Hakim „Odyseja (Od pętli do pętli)”

Producencki album Hakima to wielka podróż przez krakowskie podziemie. Trzy godziny boom bapu, imponującego rozmachu i klasycznych bolączek.

Tak słucham i słucham tego poczwórnego (!) albumu Hakima i nie dowierzam. Z jednej strony temu, że tak długo z Odyseją (Od pętli do pętli) wytrzymuję, z drugiej, że całkiem sporo numerów, mimo oczywistych wad, sprawia mi po prostu olbrzymią frajdę. Ale po kolei.

Po pierwsze: szacun dla samego Hakima, że chciało mu się zebrać to wszystko do kupy. Śledzę go od lat, facet w ogóle nie wychyla się poza swoje bezpieczne poletko i służy mu to niesamowicie. Zawsze klasa pod względem produkcji (to jeden z moich ulubionych numerów W OGÓLE), trochę gorzej z rapem, ale dzisiaj skupiam się tylko (albo i na szczęście) na tym pierwszym. Odyseja (Od pętli do pętli) to doprawdy znakomite podkłady w klasycznym stylu, twardo zahaczające o lata 90. i kurczowo się ich trzymające. Zero ekscesów, czysty boom bap, ukłon w stronę DJ-a Premiera, Da Beatminerz, Q-Tipa, Pete Rocka, Large Professora i innych mistrzów. Cenię tu wszystkie produkcje, wyczyn naprawdę niesamowity.

Po drugie, szacun za organizację. Nie wiem, ile trwał proces tworzenia, jak długo ludzie się Hakimowi dogrywali, ale dowiezienie tego do końca to wielka sprawa. Nie liczyłem, ilu jest tu zaangażowanych, polecam sprawdzić samemu, bo – jak gdzieś wyczytałem – „To coś więcej niż płyta, to prawdziwa podróż przez bezkres krakowskiego rapowego podziemia”. W sumie racja.

Po trzecie: Odyseja (Od pętli do pętli) klasycznie cierpi na problemy zdecydowanej większości płyt producenckich. W większości raperzy kompletnie nie dowieźli (czasami tak bardzo, że jedyne, co ich ratuje, to bycie częścią lokalnego konceptu), część z nich za mikrofonem wyraźnie się męczy, a pisanie, i co gorsza rapowanie, kompletnie nie jest ich powołaniem. Tym większy szacunek dla takich graczy jak Decó, Ind, Peerzet, Kony czy Młody Goh, którzy wypadają więcej niż solidnie, a na tle innych są wręcz wirtuozami. Jak ja się cieszę, że usłyszałem ponownie Juree’ego, mam ogromny sentyment do gościa i tego kawałka. Bardzo podoba mi się też „Ktoś”, gdzie Erha ma zwrotki do bólu proste, ale refreny takie, że idealnie odnalazłyby się w złotych czasach polskiego rapu. Równie nieźle wypada Cybuch, Wieszczu czy… sam gospodarz.

A po czwarte, najważniejsze, po prostu warto. Odyseja (Od pętli do pętli) to vibe pierwszej dekady tego milenium, underground ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, które trwa ponad 3 (!) godziny. I da się tego słuchać! Żaden gamechanger, raczej spełnienie własnych ambicji, ale to chyba dobrze, nie? Brawa dla Krakowa.

Ocena: 3.5 na 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *