Manic monday #16: wiara czyni cuda. Chyba

wisła goodkid

Fantastyczny piłkarski weekend za mną i nie mam wcale na myśli powrotu Premier League oraz okazałego zwycięstwa Tottenhamu. Jasne, cieszy jak cholera, ale chyba ważniejsze rzeczy działy się na innym piłkarskim boisku. El Classico? Pff…

Dobra, against modern football tak jakby, ale pojedynek w Hiszpanii śledzić przecież w jakiś tam sposób musiałem. Zwycięstwo Barcy mnie cieszy, bo to jeden z moich ulubionych zespołów już od końcówki lat 90., tym bardziej w takim stosunku. Tak samo jak Interu, który nagle się rozstrzelał i w końcu może zdobędzie te cholerne scudetto. Spursi? Każde zwycięstwo cieszy, to logiczne. Jeszcze bardziej – w takim stylu i z takim wynikiem. Wow.

Najwięcej do refleksji jednak daje mi to, co was najmniej obchodzi, a w zasadzie wcale. Wisła Płock. Teraz mogę napisać to jasno: chyba awansują. Daję im 90% szans na promocję, a jeśli to spieprzą to tylko i wyłącznie na własne życzenie. Musi się udać, tym bardziej że widać po prostu drużynę. Jeszcze bardziej jak w tamtym sezonie, kiedy to mogła wydawać się skrystalizowana maksymalnie jak na lokalne warunki. Ubyło 2-3 kluczowych graczy, przyszli nowi i…

Dzisiaj gadałem z dobrym koleżką przez telefon. Dawno się nie widzieliśmy, więc wisieliśmy na linii dobre kilkadziesiąt minut (w tym samym czasie jeden ze znajomych vlogerów się do mnie dobijał. Zrozum Filipie, że nie zawsze mam czas na pierdoły. Futbol to coś więcej niż sprawa życia i śmierci). Tematy oczywiście standardowe: alkohole, kobiety, życie i piłka. Na ten ostatni poświęciliśmy najwięcej czasu i wcale nie poruszaliśmy tematu repry oraz ukochanych: jego Barcelony oraz mojego Tottenhamu. Numerem jeden była ta najwspanialsza, bo lokalna. Wisła.

Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego ma wypalić w tym sezonie? Konsensus był taki, że być może kluczem do tego wszystkiego było właśnie… odejście Janusa z Góralskim oraz w mniejszym stopniu Hiszpańskiego. Gra z przodu nie była uzależniona od formy tego pierwszego, jeśli coś nie szło to ten drugi brał wszystko na siebie (co doskonale teraz widać w Białymstoku), a trzeci był po prostu ważny. O ile nie był kontuzjowany. Nie wiem czy pamiętacie (i przede wszystkim czy się interesowaliście), ale podobna sytuacja była przed startem poprzedniego sezonu, kiedy to do Łęcznej odszedł Filip Burkhardt. Nagle, ni stąd ni zowąd, rolę playmakera zaczęło odgrywać kilku gości. Z powodzeniem. Zaczęli wszyscy grać. I mimo, że młodszy z braci był świetny, doskonale kreował grę jak na nasze warunki, to jego odejście nie wprawiło w zakłopotanie pozostałych. Inaczej zostały podzielone role. Inna odpowiedzialność.

Tym razem jest podobnie. Pojawił się jeszcze większy duch. Taki, który powoli zaczyna realizować marzenia o powrocie na najwyższy szczebel i póki co nie każe się zastanawiać co będzie dalej… Nie chcę źle wróżyć, ale po awansie może być krucho, chociaż patrząc na naszą wesołą ligę, której przewodzi Piast, a Lech pewno nie załapie się do grupy mistrzowskiej, to wszystko jest jednak możliwe. Termalica i Lubin dają radę, więc czemu Płock miałby nie podołać?

PS

A poza tym dział social media w płockim klubie zaczął pracować jak należy. Wierzcie mi, ale mają najlepsze infografiki w Polsce i świetnie operują Twitterem, czego macie dowód powyżej. Radzę śledzić FB i TT, czy to z sympatii, czy antypatii.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź