Podludzie

disgusting-gum-man

Zajawki zajawkami, ale są rzeczy, których zrozumieć nie potrafię. Nawet tak błahych jak problemy przy zakupie… płyty.

Ostatnio na swoją prywatną ścianę, jak i te goodkidową wrzuciłem następujący tekst:

Pozwólcie, że przytoczę dwie sytuacje dzisiejsze i mój mały komentarz do tego. UWAGA
1. Typiara w pracy nie będzie brała udziału w wyborach, bo nie wie kto kandyduje, nie wie kto jest aktualnym prezydentem i „i tak się nic nie zmieni”.
2. Typ w pracy będzie głosował na Komorowskiego, bo wg niego nie ma on żadnego kontrkandydata, a poza tym nie wie do końca dlaczego będzie na niego głosował, co on zrobił, a czego nie zrobił. Ot tak, po prostu, bo Bronek coś tam.
Każdy ma swoje poglądy, wiadomo, ale Stanisław Lem miał rację, nie tylko przytaczając internet, ale zmieniając tę kwestię i parafrazując na życie codzienne. Ludzie są w chuj smutni, całe życie mają pod górkę, nic się nie zmieni, jest chujowo, ale stabilnie no i piwo za 1,50 zł w lodówce stoi, które skosztuje się przed TV przed snem. Lifestyle godny pochwały, coś mi się należy, ale wszyscy kradną i nie mam nic. Nawet ideałów, bo cóż to takiego?
Wiadomo – Korwin szowinista i oszłom. Komorowski – no coś tam. Duda – Smoleńsk na okrągło. Kukiz – JOW i pijak. Ogórek – to ogórek. Reszta to figuranci. Stereotypy? Smutek.
Nie po to mamy mózgi i rozumy, a przynajmniej niektórzy, żeby nie decydować o samych sobie, najbliższych i tych dalszych. I o Tobie też. Idźcie, głosujcie ze swoim sumieniem i poglądami na kogokolwiek. Chyba że macie wyjebane jak te dwa typy, które podałem, tylko potem nie narzekajcie, że pijecie Harnasia z Polo Marketu z promocji ośmiopakowej za 6 zeta i nie macie keszu na np. Ciechana (zaraz będzie, że narodowiec ze mnie i homofob, bo mogłem przecież o Heinekenie napisać!). Analizujcie, myślcie, wierzcie w coś, bo w każdej idei jest jakiś sens, a skoro on jest, to czemu by go nie promować i nie wykorzystywać, e?
Mogłem w sumie tego nie pisać, ale wyżalić się musiałem tak jak Nocne Wilki przejechać przez kraj piękny nad Wisłą.

Jeden z moich serdecznych znajomych nazywa takich osobników „podludźmi” i ciężko mi się z nim nie zgodzić, zwłaszcza że chwilę po publikacji tamtego wpisu znowu dane było mi przeżyć dość podobną sytuację, tym razem związaną z… Rasmentalismem.

Chcąc nie chcąc Za Młodzi Na Heroda to jeden z bardziej udanych krążków w historii rodzimego hip-hopu, ale dopiero po premierze ostatniego LP Rasa i Menta postanowiłem go zamówić, bo znudziły już mi się odsłuchy „Stu” na streamingu (miejsce na półce też jakieś znajdę). Nie wiedziałem, że można się przy tym nasłuchać steku bzdur, ale żeby aż tak i w tak błahych sprawach? No, kurwa…

Pomijam oczywiście standardowe teksty pojawiające się przy tej okazji, mianowicie „nie mogłeś ściągnąć?”, bo rzecz się rozeszła o… miejsce zakupu. Zapytany (oczywiście po stwierdzeniu, że jestem baranem, bo tylko tacy wydają pieniądze na coś, co można mieć za darmo, kolejny klasyk) gdzie zostawiłem kasę, odpowiedziałem że w mały lokalnym sklepie w Krakowie. Co się okazało?

– No ale musieli ci to wysłać i płacisz za wysyłkę dodatkowo. Nie opyla się.

– I tak wychodzi taniej, niż miałbym kupić na miejscu. Kapitalizm – wybieram cenę. Jak jest równa to wybieram sympatię do sprzedawcy albo stosunek cena/jakość obsługi.

– Ale tu masz od ręki. Nie musisz czekać.

– No ale nie lubię tego sklepu, poza tym zamiast wspierać wielkie molochy wolę dać zarobić gościowi, który zna się na rzeczy i wiem, że robi to z pasji. Nie wspieram inicjatyw, które mam w dupie. Tak samo jak nie gadam z ludźmi, których nie lubię albo nie znam. Do tego to porównaj.

– Pojebało cię do reszty.

Nie wiem czemu, ale wieść o tym zakupie rozniosła się dalej (wiadomo, sensacja) i kolejna osoba zaczęła mi prawić wywód o zwrocie produktu, jakby mi się nie spodobał. Że będę musiał wysyłać, drukować (!) oświadczenie zwrotu i takie tam brednie. Ręce już mi prawie opadły, by zaraz zapaść się pod ziemię słysząc „to płyty jeszcze można kupić?”.

Ktoś tu jest za młody na Heroda. A i ktoś nie ceni dobrej muzyki i ładnego życia (czy jakoś tak), tylko że mi już nie tylko ręce opadają, a i nie wiem, po której stronie barykady stoję. „Podludzie” to być może za mocne słowo, nawet pewno nie pasujące do sytuacji, ale czy naprawdę trzeba rozwijać i tłumaczyć skromne ideały warte różnicy kilku zł? Zresztą, kogo to obchodzi?

Zdjęcie/photo: gratisography.com CC0

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź