Bartek Koko / Amatowsky „Fucha”

Undergroundowi pewniacy nagrali album dla tych, którzy wiedzą, czego można oczekiwać i co mogą dostać. Czy coś mogło pójść nie tak?

Spokojnie, wszystko poszło „tak”. Problem – dla niektórych – może być tylko taki, że Fucha to znowu maglowanie tego samego, zarówno przez styl w historiach kreślonych przez Bartka Koko, bo ten jest mocno charakterystyczny, jak i w do bólu bezpiecznych podkładach Amatowsky’ego. Tyle że w tym przypadku to akurat zajebista zaleta. I od tego pozwolę sobie zacząć.

To niesamowite, jak Amatowsky zawsze dowozi. A może po prostu robi beaty takie, jakie sam chciałbym robić, gdybym się tym zajmował? Gadać nie gadać – Fucha to jego kolejny popis. Nie wnosi absolutnie nic nowego, ale sprawia, że jeszcze mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że to jeden z moich polskich faworytów. Popatrzmy – „Artyści” to chilloucik, „Nie weszło” i „Czas wielkich decyzji” (saksofon!) to nowojorsko-warszawski brud ze śląskim flejwa, a to, co dzieje się w „Domowych odbiorach”, zwłaszcza w końcówce, zwyczajnie nie pozwala się nudzić. Podkłady płyną, opowiadają własną historię i dają raperowi przestrzeń na popisy.

I Bartek Koko dobrze ją wykorzystuje. To trochę cwany lis, który sporo zyskuje, nagrywając z jednym producentem. Bary KA, Siódmy, teraz Amatowsky. To świetny przykład na to, że czasem wystarczy dobrze się zgrać i współpraca ma po prostu sens. Ale przechodząc do rzeczy – podobnie jak w przypadku producenta, nic nowego tu nie znajdziecie. No, poza samą historią powstania albumu, więc polecam to obejrzeć przed odsłuchem, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. To dobrze napisane, pełne detali numery i często gorzkie wersy podane charakterystycznym głosem. Co istotne, Koko ma rzadką w Polsce umiejętność: nawet z pozoru głupie rymy po prostu „brzmią”. „Myślę – przemyślę”, „joint – stąd”, „uprawnienia – hurtownia kamienia”. Gdyby to nawinął jakiś Dudek czy Szpak, to byście się śmiali. Tutaj nie wypada.

Ale żeby nie było tak różowo, będę gonił Fuchę za refreny. Lubię głos Fasoli, ba, nawet bardzo, ale jej refren w naprawdę niezłym „Dzisiaj” jest miałki i niepotrzebny. Pavulo? Ten w „Biedronce” zapodał tak, że nie idzie tego zapamiętać. Ani za pierwszym razem, ani za dziesiątym. Duże pięć za to dla gości – Matisa, Konarskiego i Rubina. Szacunek dla DJ-ów – PH, Croxa i Cutaheada. Życiowy album, nie w sensie formy na majku i za samplerem.

Ocena: 3.5 na 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *