O hip-hopowym prestiżu, czyli drogie JuNouMi Vol. 1

Groh i Link, fot. Tomek Gieysztor

Jeśli istnieje coś takiego jak prawdziwy rap, to szukać go można właśnie tutaj. Przed premierą piątki warto sobie przypomnieć poprzedników.

Doskonale pamiętam ten okres, gdy na nowości w polskim rapie polowało się albo w sklepach, albo na stadionach. Oczywiście internet też istniał, jednak na płockich osiedlach wcale nie był tak powszechny, a nawet jeśli ktoś mógł coś ogarnąć, to naprawdę trzeba było się naczekać. Najczęściej na to aż ktoś z drugiego końca kraju wrzuci wątpliwej jakość mp3 na jakiś serwer. Stare, niekoniecznie lepsze czasy.

Podobnie było z informacjami o rapie. „Klan”, „Ślizg”, „Dosdedos”, „Moment”, „Loop”, „Magazyn Hip-Hop”, „Playa”, „Blek” i coś tam jeszcze by się pewno znalazło, ale i w tych magazynach (nie wszystkie były przecież w stu procentach o rapie) nie było wszystkiego. Wiecie, numer miał swoją „pojemność”, a informacja sprzed trzech miesięcy już nie była tak ciekawa, poza tym nowości z polskiego undergroundu były ograniczone może nie do minimum, ale było ich znacznie mniej niż ziomeczków w Massach, Clinikach czy innych Errorach. Piszemy o tym, co jest najpopularniejsze i kto mógłby lepiej sprzedać numer przez facjatę na okładce, tak to wyglądało. Niemniej w środku była masa treści, do której staram się wracać regularnie, bo to kapsuła czasów, kiedy media, niekoniecznie stricte hip-hopowe, przemycały treść, którą chłonęło się godzinami.

Dlaczego o tym wspominam? Bo w tych samych czasach pojawiło się założone przez Groha i Linka JuNouMi Records, które w tym roku obchodzi 20 lat. Ktoś tam w 2002 roku o tym słyszał, ktoś nawet to słyszał, ale że było to na winylu, to już dla wielu był to spory problem. Sztuk było tylko 100, potem z okazji premiery drugiej części dotłoczyli kolejną setkę i cały nakład zamknął się w oszałamiającej liczbie 200 placków. Z okazji nadchodzącej premiery piątki nawet przejrzałem kilka tych magazynów i tylko w jednym znalazłem szybką wzmiankę o winylowej serii, która jak się potem się okazało, w pewien sposób rewolucjonizowała polski rap. Może było coś jeszcze, bo nie wszystkie czasopisma mam pod ręką, ale jeden niewielki skan udało mi się zrobić.

Nie wiem, kiedy dokładnie zawartość JuNouMi Records EP Vol. 1 do mnie trafiła, ale na pewno było to trochę po premierze i to w czasach, gdy Flexxip, który na czerwony wosk wpadł z genialnym „Flexxstylem”, już „nie istniał”, ale za to przed tym, zanim Dizkret, który również z Mesem i Emilem Blefem rapował w tym numerze, nagrał „Skąd mnie znasz?” z The Headnods, które pojawiło się na wydanej przez Embargo Nagrania Muzyce miejskiej. Aha, Kret solowo też tu daje popis – „Wosk” na podkładzie Urbka jest absolutnie mistrzowski, możecie sprawdzić poniżej.

Jest tu również Łona z mocarnym „Nie słuchać przed 2050 r.”, jest 3ekon z „Ja”, a obydwa numery wyprodukował Webber. Mocną reprezentację wystawiła też Łódź – Eudezet Allstars mogło namieszać na początku nowego milenium, ale wyszło jak zwykle. Mixtape czy tam dwa to trochę mało, a wracając do numeru z pierwszego JuNouMi to „O pięciu takich co…” jest funkową bombą, na której rapują O.S.T.R., Oxy, Spinache, Dedote i Thomass.

Nie mogę pominąć Duże Pe i DJ-a Spoxa, którzy jako Cisza & Spokój nagrali „Gorączkę sobotniej nocy” być może po to, żeby ten tytuł przestać utożsamiać z Johnem Travoltą. I może się to nie udało, bo akurat o tym kawałku mało kto pamięta, to i tak jest jednym ze szczytów 2002 roku, czego nie mogę teraz powiedzieć o „Cały czas” 2cztery7 i Samuraiz Crew (DJ-e Romek i Sekta). Ale to tylko i wyłącznie ze względu na do bólu oklepany sampel Judy Clay i Williama Bella.

Wszystko zaczyna się od podstaw. Tutaj od „Intra”, które stworzyli Noon i DJ Romek, natomiast w przypadku całego hip-hopu od undergroundu. I co jak co, ale JuNouMi Records EP Vol. 1 było najlepszym tego przykładem. Jutro więcej o części drugiej.

Rating: 4 out of 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.