Trochę więcej i jeszcze lepiej, czyli drogie JuNouMi Vol. 2

Flexxip fot. Daniel Dash

O ile czerwony winyl był powiewem świeżości, to ten pomarańczowy udowodnił, że nic nie dzieje się przypadkiem.

Dużo działo się w 2002 roku. W sklepach pojawiły się m.in. Obawa przed potem, Muzyka klasyczna, Kodex, Zmysłów 5, Autentyk, We własnej osobie, Nokaut, Al-hub, Tabasko, Kastaniety i wiele, wiele innych. Klasyk na klasyku. Na rynku ukazały się także warte odnotowania i przypomnienia sobie single, chociażby Vision Noona i DJ-a Twistera, Moda WWO i 30 cm Fisza.

Był również pewien pomarańczowy wosk, który nie tylko skutecznie kontynuował to, co działo się na tym czerwonym, ale też otworzył się na główny nurt. Oczywiście w niewielkim stopniu, ale JuNouMi Records EP Vol. 2 pokazało, że bezboleśnie można połączyć dwa różne światy.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie to, że tym łącznikiem był… hip-hop. Tak po prostu. 20 lat temu Donguralesko, już wtedy mocno dobijający się na sam szczyt, czy Pezet, któremu jeszcze daleko było do monetyzowania swojej twórczości poprzez, ekhm, różne „inicjatywy”, byli zupełnie w innym miejscu niż teraz. Wyglądało to zgoła inaczej niż obecnie i tak duże ksywki mogły dziwacznie wyglądać obok TrzechStyli, którzy zostawili tutaj obłędną „Walizkę”, czy Pako i Neca. Niby „Nieśmiertelni”, a już wymazani z pamięci.

Zwrotki DGE i Pezeta, odpowiednio „Wycinanki rymów” (halko, Opowieści z betonowego lasu) i nagrane wraz z 2cztery7 i Lerkiem „Pieprzyć szary beton” to jedne z najlepszych momentów wszystkich części kompilacji. Co istotne, kompletnie nie ustępują im pozostali. Eis, nie Aes, podgrzał atmosferę przed Gdzie jest Eis? tak bardzo, że pozostałe opary mógłby wykorzystać Gucci Mane w wiadomym celu. „Rymy i bity” Dizkreta i Praktika to esencja polskiego rapu, lektura obowiązkowa w temacie „jak to się robi?”, a nietypowe otwarcie, luźno na poziomie poprzedniego, fundują Red, dający lekcje francuskiego na długo przed Kabe, i Magiera. Prawdziwy miszmasz, ale…

Jeszcze większy ferment pojawia się przy „Kolejnym drinku”, w którym popisy na majku uskuteczniają Emil Blef, Mes, Wankej, Onar, Pezet, Pjus i Stasiak. Ziomeczek-inteligent z Dinali i kochające bloki syn Ursynowa, pierwsze zachrypnięte gardło polskiej sceny na jednym tracku wyprodukowanym przez O.S.T.R.-a, w dodatku w kolejce po shota. Takie rzeczy tylko tutaj, podobnie jak jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze, zamknięcie albumu na naszym podwórku. „Outro” Flexxipu i Dużego Pe to soulquarianowa bomba na beacie Mesa i ze skreczami DJ-a Spoxa, która spokojnie mogłaby zaistnieć na wydanym w tym samym roku Electric Circus.

Jeśli dwójka jest lepsza od jedynki to tylko nieznacznie. Debiut to ówczesne novum na scenie, która mimo swojego złotego okresu, powoli kostniała i winyl wydany przez Groha i Linka był niczym duży buch słodkiego dymu. Tak na rozluźnienie spiętych pośladów nie tylko dresiarni. JuNouMi Records EP Vol. 2 to także potwierdzenie braku przypadku i marsz razem z tymi, którzy za chwilę mieli rozdawać karty na scenie.

Rating: 4 out of 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.