Paradoksy

piłka ekstraklasa lenkiewicz

Światem rządzą paradoksy i czasami nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Mogę przytoczyć tutaj kilka przykładów, takich ogólnych, ale po co? Nie ma sensu, więc skupię się tylko na tym jednym, który tyczy się mojej osoby. Wiecie, że nie pamiętam swojego pierwszego meczu na żywo?

Raz na jakiś czas wrzucę na goodkida notkę o piłce nożnej, czyli drugiej mojej wielkiej pasji (a być może nawet tej większej?), ale żeby za bardzo nie robić burdelu, postanowiłem jakiś czas temu ograniczyć tego typu wpisy do absolutnego minimum. Zrobię sobie teraz małą autoreklamę i odeślę do swojego profilu na Twitterze, bo tam często wpadam w futbolowe dyskusje, także wpadajcie – zapraszam.

Ale, ale. Dzisiaj jest dla mnie wielki dzień. Dla mnie, dla kilkuset, dla kilku tysięcy, a może nawet i dla kilkudziesięciu tysięcy innych osób, raczej nie więcej. Liczby składającej się z sześciu cyfr nie podam, bo chyba byłoby to nietaktem i przede wszystkim ściemą, bo na dobrą sprawę to kto kibicuje Wiśle Płock? Kilku lokalnych pasjonatów, kilku mieszkających w okolicach miasta i w zasadzie to by było na tyle. Jest to naturalne tutaj i przyjąłem to do wiadomości wiele lat temu. Sam nie chodzę na mecze regularnie, robię to bardzo wybiórczo ze względu na swój czas, a w zasadzie jego brak, ale staram się. Śledzę codziennie nowe doniesienia, kupuję gadżety, zbieram jakieś stare pamiątki związane z Wisłą, Petrochemią, Orlenem. W domu nie mam nic związanego z nazwą „Petro”, która figurowała bodajże tylko przez jeden sezon. Klub o wielu nazwach, nie? Racja, ale nie zapominajmy jeszcze o Ogniwie czy chociażby Elektryczności. Trzeba oddać temu sprawiedliwość.

Wracając jednak do paradoksów – nie pamiętam swojego pierwszego meczu Petrochemii. Nie wiem co to było za spotkanie, kto mnie na nie zabrał, jaki to był poziom rozgrywek. W pamięci mam tylko te słynne słoneczne stroje Reeboka, które do dzisiaj wyglądają ślicznie i gdyby tylko któryś ze współczesnych klubów się w takie odział to zapewne byłby jednym z pionierów hipsteriady a’la te kelnerowe od Hummela dla Cultural Leonesa.

Pamiętam sparing reprezentacji Polski z ówczesnym Orlenem i nawet mam jeszcze bilet z tego wydarzenia. Mam w pamięci mecze z Legią, z Widzewem, z krakowską Wisłą, ale ni chuja nie pamiętam tego pierwszego. Takiego spotkania nie ma, podobnie jak pierwszej zakupionej przeze mnie płyty winylowej. Nie ma niczego, chociaż dzisiejszy mecz – inaugurujący Ekstraklasę – będę zapewne pamiętał latami i to bez względu na wynik.

Mała rzecz, a cieszy. Takie są najlepsze.

Zdjęcie/photo: M. Lenkiewicz

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź