PSTYKRAK „To przerażające ale prawdziwe”

DJ Pstyk i RakRaczej wracają z projektem pełnym klimatu: filmowy klimat, świetne lektorowe wstawki i… przeładowanie tracklisty.

Jeszcze raz odniosę się do podcastu „Rozmowy o bitach”, w którym miałem przyjemność brać udział. Wspominałem tam, że jednym z producentów, do których mam małą słabość, jest DJ Pstyk (np. dzięki temu projektowi), człowiek, który potrafi z kilku sampli zrobić pełnometrażowy film i to bez martwienia się o prawa autorskie czy budżet na catering. Lubię go, bo jego muzyka kreuje obrazy, a to nie jest wcale takie oczywiste u wielu beatmakerów, którzy zatrzymali się na poziomie koślawej perki i FL-owego samozachwytu.

Na nagranym z Rakiem albumie To przerażające ale prawdziwe (pisownia oryginalna, bez przecinka) ten obrazo twórczy patent działa równie dobrze, co wcześniej. To longplay, w którym muzyka niesie całość, dźwiga go, prowadzi, a momentami wręcz szturcha raperów. Równie dobrą robotę wykonują… wysamplowani lektorzy, czyli klasyczny element pstykozofii twórczej. Tu patent jest prosty – jak nie wiesz, co powiedzieć, pozwól przemówić innym, niekoniecznie raperom. Przykładowo tytułowy numer – słodki sampelek i głos Tomasza Knapika, który potrafi opowiedzieć hipnotyzującą historyjkę o czym tylko chcecie. Świetnie wypadają też „Tylko dzieci żal” czy „Anioły”, gdzie beat opowiada więcej niż MC, a kiedy lektor dołącza, robi za lepszą wersję cutów.

Ale nie chcę odbierać raperom, co ich. RakRaczej zaczyna rapować na serio dopiero gdzieś przy czwartym numerze, jakby potrzebował rozgrzewki, a że czas ma, bo wszystkich indeksów jest aż 41 (!!!), to i miejsca do wykazania się jest sporo, np. w „Szarej rzeczywistości”, kiedy luźno rzucone „Zawsze piona z chłopakami, gdzie się puszcza gówno / Ale nie chcę tego zjadać, wolę lupić coś do studio” lub „. Duży, momentami antysystemowy wkurw, ale w granicach rozsądku i bez rzucania wulgaryzmami na prawo i lewo — to doceniam, podobnie jak wzorowo wręcz napisane „Prawdziwe szaleństwo”, czy krótki opis tego, jak to się robi od kuchni w „Płyty, muza, cięcie”. Z innych mistrzów ceremonii  wyróżnię Młodego Goha, który w „Wyrzutach sumienia” ubarwia numer tak, że sam nie wiem, czy po tylu latach on nadal rapuje serio, czy to już performance art.

Ostatecznie To przerażające ale prawdziwe to album podziemny do szpiku, dla hip-hop headów, trochę za bardzo porozbijany, ale jednocześnie – mimo lo-fi estetyki – zadziwiająco dynamiczny. Przerażające? Niekoniecznie. Prawdziwe? Zdecydowanie. A przede wszystkim: fajne, klasowo wyprodukowane i z tym specyficznym VHS-owym sznytem, którego nie da się podrobić.

Ocena: 4 na 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *