
Starzy faceci podobno kończą szybciej. Kwamé wyrabia się w mniej niż 3 minuty, a kilka podejść zajmuje mu nie więcej niż 28. Zaintrygowani?
O cholera, tego to ja się nie spodziewałem. Kolejny dziadzia rapu, hip-hopowiec z krwi i kości (no, do czasu wyprodukowania bangera „On Fire” z Llyodem Banksem – mrugam okiem co do niektórych), autor jednej z najlepszych płyt lat 80., genialnego The Boy Genius, wraca z nowym materiałem. I wszystkie solidne Stetsasoniki, Arrested Developmenty, czy znacznie słabsze Rakimy, mogą się przy The Different Kids schować. No dobra, może poza Slick Rickiem, bo od jakiegoś czasu, gdy słucham Victory, to robi na mnie wrażenie.
Już otwierające „The Kwamé Show” dobrze pokazuje, z czym mamy do czynienia: rap w starym (halko, zwracam uwagę też na późniejsze „Ole Skool Rappah”), dobrym stylu, który kompletnie niczego nie odkrywa ani w treści, ani w rymach, czasami wychodzi poza schemat w podkładach. Ale i więcej nie musi. To płyta, która daje fun, radość obcowania z muzyką i przypomina, skąd ta kultura się wzięła. „Stroke Dif’erent” to najlepszy przykład. Inny highlight to „Adulthood” – mocne bębny, flet i ta wyluzowana nawijka robią robotę. Pochwalić muszę też „Lemme Git (All Owt)”, gdzie Kwamé na wysokości refrenu sprytnie zmienia podkład, by za chwilę wrócić do swojej pierwotnej wizji.
Całość to tylko 28 minut, kilka zbędnych skitów, numery są krótsze niż trzy minuty, więc ciężko czepiać mi się na siłę. Ale i zachwycać się nadmiernie też nie ma czym. The Different Kids sprawia po prostu przyjemność i dobitnie pokazuje, że ci, którzy byli w kulturze od samego początku, nie zasypywali rynku tonami materiału, tylko stawiali na jakość, mają jeszcze rację bytu. I dzięki temu po latach taki Kwamé potrafi się obronić.

O, dzięki. Przegapiłem i chętnie sprawdzę. Wspominany Slick Rick trochę rozczarował, nowy Arrested Development nudzi, Stetsasonic jest OK ale nie porywa a nowy Rakim to jakaś pomyłka – ale on od lat 90 ma problemy aby wydać dobry cały album (trafia pojedyncze kawałki, całościowo jest słabo).
Mi Slick się podoba, każdy odsłuch coraz bardziej. Arrested w ostatnim czasie wydało kilka albumow, każdy co najmniej solidny.