done by the Forces of Nature””