
Kolejne ogłoszenie na Kempie nie jest może i powalające, ale na pewno warto zwrócić na nie uwagę. Czytaj dalej „Kemp 2016: DJ Buhh”

Kolejne ogłoszenie na Kempie nie jest może i powalające, ale na pewno warto zwrócić na nie uwagę. Czytaj dalej „Kemp 2016: DJ Buhh”

Na wstępie zaznaczam, że Snap Jazz Edition miecie podstawkę w taki sam sposób, w jaki poprzednik Życia Po Śmierci miótł wszystko od Ostrego po 2008 roku. (Nie)stety, nie o jazzie dziś. Czytaj dalej „O.S.T.R. „Życie Po Śmierci””

Tak sobie policzyłem, że w tym roku dostałem od różnych wytwórni do sprawdzenia trochę ponad 30 krążków, mówiąc tylko i wyłącznie o wersjach fizycznych. Nie to, że jest się czym chwalić, ale piszę o tym, ponieważ warszawskie For Tune zasługuje tutaj na szczególną uwagę. Czytaj dalej „O promosach słów kilka”

Wesołych świąt i dyngusa nie życzę, bo każdy to robi, ale nie każdy pisze w Polsce o brytyjskim rapie. Trochę szkoda, więc wypada dać jakąś małą notkę a propos tego czegoś, bo właśnie na Kempie ogłosili Jehsta. Dotychczasowy powód numer jeden, dla którego w ogóle warto się tam wybrać. Czytaj dalej „Kemp 2016: Jehst”
Malik Taylor, The Five Footer, Five Foot Assasin.

Malik Taylor, The Five Footer, Five Foot Assasin. Czytaj dalej „The Five Footer”

Na mojej liście „to read” od jakiegoś czasu znajduje się dzieło Filipa Springera – Źle Urodzone – Reportaże o Architekturze PRL. Wspominam o tym, bo lekka parafraza tytułu książki jest chyba jak najbardziej wskazana w przypadku Chango. Muzyczny relikt przeszłości Polski Ludowej, który spokojnie mógłby występować w mniejszych amerykańskich klubach. No źle urodzeni, no. Czytaj dalej „Chango „Mono vs Stereo””

Nie mam bladego pojęcia jaki jest ułamek polaryzacji społeczeństwa w przypadku czwartego dzieła Kalibra. Z jednej strony jego romantyzm wykracza poza granice reminiscencji kilku typów, a z drugiej nadaje się to do… tarcia chrzanu. Czytaj dalej „Kaliber 44 „Ułamek Tarcia””

Ni stąd, ni zowąd piątkowym rankiem wpadł mi do głowy pomysł, żeby coś na szybko skrobnąć o jednej ze swoich ulubionych ekip w ogóle. Mam ogromną słabość do People Under the Stairs, pomimo tego, że oni od samego początku są ciągle tacy sami. A może to ich główna siła? Czytaj dalej „Rycerze San Francisco”

Każdy w życiu obchodzi urodziny, nawet goodkid. Dla niektórych zapewne nawet na to nie zasługuje, ale co tam. Dwa lata to jednak okres, przez który wydarzyło się całkiem sporo w życiu bloga, który w swoim założeniu miał być niszowym miejscem, a stał się… „mainstreamową niszą”. Niezależną komercją. Podobno. Czytaj dalej „Te dwa lata…”

Z rapem jest jak z piłką nożną – nazwiska nie grają. Nie wiem jak jest do końca tutaj, ale chyba Kanye na kapitana się już nie nadaje albo naoglądał się za dużo naszej Ekstraklasy. Ilość niecelnych zagrań i wszechobecny chaos są na porządku dziennym, ale jeśli był taki zamysł, który ostatecznie zakończył się piękną bramką to… gratuluję geniuszu. Czytaj dalej „Kanye West „The Life of Pablo””