W Londynie tylko Tottenham i polska ulica

Co? Prowokacyjny tytuł? Przecież to jedna z najbardziej oczywistych rzeczy na świecie. Muszę wam coś powiedzieć przy okazji.

Dobra, może trochę prowokuję, ale generalnie mam to gdzieś. W Londynie nie bawiłem się aż tak dobrze jak we Lwowie, ale tylko i wyłącznie z tego względu, że cel wyjazdu był zgoła inny. Lwów to totalna zabawa, odlot i te sprawy. Lądek to poszukiwanie płyt, Tottenham i znajomi. Dwa różne światy, dwa różne cele.

Powyższa fotografia najlepiej oddaje klimat mojej wizyty w tym mieście. Kolejnej już w tym roku, nie wiem czy lepszej, czy gorszej, bo obydwie uważam za bardzo udane. Tym razem nie byłem jednak na White Hart Lane, przywiozłem zdecydowanie gorsze płyty, ale trochę lepiej się bawiłem „na mieście”, jeśli można to tak ująć.

Jeszcze w sobotę rano była szansa, że będę oglądał Spursów z Liverpoolem na żywo, no ale z planu nici, także pozostał lokalny pub i jakaś tam dawka alkoholu. Trochę może i żałuję, że mnie nie było, bo po pół godzinie gry naprawdę Tottenham wyglądał już całkiem nieźle i momentami chciało się go oglądać (pierwsze 30 minut to istny dramat), no i Dembele, który prawdopodobnie odchodzi w styczniu do Napoli, rozegrał jedno ze spotkań życia. Szacun, tym bardziej że ostatnio mu nie szło najlepiej, a trochę szkoda, bo to jeden z moich ulubionych zawodników i tych najbardziej niedocenionych.

Płyty? HMV nie miało nic ciekawego, ale już Phonica to kopalnia i prawdziwa rozkosz dla każdego szanującego się słuchacza. Zdecydowanie moja ulubiona miejscówka w Londynie (obok WHL, he he he) i ta, w której spokojnie mógłbym spędzać kolejne godziny pod warunkiem, że byłby tam możliwy jeszcze browar. (Nie)stety nie udało mi się nic kupić, chociaż gdybym chciał poczynić zakupy to musiałbym mieć budżet większy co najmniej 10 razy od tego, który znalazł się w moim portfelu. Takie życie ziomek, więc trzeba było znaleźć jakiś vintage shop i coś znaleźć. Zero szału, a w zasadzie można powiedzieć, że kał. Belle & Sebastian to jeden z moich ulubionych zespołów w ogóle, więc nawet na słabiutkie Storytelling nie szkoda mi było dwóch funciaków. Zgoła inaczej z Buckiem65, który dla mnie jest cieniasem, no ale rap z Kanady zawsze jednak w moim domu mile widziany/słyszany, więc taka sama kwota została wydana na Secret House Against the World. Słabiusieńkie zakupy, wstyd się do nich nawet przyznawać, no ale na pewno co niektórzy chcieli wiedzieć, więc czas na hejting.

A poniżej soundtrack całego tripa. Real Lies mniej więcej w czasie moich ostatnich podróży wydali swój debiut (nie będę szukał na siłę w Google, ale chyba jak już byłem w ich mieście) i płytę z miejsca polecam – kawał dobrego synthpopu z małymi naleciałościami house’u, reggae i kilku innych gatunków. Mogłem kupić, ale… przepiłem. Raz jeszcze – takie życie, ziomek.

IMG_1623
Jasne, znaki na tablicach wskazywały, że Liverpool opierdoli Tottenham, ale nic z tego. Ja stawiałem oczywiście inaczej i jak zwykle nie weszło
IMG_1628
Nie wiem o co tutaj chodzi, bo kolo trzyma się za jaja. Miałem akurat iPhone’a w ręce to zrobiłem foto
IMG_1630
Borough Market to jedna z ciekawszych miejsc na mapie Londynu. Wiecie, że lubię miejsca emanujące życiem trochę z dala od zgiełku, więc pierwsza wizyta tutaj – wow
IMG_1631
Borough Market dwa. Tony dobrego żarcia, nie wiadomo na co się decydować, bary dookoła, ale pięknych kobiet – brak
IMG_1643
Moje ulubione zdjęcie z tego wypadu. Nie wiem nawet czemu, ma w sobie to coś. Są: kreskówkowa postać, kurczaki, pizza, kebab, a niedaleko bar
IMG_1645
Tam po lewo jadłem zajebiście drogą kolację. Tam po prawo wpadłem poszukać w nocy kilku płyt
IMG_1646
To ta sama ulica, z drugiej mańki. W zasadzie to nie wiem po co ją tutaj wstawiam
IMG_1649
O, taka kolacja. Żarcie z Indii. Poezja. A mój znajomy ma bluzę słusznego klubu (i nie chodzi mi o Wisłę Płock)
IMG_1659
Wszystko królewskie, ale z Chin
IMG_1663
Strasznie słaby ten HMV na Oxford Street. Poprzednio tutaj właśnie kupiłem Kendricka, teraz nie było nic, co by mnie na dłuższą metę interesowało (no może poza kilkoma edycjami specjalnymi jakiś tam winyli). Marnie, strata czasu
IMG_1665
Ten Coach Horses to podobno ostra kicha. Nie wiem, nie byłem, ale jestem w stanie uwierzyć. Powiedzmy, że jest to zdjęcie podglądowe angielskich pubów, bo one wszystkie są takie same
IMG_1666
Mekka, a co ciekawe – na Poland Street
IMG_1667
Polski imperializm w Phonice. Mieli coś jeszcze z naszego kraju, ale nie pamiętam co to było. Słyszeliście Przelot? Jak nie to nadrabiajcie albo wracajcie słuchać polskiego rapu w zbyt dużych dawkach
IMG_1674
Za szybą. Nie wiem co to, nie mogłem dotknąć, nie mogłem przejrzeć i już nawet nie miałem czasu. Może to być dobra pozycja, serio, mimo że Gang Starr się tam pojawia
IMG_1676
Pozdro dla kumatych, dla tych mniej śpieszę z odpowiedzią, że jest to jedna z lepszych casualowych rzeczy na świecie aktualnie. Rzut beretem od Phoniki, dobry sklep powiadam
IMG_1682
Może był tu kiedyś Michael?
IMG_1688
Kwintesencja obecnego UK na jednym zdjęciu
IMG_1707
Można na Camden przejebać trochę kasy, ale byłem twardy
Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.