Chlorian / Czez „CeKwadrat EP”

Jedna z najsolidniejszych epek zeszłego roku oferuje to, co najważniejsze. Rap. I jeszcze lepsze beaty, które mocniej podkręcają DJ-e.

Początek roku to zwykle wydawnicza posucha i rzadko zdarzają się takie strzały jak np. Nastukafszy. Nie inaczej jest teraz, chociaż wielu osobom podoba się to, co zrobił 21 Savage na american dream. Ja też nie narzekam. No jest wszystko w porządku, dobrze robi — parafrazując jeden z klasyków polskiego YouTube’a.

Pierwsze dni 2024 roku to też dobry moment, żeby przypomnieć sobie kilka rzeczy z ostatnich dwunastu miesięcy i poznać te, których nie zdążyło się sprawdzić. Jedną z nich jest CeKwadrat EP Chloriana i Czeza wspomaganych przez JHD, Buę, DJ-ów Bulba i PH oraz producenta Smokina.

„Sztos nuta, nawijki i cały waib” – czytam jeden z komentarzy na YT i ciężko mi się z tym nie zgodzić. Bujanie głową zapewnia Smokin, jeden z najrówniejszych producentów w undergroundzie, który potrafi maskować niedoskonałości raperów. Odpalam „Mamy ten waib” i przypominam sobie, jak w styczniu 1996 roku szedłem do kiosku po komiks Spider Mana. Klimat żywcem wyjęty z tamtych czasów z klawiszem a’a Nick Wiz. W gratisie ból karku przez dęciaki na wysokości refrenu, które miziają się z robotą DJ-a. „Trip” sięga po psychodeliki, a w opozycji do niego jest kojący, soulfulowy „Antidotum”, który uśmiecha się w stronę J Dilli i Pete Rocka.

Raperzy nieźle dają sobie radę, ale żeby być sprawiedliwym, to stoją półkę niżej niż podkłady i dobrze dobrane cuty. Podoba mi się prostota w wersach Chloriana i Czeza oraz ten brak silenia się na ciągłe pisanie z kalkulatorem w dłoni. „Moim flow maluję jak Van Gogh / Nie bądź czop, jebać show / Wszystkich wydarzeń splot” daje pierwszy, po czym drugi całkiem zgrabnie składa takie coś: „Słońce na rolety świeci, ale nie ma chęci / Zero ruchów, co najwyżej do łazienki lub w sprawie buchów”. Rap na posiadówkę, do piwa i konsoli, bez analizowania sytuacji społecznej i trudnych tematów.

CeKwadrat EP pokazuje też pewną rynkową ułomność — jeśli nie śledzisz na co dzień sociali wytwórni czy artystów to masz nikłe szanse, żeby do tego dotrzeć. Portali w zasadzie nie ma (a kolejny zdaje się umierać), „zewnętrzne” fanpejdże nie zawsze wszystko przekażą, więc trzeba mieć trochę farta. Dlatego jest duża szansa, na pominięcie tak solidnej produkcji. Lepiej późno niż wcale, dlatego zachęcam wpierw do odsłuchu, potem do kupna. Piszcie tutaj, dwie dyszki plus wysyłka, i konkret CD od Most Blunted można postawić na półce.

Rating: 3.5 out of 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *