Manic Monday #12: dwa bieguny

looking-man

Zaczęli. Dwa przeciwległe bieguny. Jedna z najlepszych lig świata kontra jedna z tych najgorszych (dobra, delikatnie przesadziłem). Paradoks jest taki, że w obu występują ukochane kluby. BTW obraz posta to taki casual trochę, nie?

Prosta sprawa. Fakt powszechnie znany. Tottenham Hotspur i Wisła Płock. Pierwsi nie zaczęli na dobre, wybiegają na boisko dopiero za kilka dni. Ci drudzy natomiast już zapowiadają awans. Tarcza Wspólnoty rozpoczęła zmagania w Anglii na poważnie. Kto wie, ale możliwe że tak samo poważne jest właśnie „wejście” Wiślaków w nowy sezon dla lokalnych kibiców.

Trochę już przydługi był ten rozbrat z piłką, dlatego cieszę się niezmiernie, że już w tym tygodniu jedziemy na ostro. Jest 1 Liga, godziny można odliczać do startu Premier League i nawet takiej Ligue 1 (ej, koniecznie, ale to koniecznie sprawdźcie to). Wrócą stres, radość i smutek. Zanim zacznę szerzej pisać o Spursach i oczekiwaniach wobec nich, skupię się chwilowo na Wisełce.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że 95% ludzi interesujących się futbolem w tym kraju ma gdzieś Wisłę Płock i wiecie co? Wcale mnie to nie dziwi. Lokalna atrakcja, dokładnie taka sama jak np. niedzielny przeciwnik czy jakaś inna Flota. Przejdźmy jednak do sedna, bo to powinno być ciekawsze, jak moje głośne myśli o osobistych lokalnych sympatiach.

Mówienie o tym, że nie będzie lekko to zbyt oklepany frazes, dlatego można sobie ten banał odpuścić. Pomijając już ruchy kadrowe, jedyne co może przeszkodzić w osiągnięciu celu (czyt. awansie), mogą być zbyt duże oczekiwania i kto wie (tutaj strzelam, że tak jest) czy nie trochę wybujałe ego. Zeszły sezon i tak był trochę ponad stan, przed rozpoczęciem wynik brany byłby w ciemno, ale jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak się skończyło – pamiętam(y). Rodzi się pytanie, dlaczego tak się stało? Ano, odniósłbym to, do… wspomnianego już ego. Sorry, ale punktować u siebie trzeba. Czasami odnosiłem wrażenie, jakby wiślacy myśleli, że rywale na stadionie Kazimierza Górskiego będą im się sami podkładać. Niestety – tak nie było i tak nie będzie w tym sezonie. Za dużo tego było.

Abstrahując już od przychylności, to jednak w gronie faworytów należy upatrywać Wisłę, Zawiszę, Arkę, Olimpię i być może (w co osobiście wątpię) Miedź, która może powtórzyć casus Termaliki od kilku sezonów dobijającej się do bram Ekstraklasy. Jak będzie? Pogadamy zapewne jeszcze nie raz w jakiś poniedziałek (a jak mi się zechce to i w tygodniu. Kibicuję takim klubom, że częściej się pije ze smutku, aniżeli radości), a tymczasem warto odliczać już godziny do sobotniego otwarcia czerwonego Manchesteru i Spursów o 13:45. A potem? Hit… w Płocku. Wiem, że was w ogóle nie obchodzi. Bo i po co?

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.