
Wypisanie się ze znanego serwisu, AI, stawki i wygoda słuchacza. Jaka będzie przyszłość słuchania muzyki i co to oznacza dla małych twórców?
Tak czytam i czytam to, co się dzieje wokół decyzji O$ki, który usuwa swoją muzykę ze Spotify (ale nie z innych streamingów, żeby nie było, można ją znaleźć m.in. na Tidalu i SoundCloud) i zastanawiam się, w jakim to wszystko kierunku zmierza. Autor Kompilacji nie jest żadnym trendsetterem — z platformy uciekali już wcześniej inni, znacznie więksi. W polskim rapie ruchy tego typu to rzadkość, więc taka decyzja niszowego obecnie artysty robi na mnie wrażenie.
O$ka to nie mainstream (przy okazji polecam odświeżyć), nie viral, nie top 50 Poland, ale doświadczony facet, który od lat działa po swojemu, stąd jego decyzje wywołują mniejszą lub większą reakcję. W tym przypadku zdecydowanie mówimy o tej drugiej kategorii — zachęcam do sprawdzenia poniższego posta, który opublikował wczoraj na swoim fanpage’u (tego jednak jeszcze nie skasował).
Co my tu mamy: tantiemy, AI, sample, fake streamy i sprzęt wojenny, więc do pełni szczęścia brakuje tylko wymiany podglądów Reda i Konrada Niewolskiego. Ale… O$kę po części rozumiem. Robisz muzykę trzy dekady, a stawka jest taka, jakbyś oddawał krew i jeszcze płacił za igłę, która pomaga w całym procesie.
Sam nie jestem fanem AI w muzyce, ale w przypadku, gdy zastępuje artystę, a nie mu pomaga. Nie zabiera skilla i nie robi na siłę nowego Illmatica, ale jest narzędziem, które można ogarnąć z głową i z sensem wykorzystać. I rozumiem zarówno tę niechęć, jak i moralne dysonanse związane z ruchem Spotify w kierunku AI, bo czy tego chcemy, czy nie, wirtualne bandy będą coraz lepiej pozycjonowane w serwisach. Bo taniej, szybciej i w pewnym momencie już nie do odróżnienia. Casualowy słuchacz nie odnotuje różnicy — ma bujać, ma się podobać, ma być częsta rotacja nowości.
To wszystko skłania się ku temu, że decyzja O$ki z punktu widzenia artysty jest logiczna, zgodna ze światopoglądem i będąca swego rodzaju środkowym palcem wymierzonym w korporacje, które, umówmy się, i tak sobie nic z tego nie zrobią. Chcesz większych pieniędzy, zwiększymy cenę abonamentu, ale zobaczymy, ilu ludzi w tym modelu zostanie. Pobudki są legitne, jednak każdy robi to, co uważa za słuszne, dbając przy tym o własny interes.
Jednak dla mnie, w roli odbiorcy, który płaci za Spotify, który ma jego albumy i na CD, i na winylu, jest to trochę… dziwne. I podkreślam raz jeszcze rolę w tum akapicie — słuchacza i odbiorcy. Streaming to dla mnie wygoda i absolutnie najłatwiejsza możliwość legalnego dotarcia do czyjejś twórczości. Lubię mieć wszystko pod ręką, w podróży, na siłowni, w pracy. Nie muszę nic zgrywać, nie mam potrzeby ściągania mp3, których i tak z płyt zgrać nie mogę, bo nie mam jak. Nie noszę już discmana, czy walkmana. Jakiś czas temu, z różnych względów podjąłem decyzję, że streamingiem numer 1 będzie Spotify, więc ten wybór trochę uderza i we mnie. A jednocześnie rozumiem ten ból żałosnych stawek, więc jestem trochę między młotem a kowadłem. Chcę wygody. Ale chcę też, żeby artyści dostawali tyle, na ile zasługują.
Jak to pogodzić? To już kwestia zakupu fizycznych i niestety coraz mniej opłacalnych fizycznych płyt, merchu, koncertów, crowdfundingu (halko, De La Soul) czy innych rzeczy, bo od kilku lat dla zdecydowanej większości streaming jest tylko dodatkiem promocyjnym, możliwością wybicia się (o ile pokonają algorytm i/lub będą wiedzieli z kim trzymać po stronie dystrybutora lub wydawcy), a zarazem pompowaniem kasy tym większym. Z korpo i tak się nie wygra, ale ważne, że przynajmniej słyszą głos. Raz jeszcze: rezygnacja z najpopularniejszego serwisu streamingowego to marketingowy strzał w stopę, co dobrze podsumował w jednym z komentarzy (polecam cały wątek) Paweł z The Main Ingredient: „Rozumiem pobudki, ale alienujesz się w tej chwili jeszcze bardziej — i to na własne życzenie”. Mimo światopoglądowej zgody z O$ką trudno jednak mi się nie zgodzić z TMI.
Na koniec wracamy więc do punktu wyjścia. Wszystkim nam chodzi o to, żeby muzyka była dostępna i uczciwa. Idąc za tym, w tle pojawia się pytanie o jej przyszłość: jaka ona będzie? Streaming? AI? Powrót do CD i winyla? Płaćmy, kupujmy, chodźmy na koncerty, szerzmy dobre i złe słowo. Tylko na koniec trzeba i tak będzie sobie odpowiedzieć, ile przeciętny słuchacz będzie w stanie faktycznie zapłacić? Bo żeby za chwilę nie okazało się, że niewiele i jedynym ratunkiem, będzie… AI. I narodzi się nowy problem.

Czy kupuję fizyczne nośniki? Tak, nieprzerwanie od ponad 35 lat. Płyty CD, trochę winyli i czasem nawet jakaś kaseta się zdarzy jeżeli nie ma innej wersji. Wszystkie płyty CD mam zrzucone na domowy serwer i mogę słuchać bez konieczności ruszania się z sofy. Czy przegrywam sobie zgrane pliki na urządzenia przenośne jak kiedyś? Na telefon, na komputer, na tablet – nie, jest to niewygodne i upierdliwe. Ale mam również przenośnego „grajka” z kilkudziesięcioma gigabajtami zgranych płyt – idealny na długie loty. Mam pendrive w aucie z zestawem wielu płyt gdyby w danym miejscu nie było zasięgu albo wyjechałbym poza UE (w starym aucie mam odtwarzacz płyt, w nowym już nawet nie było takiej opcji). Czy korzystam ze streamingów? Oczywiście. W podróży, w pracy, do sprawdzania nowości albo artystów, których wcześniej nie znałem. Czy uważam, że metody rozliczenia tych ostatnich są – generalnie mówiąc – nieuczciwe dla artystów? Jak najbardziej.
O$ka zapewne alienuje się, jak napisał ktoś w komentarzu ale też nie sądzę aby utrzymywał się z muzyki – nie jest wystarczająco znany – więc raczej nie odczuje braku tych kilkudziesięciu groszy co miesiąc. W polskim światku HH ze starych, uznanych osób to nawet Noon nie może z tego żyć, co wielokrotnie podkreślał. Kto może? Pewnie Peja, OSTRy, Tede i tyle. Reszta musi mieć „day job” (nie piszę o młodszych pokoleniach w tej rapgrze bo to zupełnie inna bajka, tam już jest wielu milionerów).
Przez lata widzieliśmy i wiedzieliśmy, że wytwórnie w cwany sposób żerują na naiwnych i niedoświadczonych artystach (zabierając nawet 90% tego, co zarobią), wielu artystów otwarcie mówiło o tym legalnym złodziejstwie i systemie nieuczciwych umów, zaliczek na nagranie płyty i zawiłych ukrytych kosztów promocji („…industry rule #4080…”) . Obecnie nastąpiła jedynie zmiana z jednych złodziei na innych, współczesnych, cyfrowych… a czasem wręcz doszli nowi, bo platformy streamingowe często i tak płacą wytwórniom jako pośrednikom i dopiero na końcu jest twórca. Ze streamów nie utrzyma się nikt kto nie jest wielką gwiazdą i nie ma milionów unikalnych odsłon dziennie.
Postawienie na AI w przypadku takiej firmy jak Spotify ma to samo źródło co w przypadku agencji reklamowych, firm IT itp. Pozwala oszukać odbiorców (jestem pewien, że większość słuchaczy nawet nie wie że nie słuchają prawdziwych artystów) i zatrzymać całą kasę dla siebie eliminując koszty – bo nie ma już artystów którym trzeba płacić, nie ma praw autorskich, nie ma twórców chronionych prawem, nie ma pracowników z kodeksem pracy. Są same korporacje i ich zyski. O to w tym chodzi. Chciwość, która obecnie pcha nasz świat w wielkim tempie do zagłady: musi być więcej i jeszcze więcej i to natychmiast.
Spotify od lat również przoduje w niechlubnym rankingu płacenia najmniej artystom. Może to robić właśnie ze względu na swoje zasięgi i silną pozycję na rynku (wielu ludzi utożsamia Spotify ze streamingiem muzyki i nawet nie orientuje się, że są inne firmy). Cyniczna zagrywka i hiperkapitalizm w pełnej odsłonie. Od kilkunastu lat jadą na stratach a zarząd to miliarderzy 😉 Ot, współczesny korporacyjny przekręt księgowy. Ludzie mają coraz bardziej dość tego wszystkiego bo zwykły szaraczek ma zabierane coraz więcej, na coraz mniej go stać a miliarderzy i międzynarodowe korporacje mają polityków w kieszeni i płacą coraz mniej albo już prawie w ogóle zero podatków: Apple, Google, Amazon, Facebook itp.
Więc jeżeli dodatkowo się okazuje, że prezes Spotify te wszystkie miliardy, które nie trafiły do artystów dzięki którym je zarobił, ładuje w izraelską firmę zbrojeniową to ja się próbie bojkotu nie dziwię. Sam uważam, że należy go jebać. Nie jestem również hipokrytą i osobiście nie korzystam ze Spotify od kilkunastu lat. Są inne serwisy streamingowe od Spotify, o lepszej jakości, lepiej działające z platformami których używam, lepiej traktujące twórców i rozliczające się na uczciwszych zasadach (jedne dzielą cały zysk platformy na wszystkich twórców proporcjonalnie do ich popularności, więc nawet maluszkom coś skapnie, inne płacą jedynie tym popularnym wg wskaźnika ile ich muzyka wygenerowała przychodów, więc premiowani są tylko giganci a ci o mniejszych odsłonach nie dostają nic chociaż ja płacę miesięczny abonament aby np. ich posłuchać). Nie mam również jakiegoś problemu z dostępnością treści, co zawsze jest koronnym argumentem za używaniem szwedzkiej platformy. Nie ma czegoś? Trudno, przeżyję, mam czego słuchać.
Nie można negować wygody streamingu, wystarczy pomyśleć ile zachodu w latach 90. kosztowało nas zdobycie czegoś o czym się gdzieś przeczytało, słuchanie „nowości” kilka lat po premierze bo wreszcie udało się kupić (często w ciemno) albo pożyczyć. Jasne, nie chcę wracać do tych czasów. Ale jest jakaś granica ceny (nie tylko tej w twardej walucie) którą za tę wygodę trzeba zapłacić.
Wow, dzięki za tak obszerny i przemyślany komentarz. Przeczytałem z przyjemnością, bo rzadko w internetach trafia się ktoś, kto łączy doświadczenie kolekcjonera, świadomość rynku i zdrowy sceptycyzm, tak mi sie wydaje.
Z wieloma rzeczami, które piszesz, po prostu trudno mi się nie zgodzić. Model streamingowy od lat działa jak odkurzacz ustawiony na portfele artystów, a sami twórcy — zwłaszcza ci spoza mainstreamu — stoją w tym układzie w takiej kolejce. Ośka jest w tym sensie dobrym symbolem: decyzja niby osobista, ale odsłania dużo większy problem, który zauważył też Tymek Kaliciński, ale to już na FB – problem WhoSampled.
To, co piszesz o AI, też jest niestety brutalnie trafne. Korporacje nie wdrażają sztucznej inteligencji po to, żeby „demokratyzować kulturę”, ale by ciąć koszty i to jest normalne. W rapgrze, w reklamie, w IT — mechanizm wszędzie ten sam.
Bardzo też doceniam Twój wątek o fizycznych nośnikach. To, że można jednocześnie kupować płyty, używać streamingu i nie czuć potrzeby toczenia wojenek „CD vs. Spotify”, jest w 2025 jakimś luksusem zdrowego rozsądku.
PS
Odezwij się do mnie na priv – goodkid@goodkid.pl. Wyślę Ci jakąś płytę