Bryndal/Eklektik “Ile trzeba było tęsknić mixtape vol.1”

Czarny koń 2020 dla wszystkich dobrych ziomków. Trochę przemilczany, ale co to zmienia?

“JuNouMi wraca na dobre”. I dobrze, bo od razu rzucają materiał, który przypomina wszystko, co najlepsze w polskim podziemiu.

Narzekamy na te media hip-hopowe, ale nieustannie klikamy w miałkie i niewiele warte newsy. Dwuznaczne pozy na Instagramie, wyzwiska, ploty, ploteczki, dwudziestocalowe rims. Kliki musza się zgadzać, czyli proza redakcyjnego życia w całej swojej odsłonie. Ich nie wygeneruje Ile trzeba było tęsknić mixtape vol.1 Bryndala i Eklektika.

Niestety, ale nisza też przemilczała ten temat, a to źle to o nas świadczy. Kilka grupek na FB zrobiło swoje, pojedyncze przeklejki informacji prasowej, ileś tam propsów w komentarzach. Mija kilka tygodni od wydania tego zajebistego materiału z charakterystycznym logotypem JuNouMi i ciągle cisza.

Ile trzeba było tęsknić mixtape vol.1 to hip-hop, w którym miesza się kilka dekad i można w nim znaleźć zarówno logo Pewexu, jak i Ikei. Rap w swojej najbardziej klasycznej formule, hołd dla starej szkoły z Native Tongues na czele, ale bez zamalowanej Hammerite’em rdzy i umiejętnie wplatający te wszystkie projekty spod szyldu Dreamville i TDE.

Zacznę od podkładów, bo to podoba mi się bardziej niż niezobowiązująca nawijka najlepszych osiedlowych ziomeczków, którzy nie zostawiają pojarki przy gwizdku. Jest tu trochę Trajbów (“Mniej”, “8 Million Stories (Eklektik’s Lament)” i “Jebanie” ze sprytnie wkomponowanym fletem robiącym tu największą robotę), Madliba (“7 Rumów”), ekipy J. Cole’a (“Światła” kończące się deciąkiem a’la Soulquarians) oraz bieda Run the Jewels w postaci “DOKTORZE, PROSZĘ RZUCIĆ OKIEM” i nudnego “Ryjaszka”. Chwilowy skręt w ejtisowe Cali – “Nie takie mnie już kochały” – też pochwalę, a co ważne, został wpleciony w tracklistę tak, że kompletnie nie odczuwam zmiany klimatu. I te cholerne, najlepsze tutaj “Real Love”, które jawnie przenosi do 2005 roku i nakazuje mi przeszukiwać kolejne lokalne nielegale.

Bryndal z pomocą Eklektika, Moo Latte, Szpalowskiego i Envee’go wykreował tutaj przede wszystkim klimat, który lubię najbardziej. Nic odkrywczego, ale cholernie chwytającego i bujającego. Jak jest więc z rapem? Dobrze. Doskonale słychać, że autorzy zwyczajnie się tu bawią i nie przegięli z używkami. Wiedzą, co mówią, zarówno kiedy narzekają, jak i są aż nadto pewni siebie. Jest tu trochę starego Tedego: “Piszę zwrotę, potem z mikrofonem wchodzę / Rozpierdolić je dla tych momentów / Ciągle ciągnie ponad rozumem” z “Real Love”. Zabawne “Somebody lepiej tell me jak wyjść z tego melanżu / Słyszałem, że najlepsze rzeczy są w życiu za darmo / Ale powiedz to typowi, który dzwoni plikiem hajsu” w “Mniej” to jeden z momentów roku, prawie tak dobry jak Smarki u Quebo. Ironiczne reminiscencje Eklektika w “8 Million Stories (Eklektik’s Lament)” to dorosłe życie w pigułce – z wszystkimi problemami, ale też z przymrużeniem oka. Brakuje mi tylko jednej rzeczy – charyzmatycznego prowadzącego, który rozdzielałby te wszystko historyjki chłopaków. Nie tam żadnych Lotków od Gurala, tylko typka, który umiejętnie poprowadziłby tę imprezę.

Ok, to ile trzeba było czekać na taki mixtape? Ja czekałem wystarczająco długo, a i mocno tęskniłem za czymś, co przypomni mi wieczorne wycieczki z Ansamblem, wyjebkę Smarkiego, trochę mądrości Zkibwoya i pierwsze, zdecydowanie najlepsze, rzeczy Mesa. Taka to płyta, więc wirtualne cztery na pięć dla JuNouMi.

Rating: 4 out of 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Jedna myśl w temacie “Bryndal/Eklektik “Ile trzeba było tęsknić mixtape vol.1””

  1. Eloelokurdeale jazda że tu trafiłem a szukałem jakiś porad do aranżacji składanek : D
    Tak czy owak jest mimiloniezmiernie zaraz sprawdzanko materiału pewnie będzie dobrze banglac si3ma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *