Pierwsza kolejka – przemyślenia

brasil2014

Pierwsza kolejka mundialu za nami. Jest kilka wniosków. Tych oczywistych. I tych trochę mniej.

1. Wspaniały turniej

Cieszmy się, bo jak to ktoś powiedział, może być to ostatni wielki turniej piłkarski. Póki co nie ma co narzekać. Jest naprawdę świetnie, pada dużo bramek, mecze mogą się podobać. Jeżeli chodzi o poziom czysto piłkarski nie ma się do czego przyczepić. Owszem, były marne spotkania pokroju Iranu z Nigerią (ale kto by tu się spodziewał rewelacji?), ale już co najmniej dwa przejdą do historii jako wspaniałe widowiska: Hiszpanów z Holendrami oraz Anglików z Włochami. Stawiam stówę, że takich pojedynków, które zapiszą się w annałach będzie jeszcze więcej.

2. Słaba postawa faworytów

Na papierze wszystko wygląda rewelacyjnie: kadra, selekcjoner, historia, kibice. Niestety, na razie boiska trochę weryfikują plany niektórych mocarzy. Moja ukochana Argentyna mam nadzieję, że nie rozwinęła jeszcze w pełni skrzydeł i wkrótce pokaże na co ją naprawdę stać. Urugwaj się ośmieszył z jakimiś kelnerami (z całym szacunkiem dla Kostaryki, no ale wiecie, to nie są dobre grajki), Hiszpanie sami nie wierzą w to co się stało, a Brazylii niestety pomagają sędziowie. Jednak jest to pierwsza kolejka, więc nie ma co jeszcze przesądzać o niczym. Na razie nie wygląda to u niektórych rewelacyjnie, ale historia sprzed czterech lat przypomina o wpadce La Furia Roja w pierwszym meczu. Jak to się skończyło to wszyscy wiedzą.

3. Ogórki

Liczę, że jakiś „nietypowy” zespół dojdzie co najmniej do ćwierćfinału. Jak zwykle mocno trzymam kciuki za Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghanę, ale z nimi nigdy nic nie wiadomo. Są to drużyny, które potrafią bardziej przegrać same ze sobą jak z rywalami, co doskonale pokazali ci drudzy w meczu z Jankesami. Myślałem, że może ugra coś Honduras, jakiś awans czy coś, ale niestety – chyba mają już zabukowane bilety do domu. A Kostaryka? Cóż, każdemu zdarza się mecz życia, może to był ich moment? Raczej nic z tego nie będzie, ale… chcę ich jak najdalej, a co mi tam. Im też.

4. Sędziowie i goal-line

Temat rzeka. Nic się nie zmienia w tej kwestii od lat. Jak byli beznadziejni, tak dalej są. Nie rozumiem jak można na siłę ciągnąć gospodarza jak najdalej, nawet taką miernotę jak Koreę w 2002 roku, a już tym bardziej taką potęgę jak Canarinhos w tym roku. Pytanie bez odpowiedzi: czy kanarkowi poradziliby sobie z Chorwatami bez pomocy sędziów z Kraju Kwitnącej Wiśni?

Poza tym, coraz bardziej przekonuję się do powtórek wideo. Samo goal-line też wydaje się jakimś nieporozumieniem, no ale ktoś widocznie wziął za to duże pieniądze. Niech show trwa dalej.

5. Że jakie konie?

Urugwaju do czarnych koni zaliczać nie można, więc automatycznie u mnie w tej kategorii jest skreślony. Więcej spodziewałem się po Belgach, ale miałem świadomość, że są to młodzi i niedoświadczeni ludzie na taki turniej. Brak ogrania na imprezach międzynarodowych raził wczoraj w spotkaniu z Algierią, ale na szczęście skończyło się po ich myśli. Do zobaczenia za dwa lata we Francji, powinien być medal, ale tutaj więcej ugra zapewne inny „świeżak” – Bośnia, która wyszła na Argentynę bez kompleksów.

Zdjęcie/photo: [1]

Tagi:
Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź