Plako Wajber & Tobik „Efekt Yo! Yo!”

Klasyczny nowojorski vibe prosto z warszawskich ulic. Plako Wajber i Tobik dowożą świetny, bezkompromisowy, a jednocześnie niezauważony rap.

W czasach, gdy większość premier znika z radarów (i zainteresowania) już po weekendzie, a algorytmy skutecznie odciągają uwagę od tego, co jest naprawdę wartościowe, czasem trafia się album, który przypomina, dlaczego w ogóle słucham rapu. Efekt Yo! Yo! duetu Plako Wajber i Tobik nie próbuje wymyślać nic na nowo. Zamiast tego bierze to, co w hip-hopie najważniejsze – mocne bębny, dobre rymy, charakter i chemię między raperami (oj, przekozacko brzmi „Wiesz co muszę”) – i przekłada na materiał, który brzmi jak hołd dla złotej ery NYC rapu, ale przepuszczony przez stołeczne filtry i lokalną perspektywę.

Ale, ale. Gdy mowa o pewniakach w polskim rapie (czytaj: undergroundzie), jedną z pierwszych marek, które przychodzą mi na myśl, jest Pretext, a co za tym idzie sam Plako Wajber. No i proszę: kolejna produkcja, kolejna mocna pozycja w dyskografii. Bo najnowszy Efekt Yo! Yo! (z-n-a-k-o-m-i-t-y tytuł!) to udane przeniesienie na nasz grunt bezczelnego luzu znanego z płyt Redmana i Method Mana czy klasycznego EPMD. Czyli zgrany duet, mocne podkłady, DJ-ka i czysty, esencjonalny hip-hop, który buja głową (tytułowy banger na podkładzie Markowego), łamie karki, a momentami daje też do myślenia („Też tak chcesz / No nie bardzo”).

Wielkim fanem kolumbryny Daj nam tylko PRETEXT Mixtape nie zostałem (one, two, one, two, check), ale z opisywanym dzisiaj zostanę na dłużej. I choć nie jest to poziom Ambisonii – jednej z najlepszych naszych płyt ostatnich lat – działa na tyle skutecznie, że zwyczajnie mi się podoba. Co więcej, lubię słuchać jej w całości, chociaż momentami można odnieść wrażenie, że to raczej luźny zbiór czternastu singli niż przemyślany koncept-album. Ale czy to źle? W żadnym wypadku, po cholerę silić się na dziwną ideę?

Duet płynie równo i wyciąga esencję z najlepszych lat rapu, kiedy liczyło się dosłownie wszystko: skill, rym, beat. I przewózka, albo – jak kto woli – pewność siebie. Nie ma tu wyścigu o to, kto jest lepszy, jest za to świetna chemia dwóch raperów, którzy znakomicie się uzupełniają („Wiesz co muszę”, „Morda Chill”). Do tego dochodzą featuringi, które – co rzadkie – dowożą praktycznie w komplecie. Najbardziej zapadła mi w pamięć kobieca reprezentacja, czyli Maggy Moroz i Haja Graf, tu trzeba dać osobne propsy.

Mówiąc krótko – Efekt Yo! Yo! trzeba sprawdzić obowiązkowo. W zalewie premier ta płyta gdzieś uciekła, a szkoda byłoby, gdyby przeszła kompletnie niezauważona, chociażby ze względu na inną dobrą robotę beatmakerów i producentów, których jest bez liku: DJ Sąsiad, Markowy, WHAX, Siódmy, Beatnotize, TNBTZ, Cuba, DJ-e Crox, Cutahead, Element, PH i Qmak. Bez zadęcia, bez kalkulacji pod streamingi i bez pogoni za trendami. Po prostu hip-hop zrobiony przez ludzi, którzy wiedzą, po co w ogóle zaczęli rapować. A takich płyt nigdy za wiele. Do zobaczenia w grudniu.

Ocena: 4 na 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *