
Pono i jego Hołd, czyli klasyka zipowego stylu. Trochę ulicznej poezji, sporo chaosu i dużo charyzmy. W bonusie skany z kilku magazynów.
W tym całym natłoku słusznych peanów dla Pona wróciłem sobie do jego debiutanckiego Hołdu. W sumie dobrze, bo całości nie kilka lat, więc zastanawiałem się, czy przez ten czas coś się zmieni w mojej umiarkowanej sympatii do tej płyty i… jednak nic nie drgnęło. Tak jak wtedy była to dla mnie solidna płyta z mocnymi momentami, tak samo odbieram ją i teraz.
Zacznę od tej słabej strony. Absolutnie nie do wybronienia jest asłuchalny wręcz podkład Włodiego w „Osaczonym”, który na szczęście nadrabia zwrotką i… świetnym remiksem „Fundamentu” z maxi-singla To co po mnie zostanie. Liczba gościnnych występów, które są albo fatalne (prym wiodą GRZ i Jaźwa), albo mistrzowskie (Wilk, Koras, Sokół i Kosi z dość zabawnym „Bałagan na strychu a sprzątać mi się nie chce / Siedzę przy stoliku, piję bro z plastiku”), jest zatrważająca – na 14 numerów tylko trzy są solowe Pona (w tym skit).
Ale już pomijając powyższe — Hołd to jedna z lepszych pozycji w katalogu Prosto i popis charyzmy Pona (tytułowy numer), który może nie skupia się na szerokim spektrum tematów, ale słucha się go z uwagą. Rymuje gęsto, każde słowo ma znaczenie, a nawet jeśli rymy są częstochowskie, to nie mam z nimi żadnego problemu. Tak też trzeba umieć składać. Osobny plus za „Nieśmiertelną nawijkę Zip Składową”, która imponuje wymianą wersów między nim a Korasem – na ulicach wtedy o taki poziom, ekhm, kreatywności naprawdę trudno. Wielki props dla Waca (bas w „Bez odwrotu”), który był jeszcze przed swoim tour de force w postaci Klucza Hemp Gru, ale już wtedy z pełnym stylem i mocną kontynuacją stylu znanego z producenckiej płyty. Inni, m.in. Sqra i Majki, po prostu wpisywali się w ówczesne brzmienie, które obecnie trąci myszką, ale wywołuje nostalgiczny uśmiech.
Tak więc w mojej opinii Hołd to solidnie starzejąca się porcja klasycznego, warszawskiego rapu. Z kilkoma niepotrzebnymi numerami i gościnnymi zwrotkami, ale będąca zarazem jedną z najlepszych zipowych płyt w historii i czołową w 2002 roku na polskiej scenie.
A co pisali o niej w mediach i jak o Hołdzie w wywiadach opowiadał sam Pono? Odnalazłem i zeskanowałem fragmenty tekstów z magazynów „Moment”, „Klan” i „Playa”. Zapraszam do lektury.
„Moment Magazyn”, październik-listopad 2002, nr 1


„Klan”, 2002, nr 23 i nr 27





„Playa”, maj 2002, nr 3







Ja z (trochę) innej strony. Nie tolerując polskiej ulicy w owym okresie, która mnie zawsze odrzucała swoim prymitywizmem zarówno w wersji tekstowej, często technicznej jak i – przede wszystkim – w swoim przesłaniu, nie mam do ZIPów żadnego sentymentu bo te płyty przesłuchałem może raz *. Więc teraz włączyłem sobie „Hołd” i… nie zdzierżyłem. No nie mogę tego słuchać – monotonne nawijanie, średnio pasujące do bitów, dużo fatalnych gości i te pseudomądrości. Tak, w moim przypadku podejście do tej płyty również się nie zmieniło – dalej jestem na nie. Na pewno wiek nie pomaga chociaż i już wtedy może byłem za stary na te teksty.
* chlubny wyjątek to drugie WWO oraz płyta producencka Waco. Na albumie Sokoła (i niestety Jędkera) zagrało wszystko poza w sumie Jędkerem (jak zwykle, ale nawet tam aż tak nie raził). Waco z kolei zniszczył system swoją produkcją nawet jeżeli przy niektórych utworach trzeba, znowu, włączyć filtr na przekazywane treści. Aha, jest jeszcze w sumie „Skandal” Molesty ale aż tak często do tej płyty nie wracam, chociaż znowu produkcja była mistrzowska – V.O.L.T. pokazał na długie lata jak należy to robić.