Dlaczego ta promocja do tej pory zawstydza branżę?

Minęło 10 lat od premiery Nagrań zagłębiowskiego elQuatro. Wspominam nie płytę, a jedną z najlepszych akcji promocyjnych w polskim rapie.

Pełna dekada. W rapowych realiach to już spokojnie status płyty sprzed epoki, innego internetu i tempa życia. Z czasów, kiedy algorytm nie dyktował warunków i sam nie promował tego co dobre, a co nie. I właśnie dlatego postanowiłem pochylić się raz jeszcze nad tą EPką. Nie dlatego, że nagle wróciłem do tej płyty na rotacji (broń Boże!), tylko dlatego, że zobaczyłem poniższy post.

Dostaję sporo maili, wiadomości na FB, propozycji patronatów, szybkich „rzuć okiem”, „daj znać”, „może byś coś napisał”. Lekką ręką kilkanaście w miesiącu. I napiszę uczciwie: więcej niż połowa nie nadaje się do niczego. Ale staram się zawsze odpisać, nawet po czasie, bo cisza jest najgorszą możliwą odpowiedzią. Szansa, że coś mi się nie spodoba, faktycznie jest wysoka, nazwijmy to uczciwie 80 proc., ale zostaje jeszcze te 20.

W przypadku elQuatro różnica polegała na tym, że… dowiedziałem się o wszystkim po fakcie. Już po premierze. Już po całej akcji, o czym napisałem tutaj. A co najlepsze, jak się później okazało, figurowałem na liście osób, do których „można było” napisać. Gdyby to się wydarzyło wcześniej? Z przyjemnością bym pomógł, bo to był jeden z tych momentów, kiedy ktoś naprawdę pomyślał, zamiast tylko wysłać link lub płytę. I to serio, mega doceniam.

Promowanie płyty „Nagrania”

Kiedy spoglądamy na ostatnie miesiące 2015 roku, z perspektywy czasu uważamy, że naprawdę wykonaliśmy kawał solidnej roboty w zakresie promowania naszej muzyki. Nie wiemy nawet, czy dzisiaj bylibyśmy w stanie to powtórzyć. Wspięliśmy się na wyżyny naszych możliwości i teraz aż sami w to nie wierzymy. Nie twierdzimy, że nikt wcześniej nie zrealizował już podobnych pomysłów. Nie uważamy, że były jakoś specjalnie odkrywcze. Tylko że w ogóle nie spoglądaliśmy się na innych i wprowadzaliśmy w życie to, co sami wymyśliliśmy i instynktownie uważaliśmy za intrygujące.

Najpierw opublikowaliśmy zapowiedź, stylizowaną na fragment jakiegoś reportażu „Uwagi”, gdzie pacjent udaje się do lekarza z ukrytą kamerą, aby załatwić „lewe” zwolnienie lekarskie. Na naszą prośbę udostępniali ją czołowi raperzy z Zagłębia. Odnotowała jakieś zawrotne liczby. W czasie dzielącym zapowiedź od premiery klipu, szwendaliśmy się po mieście nocami i niczym zbuntowane dzieciaki obkleiliśmy pół miasta wlepkami, zawierającymi hasztag elQuatro z nadzieją, że kogoś finalnie naprowadzi na teledysk.

Płyty CD „Nagrania” były fantastycznie wydane. Super jewel box, 24-stronicowa książeczka zawierająca fotografie i teksty utworów. Wlepki, kiedy dodawane do preorderów nie były jeszcze memem. Nie przewidywaliśmy wytłoczenia 500 sztuk, ale nie było innych możliwości przy naszych oczekiwaniach co do formy wydania. Większość z nich rozdaliśmy, jedną otrzymał nawet Action Bronson. Czasami informowaliśmy w naszych mediach społecznościowych, gdzie danego dnia będziemy czekać na naszych słuchaczy, aby wręczyć im płytę. Niektóre sprzedaliśmy, a inne zostawiliśmy w losowych miejscach takich jak Babia Góra czy Pogoria. Produkcja kompaktów nigdy nam się nie zwróciła, ale czy było warto rozegrać to w ten sposób? Ależ oczywiście! Późniejsze wydawnictwa dystrybuowaliśmy już bardziej tradycyjnie.

🎉 Jak się wyróżnić na tle konkurencji?

Założyliśmy, że skoro nie jesteśmy rozpoznawalni to w kontakcie z mediami musimy się czymś wyróżnić. Zamiast wysyłania drogą mailową informacji prasowych, postawiliśmy na coś bardziej klasycznego. Zaprojektowaliśmy i wydrukowaliśmy specjalne broszury, informujące o naszym projekcie i planach promocyjnych, dołączyliśmy do nich „Nagrania” na płycie CD i wysłaliśmy do rapowych portali. Niestety, żaden z naszych listów nie doczekał się odpowiedzi.

Zwróciliśmy się o pomoc bezpośrednio do dziennikarzy, tworzących wtedy wygasającą już powoli blogosferę. Do jednego z nich zgłosiliśmy się już po premierze płyty, ponieważ… baliśmy się ciętego języka, z jakiego był znany. Tymczasem Dawid Bartkowski, który do dzisiaj publikuje na goodkid.pl – O tym innym hip-hopie okazał się bardzo serdecznym człowiekiem, któremu wiele możemy zawdzięczać. Podobnie jak innym – Mateusz Kołodziej / AxunArts, Politolog Na Rapie, Mateusz Osiak i jego Rap Matters – podcast o rapie, Yurkosky czy działający na Instagramie – Fotografuję Polskie Rap Płyty. Ich pomoc okazała się nieoceniona i – o ile nas pamięć nie myli – najwięcej dzięki niej zyskaliśmy. Z tego miejsca chcielibyśmy im podziękować, ponieważ w sposób znaczący przyczynili się do tego, że czterech raperów z Zagłębia mogło przeżyć jedną z najwspanialszych przygód.

Zapytanie o patronat, cała otoczka, mała, ale piekielnie pomysłowa akcja marketingowa – to był poziom, którego w polskim hip-hopie wtedy praktycznie nie było i nadal bywa z tym różnie. Mainstreamowe i popularne wytwórnie, te z budżetami, strukturami i strategią promocji powinny brać z tego przykład. Już sam film promujący płytę był z innej ligi. A muzyka? Tu sprawa jest bardziej złożona. Sam album nie jest czymś, do czego wracam, ba, w ogóle. I nie ma w tym żadnej złośliwości. Koncept świetny, produkcje Coka pełne duszy (podobnie jak późniejsze nagrania). Problem leży w rapie, więc podziękuję.

Dlatego też Nagrania zapamiętałem nie tylko jako płytę, ale jako bardzo przemyślany projekt, super koncept od A do Z. Jako przykład, że można podejść do promocji własnej twórczości kreatywnie, bez spiny i kalkulatora, za to z głową i pomysłem. Dlatego wrzuciłem ten post, bo w zalewie bylejakości i masówki warto przypominać dobre wzorce, o czym poczytacie w podlinkowanym wyżej poście. Naprawdę, doceniam bardzo.

A jak wspominają płytę sami panowie? Proszę, tak mi o tym opowiedzieli.

Cok:

Beaty na „Nagrania” powstawały w ten sposób, że przygotowywałem pewien szkic, oparty na bębnach, basie i melodii, pod który reszta ekipy pisała zwrotki. Następnie po ich nagraniu zabierałem się za aranżacje i tutaj puszczałem wodze fantazji, co zresztą słychać w tych utworach. Najbardziej jestem zadowolony z numeru „… od korporacji”.

„Nagrania”, mimo liczby utworów zbliżonej do EP, jest płytą długogrającą ze względu na czas jej trwania. Faktycznie nagraliśmy drugą produkcję, EP. Razem z Skórysynem siedzieliśmy w studio i wspólnie komponowaliśmy beaty, a reszta ekipy dołączała do nas po robocie i pisaliśmy teksty, nagrywaliśmy. Była inna, bardziej mroczna. Teraz zalega gdzieś w chmurze. Trzeba zostawić ten materiał na jakieś pośmiertne wydawnictwo (śmiech).

Pamiętam jak wybieraliśmy nasze logo. Modest nie był do końca przekonany do niego, więc zgodził się pod warunkiem, że na dziesięciolecie zostanie odświeżone. Te dziesięć lat było tak niedorzeczne, że do dzisiaj mu to wypominamy. Stało się to swego rodzaju memem, ponieważ w listopadzie jak stuknęła dziesiąta rocznica, każdy z nas w pierwszej kolejności zastanawiał się, gdzie jest nowe logo.

Furman

Setki godzin, ustawek i przy tym zjedzonych kebabów. Jak pomyślę o tym, że wśród tych wszystkich rozkmin padła na przykład taka, żebyśmy recenzowali kebaby i fast foody na YouTube… to jedno jest pewne — wszyscy dziś wyszlibyśmy na tym lepiej. I to tak pół żartem, pół serio.

Z perspektywy czasu stwierdzam też, że chyba było w tym wszystkim za mało luzu. Ale może właśnie tak robi się płyty? Wszystko rozkminione od A do Z. A dla mnie — spełnienie marzenia. Płyta jak ze sklepowej półki, moja twarz na okładce (choć akurat o tym nie marzyłem). Bez względu na to, kto i jak oceniał to wcześniej i do dziś — dla mnie to pamiątka, która opisuje, jak wtedy patrzyłem na świat i w jakim okresie życia byłem.

Z ciekawostek: na jednej z pierwszych ustawek przyszedłem świeżo po trzech wiadrach. Ogarniałem wszystko jak trzeba, ale do dziś pamiętam miny chłopaków, którzy co jakiś czas zerkali na mnie, pewnie rozkminiając, czy ja w ogóle wiem, w jakim mieście jestem.

Skórysyn, wtedy Kaees (przy okazji – wywiad i recenzja jego producenckiej)

Po czasie można spojrzeć na album „Nagrania” jak na wytoczenie zbyt dużych dział na zbyt małą wojnę. Podeszliśmy do tematu na maksa profesjonalnie, zarówno jeśli chodzi o pisanie kawałków jak i okładkę, wkładkę, klipy. Zbyt profesjonalne podejście jak na skalę, z jaką działaliśmy. Być może to mogło stać za tym, że płyta nie odbiła się szerokim echem. Muzycznie to miało ręce i nogi, ale podeszliśmy do tego chyba za bardzo jak do jakiegoś produktu – za dużo było marketingu, a za mało zajawki. Za mało było w tym swobody i wolności. Album był wypadkową nas czterech, ale za mało było w tym luzu i przestrzeni na niedociągnięcia i błędy. Biorąc pod uwagę pierwsze wideo – ze zbyt chirurgiczną precyzją podeszliśmy do tego.

Bardzo ciepło wspominam ten czas. Pamiętam, że dużo było starć słownych i nieporozumień, ale bardzo się wtedy zżyliśmy i na stopie przyjacielskiej byliśmy nie do ruszenia.  Ten czas z chłopakami dał mi wiele.

Z ciekawostek: jakiś czas po nagraniu „Nagrań” nagraliśmy wspólnie cztery numery. Nie zostały ukończone. Z tego co pamiętam, ociągałem się z dograniem fragmentów, jak każdy z nas chyba. Te utwory leżą gdzieś nagrane i na pewno są bardziej luźniejszą kontynuacją „Nagrań”. Bity wyszły spod ręki Coka i mojej, wspólnie w studio je tworzyliśmy, po czym w większości pisaliśmy teksty i nagrywaliśmy je na świeżo po napisaniu. A przynajmniej większość zwrotek. Ten materiał miał więcej spontaniczności, więcej ducha i intuicyjnego podejścia, a mniej kalkulacji. Pewnie nigdzie go nie usłyszycie (śmiech).

Modest

Moim ulubionym numerem z płyty jest „Ten rap to tylko o hajsie, furach, dziwkach i dragach”. Przeciwnicy rapu w tamtym czasie właśnie w podobny sposób się o nim wypowiadali. A my postanowiliśmy na każdy z tytułowych tematów wypowiedzieć się inaczej niż wszyscy ci hedoniści, na bazie których twórczości powstawały takie opinie. To też pokazuje jak wtedy myśleliśmy i działaliśmy.

Moją działką były… dragi (śmiech). Podchodziłem do tego tekstu na zasadzie, że takie teksty to się pisze raz w życiu i dlatego długo się z nim męczyłem. Chyba rok czekaliśmy na moją zwrotkę. Były nawet przez to drobne tarcia. I nie jest tak, że 365 dni siedziałem nad kartką. Po prostu tak dużą presję sobie narzuciłem, że każdy wers od razu wyrzucałem do kosza. Tekstowo tutaj dowiozłem, rapowo chyba też w miarę. Ogólnie ze swojego rapu na „Nagraniach” nie jestem w ogóle zadowolony. Z tekstów natomiast jestem i to bardzo zadowolony. Lepszych prawdopodobnie już nigdy nie napisałem (śmiech).

Moją ulubioną zwrotką z projektu jest zwrotka Coka w „Banksym”. Wszyscy  gratulowaliśmy mu jak ją usłyszeliśmy. A ulubionym beatem ten do numeru o „Świadomym śnie” z Magdą.

Podzielę się moją ulubioną anegdotą, którą powtarzam do znudzenia. Nasi znajomi, Marcin i Dagmara, wyruszali na długą podróż po Stanach. Wręczyliśmy im kilka płytek, aby zostawili gdzieś na Times Square albo rozdali jakimś sympatycznym ludziom. Kiedy lecieli z NYC do LA, w samolocie spotkali Action Bronsona. Ten Marcina o mało nie zabił, kiedy Marcin go obudził. Bronson dostał płytę, ale wątpię, że ją przesłuchał (śmiech).

Płyta poniżej, może warto wrócić? I na koniec – nie ma co się mnie bać, ja już o złych rzeczach nie chcę pisać 😉

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *