
Gliwicki raper znowu nagrał niby taką samą płytę. Z detalem, nostalgią i tym ciężarem doświadczeń, ale jeszcze nigdy nie był tak wciągający.
Ajajaj. Niby każdy Skorupa lubi i szanuje, każdy gdzieś tam przytaknie, że „wiadomo, klasa, byczku”, „swój chłop”, „jeden z tych, co piszą naprawdę” i tak dalej, ale potem przychodzą liczby i szału nie ma. A szkoda, bo to jest dokładnie ten przypadek, przy którym za kilka lat część ludzi będzie udawała, że była od początku. Że słuchała, że doceniała, wiadomo. No nie wiadomo. Teraz jest dobry moment, żeby kupić nową płytę (jakąś starszą też) lub odpalić streaming i poświęcić Starym bólom trochę czasu i uwagi.
Okazja ku temu jest naprawdę dobra, bo najnowsze dzieło Skorupa to całościowo chyba najlepsza rzecz w jego bogatej dyskografii. I piszę to z pełną świadomością, bo ten w swoim portfolio ma przecież Pieśń Wajdeloty, nagrane z JazBrothers Ludzie chmur i znakomite Dębowe moce czy Naturalnego satelitę z Młodym. Mocne rzeczy, tyle tylko, że Stare bóle są od nich po prostu lepsze. Bardziej zwarte, przeżyte i dopracowane.
Ale, ale. Stare bóle to nie jest żaden rapowy pomnik wystawiony samemu sobie. To rap doświadczonego człowieka, bez napinki, moralizatorstwa, często rzucanych kurew (chociaż jak sam rapuje „skurwysyny odwołują marzenia”) i miłości naznaczonej 997. Hip-hop prosty, czasami dziwny, ale też mądry i bardzo ludzki. To też produkcja pełna nostalgii (tu leci props za „Osiem szwów”, pozdro dla kumatych), wyciągania wniosków i zwyczajnych refleksji gościa, który swoje już przeszedł, widział i nie musi z tego robić wielkiej pozy („Watażki lot, chcesz coś podejdź pod płot / Nie podejdę, nie pojadę za zwrot / Rap daje radę, panie jadę jak kot / Dziś u ziomala, bo ma działkę na ROD”). Dlatego też to u Skorupa cenię najbardziej – tą zwykłość, która u MC’s jest cechą rzadką.
Inna ważna sprawa: JazBrothers. I żeby nie było, że cokolwiek odbieram wcześniejszym ich wspólnym rzeczom, bo tam też działo się dużo dobrego („Hip hopowy styl życia”!), ale mam wrażenie, że właśnie tutaj Skorup dostał od nich najlepszy zestaw podkładów. Stare bóle mimo klasycznego rodowodu są różnorodne brzmieniowo i klimatycznie, producenci zapewniają odpowiedni ciężar pod treść, jest miejsce na luz i brudek . Na duży plus jeszcze Look.out. Po nagraniach z Pierrotem, a niedawno też z Donguralesko, dorzuca do swojego notesu świetny „Jakiś problem”.
Także tak, Stare bóle to mocna płyta. Dojrzała, ale nie zmęczona, naznaczona specyficzną lokalnością, ale nie cepeliowa. Słuchać raz-dwa, bo potem znowu będzie płacz, że niedocenione. Do kupienia tutaj.
