
Osiedlowa szarzyzna, ból, nadzieja i jedne z najbardziej obrazowych zwrotek Chady. „Czarne słońce” nadal ma w sobie coś wyjątkowego.
Ileż to można urlopować? Ale dobra, w tym wieku zwyczajnie się należy, bo aktywny odpoczynek robi człowiekowi dobrze, a przy okazji pozwala odświeżyć na słuchawkach kilka starszych rzeczy. Te kręciły się u mnie gdzieś pomiędzy nowymi produkcjami m.in. Lute (props), Action Bronsona (trochę mniejszy props), czy Chucka Strangersa (w sumie też props, choć bardziej zwracam uwagę na okładkę, bo przypomina pierwsze Freundeskreis – Quadratur des Kreises).
Ale okej, o wspomnianych wyżej może kiedy indziej, czyli najprawdopodobniej w ogóle, bo dzisiaj wyjątkowo na tapecie jeden bardzo stary, technicznie dramatycznie odbiegający od obecnych standardów, ale przy tym tak uderzający, że postanowiłem poświęcić mu osobny wpis. Wystarczą dwa maźnięcia Hammerite’em i rdza znika. Wtedy zaczyna dziać się osiedlowa, nostalgiczna magia, a wzrok automatycznie kieruje się w stronę blokowych cwaniaczków, którym zebrało się na chwilę refleksji.
Gdybym miał wskazać najlepszy numer nagrany przez Chadę, byłoby to zdecydowanie „Czarne słońce”. To jeden z tych momentów, gdy wrażliwość idzie w parze z ulicznym życiem, a takie „Schowani w czarnym słońcu pokonamy bariery” brzmi tak, że na luzie mógłby to nawinąć Ash na Światłach miasta. Chada nigdy później nie napisał chyba nic równie obrazowego, tak dobrze łączącego ból, smutek i nadzieję. Do tego dochodzą detale: zachodnie samochody, widok z okna, osiedlowa codzienność i marzenia o tym, żeby kiedyś wyrwać się gdzieś dalej. Wszystko jest tu proste, może nawet naiwne, ale właśnie dzięki temu… szczere? Ktoś postronny spokojnie mógłby stwierdzić, że to wcale nie jest dzieło ulicznika. Do tego bez tych bezjajecznych pianinek i zubożonych podkładów imitujących francuską scenę, a spora w tym zasługa Volta, podpisanego tutaj jako Niewidzialna Ręka.
Dlatego warto raz na jakiś czas włączyć ten numer, dodać go do playlisty albo pójść na całość i skonsumować cały, skądinąd naprawdę dobry, Hiphopowy raport z osiedla 2000 z kilkukrotnym repeatem „Czarnego słońca”, zdecydowanie najjaśniejszego punktu kompilacji.
