Z prawej mańki

magazyn boisko

Od kilki dni znowu na świecie głośno jest o prasie. Tak głośno, że nakład pewnego pisma potrafi zwiększyć się o… kilkanaście razy. No, ale ja nie jestem Charlie, nie byłem i nie będę, więc zajmę się o wiele mniejszym, aczkolwiek poważniejszym projektem.

Moja miłość do prasy i słowa pisanego jest powszechnie znana. Pisałem na tym blogu o tym niejednokrotnie, a i na poprzednim kilka razy o tym wspominałem. Okazja, żeby szerzyć to po raz kolejny nadarzyła się ponownie i chyba po raz pierwszy odkąd istnieje goodkid (dobra, drugi, bo „Secret Service” też miał ode mnie wielki kredyt zaufania) aż tak entuzjastycznie podchodziłem do nowej inicjatywy.

Z „Meczem” stało się to, co się stało. Odkąd zmienili profil, nie kupuję i jakoś nie mam zamiaru do tego wrócić.  Nie hejtuję, stoję obok, niech się dzieje co chce, mi nie przeszkadza, aczkolwiek trochę szkoda, że ciekawe i unikalne na naszym rynku w treści pismo piłkarskie poszło w odstawkę. Miesięczna luka zapełniła się jednak dość szybko. Pojawił się „Magazyn Boisko”.

Naczelnym pisma jest jeden z moich serdecznych znajomych (fajnie Tomek, że wspomniałeś o Moleście, a nie byłbym sobą gdybym i ja o tym nie napisał w tym tekście z racji tego, że jest to blog w dużej mierze o rapie), ale nie myślcie, że ma to wpływ na końcową ocenę. Ze mną nie ma łatwo, a że nie pojawiło się czarne Ferrari (hipster) pod domem będzie tak, jak być powinno. Są rzeczy, za które trzeba ganić i to właśnie od tego zacznę. A nadmienię, że będzie tego sporo.

W okolicach koreańskiego mundialu był w Polsce taki miesięcznik, którego nie pamiętam nazwy. Widocznie był tak nędzny, że nawet na to nie zasłużył. Jedynymi rzeczami, które mam w pamięci i są z nim związane to twarz Engela na okładce i słaba oprawa graficzna w środku. Bardzo podobnie jest z „Magazynem Boisko”, bo o ile okładka jest całkiem niezła (nie wiem jak inne jej wstępne projekty, być może zdecydowałbym się na coś innego) to nie mogę przeboleć tego, jak to wszystko wygląda w środku. A jest może nie tyle co archaicznie (takie określenie byłoby zupełnie nie fair), ale na pewno z taką szatą graficzną pismo odnalazłoby się w połowie zeszłej dekady. Teraz wygląda to trochę dziwnie, no ale może ja mam bzika i do tej pory nie odnalazłem swojego wyimaginowanego ideału. Nieważne, kwestia gustu, ja się w tym nie odnajduję, ale całe szczęście schodzi to na dalszy plan.

Podobnie jak zdjęcia, których większa część jest tak fatalnej jakości, że… widać straszną pikselozę. Nie spodziewałem się tego, że takie rzeczy, w takiej ilości (!) będę widział w czasopiśmie z 2014 roku. To już nie jest czepialstwo na siłę, ale fakt, który denerwuje nie tylko mnie. Sorry, panowie, tak się nie robi. Zdjęcie naczelnego też mogłoby być lepsze, a już najlepiej by było, jakby cała kadra miała porobione fotki przedstawiające autorów w jednej stylistyce, a nie wzięte z portali społecznościowych. Spójność jest tu wskazana, a i taki zabieg wykazałby dużą dozę profesjonalizmu.

Jak widać nie podobają mi się tylko aspekty techniczne, bo do zawartości merytorycznej przyczepić się nie mogę w ogóle, a ta w każdym piśmie, każdej internetowej witrynie itd. jest najważniejsza. I wiecie co? Kurde, z tym jest naprawdę nieźle i co najlepsze, wiem że będzie jeszcze lepiej. Gdzieś mi wpadł w oko jeden błąd rzeczowy, którego nie mogę sobie przypomnieć i na szybko nie znalazłem, więc widocznie nie był taki istotny. Ilość tekstów też jest w porządku, ale nie pogardziłbym ich większą ilością, co jest równe większej objętości (obecna jest spoko, a może i nawet optymalna, byle nie mniej). Jakość samych felietonów jest jak najbardziej na plus. Jest ciekawie, intrygująco i sporo można się dowiedzieć, ale np. mocny tekst Jakuba Olkiewcza traktujący o spotkaniu Dynama Zagrzeb z Crveną Zvezdą Belgrad (Boban kopał i kopał przypominam) jest tylko delikatnym rozwinięciem bardzo podobnej rzeczy z Weszło sprzed jakiegoś czasu. Publicystyka to bardzo poważny argument do wydania 10 zł i zarazem ciężki do podważenia, podobnie jak rozmowa z Muńkiem, ale muszę zaznaczyć, że wywiad nie jest aż tak mocny jak ten, którego udzielił kilka lat temu „Playboyowi”.

Mógłbym się jeszcze czepiać np. reklam żywcem wziętych z lat 90., ale to przecież nie wina twórców, ale po co? „Czarny Tulipan” Piotra Kędzierskiego to też totalna zapchajdziura na stronę, co od razu widać. Należy jednak pamiętać, że jest to debiut nowego tytułu na rynku prasowym. Taki, który już teraz się broni tym, co jest najważniejsze – treścią. Reszta rzeczy jest mniej istotna, a jeśli pomniejsze błędy zostaną wyeliminowane, zostanie zmieniona szata graficzna to naprawdę możemy mieć mocarza. Predyspozycje ku temu są, m.in. dlatego, że od następnego numeru swoje teksty będzie dostarczał Leszek Milewski. Najlepszy felietonista w tym kraju.

Na razie jest Ekstraklasa ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, ale tylko od was samych zależy czy awansujecie do Ligi Mistrzów. Czego wam i sobie życzę.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź