
Warto było czekać kilka lat.
Czytaj dalej „Little Brother „May The Lord Watch””
Nagraj, podpisz kontrakt, schowaj w szufladzie, zacznij pracę nad czymś nowym.
O tegorocznym Hip Hop Kempie sporo napisał już Vu z WaxEaters (na samym dole cała notka), ale ja bym dodał do tego jeszcze kilka innych rzeczy. Tych pozytywnych, wśród których znajdzie się miejsce na stoisko niemieckiego Vinylismu, gdzie zawsze można znaleźć ciekawe rzeczy.
Czytaj dalej „Brand Nubian „Time’s Runnin’ Out””
Spadkobierca Fonoteki, czyli najsmutniejsza płyta tego lata.
Był wrzesień 2016 roku. To właśnie wtedy wynająłem pokój od Rafała, kolegi rapera, który po prawie trzech latach od tamtego ważnego dla mnie wydarzenia, wydał moją ulubioną płytę tego roku. Nieźle, nie?
Czytaj dalej „Litost „Litost””
Przejebajkowe opowieści z bloku obok.
Wcześniej już bardzo mocno propsowałem singlowe „Samotne Śniadanie”, które spełniło swoją rolę i strasznie mnie nakręciło na Stej Tru. I ten kawałek ciągle należy do grona tych wyjątkowych numerów, które nigdy, absolutnie nigdy nie leciały tylko raz.
Czytaj dalej „WCK „Stej Tru””
Jak Cali Agenci mam na dobre życie chęci.
Klasyczny wers Rycha z „Właściwego wyboru” wspominam nieprzypadkowo, bo How The West Was One wpadło na mój odsłuch po dobrych kilku latach przerwy. I w końcu mnie zachwyca. Nie to co kiedyś.
Czytaj dalej „Cali Agents ”How The West Was One””
Z ziemi włoskiej na księżyc.
Wiele razy pisałem i wspominałem (np. tu), że Fino Alla Fine to moja absolutna czołówka 2018 roku. No i proszę – znowu jest krótko, ale tym razem treść upchali w innym klimacie, więc jazda Alfą Romeo sprawia jeszcze więcej przyjemności.
Czytaj dalej „Tuzza & Pvlace 808 Mafia „Moon Mood EP””
Dresy, soul i kokaina.
Jeśli ktoś poczuł się, ekhm, zawiedziony ostatnim latynoskim singlem KęKęgo to niech niech szybko zmieni swoje życie za sprawą Bandany. Otwierające „Obrigado” zaprasza do lepszego świata. Uniwersum pełnego koksu, dobrych i złych ziomków, niesprawiedliwości społecznych i genialnych wersów Freddiego Gibbsa podanych na najlepszych beatach Madliba od lat.
Czytaj dalej „Freddie Gibbs & Madlib „Bandana””
Pościelowy trap z kosmosu namaszczony przez Prince’a.
Kolor okładki nie kłamie. Wszystkim zakochanym w purpurze – od pościelówek Prince’a aż po miłośników syropów – Pi’erre Bourne, najbardziej utalentowany producent swojego pokolenia, przygotował materiał, który na listach namiesza tak, jak Modest Amaro u Legendarnego Afrojaxa.
Czytaj dalej „Pi’erre Bourne „The Life of Pi’erre 4””
Korzenie, progres, klasyk.
Ale K4liona uskrzydliło nie tylko dobre ziółko. Króluje też Magiera, oczywiście „ponownie” w życiowej formie. Balansujący pomiędzy DJ-ami Muggsem („Mary Jane”) a Premierem („Lost Boys”), gdzieś tam nawet zahaczając nawet o innego dejota, Vadima w „Unplugged”. Z pomocą przychodzą również Flip i Feel-X oraz kilku gości, z których największe propsy lecą w stronę Borixona i Wojtasa.
Czytaj dalej „Kali x Magiera „Chudy Chłopak””
Igorilla i Bodziers z najbardziej przegapioną tegoroczną płytą.
Dzika ta EP-ka nie jest, ale to dobrze. Rasowe, maksymalnie chwytające lo-fi Bodziersa z głośników wylewa się powoli i zapewnia relaks, podobny do tego, który kilka miesięcy temu dał mi 100ner EP Pryksona Fiska. Szkoda, że sopocki producent nie wypuszcza aż tyle, żeby zaspokoić mój głód takich klimatów, bo naprawdę jest w tym mistrzem. Tutaj szczególnie, bo nie mogę wykluczyć, że „Wyżej” i „Bambooko” korespondują w pojedynku o jego opus magnum.
Czytaj dalej „Dzicy „Glicz Please””