AprAxjA „Zemsta kontrabasów”

Nowojorska bliskość Ciechocinka, czyli czas nadrabiać zaległości.

Słucham sobie tej Zemsty kontrabasów i słucham. Zastanawiam się, co jest w niej nie tak. Po krótkim namyśle muszę stwierdzić, że jednak wszystko tu gra, mimo że momentami całość brzmi jakby żywcem była wyjęta z połowy najntisów, więc trochę boli, że nawet nie wiem, co zrobiłem ze starymi Massami i Akademiksami. Z ciuchów człowiek wyrasta, z takich rapsów chyba nigdy. Taka refleksja.

No bo takie „Intro” aż ocieka głębią, brud zdrapuje się ze ścian, ale jeszcze więcej smrodu jest z „Hitem”. Dobra, podoba mi się to, mimo że jakiś czas temu sam sobie powiedziałem, że odchodzę powoli od takich dźwięków. Jak widać – nieskutecznie, a odpowiedzią jest ostatnie zdanie poprzedniego akapitu.

A2d+M trafia w mój gust. Perki brzmią konkretnie, sample cięte są niechlujnie precyzyjnie (ach, ta „Spłonka”, ile to już razy to słyszałem?), bas płynie nisko, że aż można zlizywać go z podłogi. Jazzowe „Wszystkie białasy” to nic innego jak Pete Rock w bardziej ulicznym wydaniu, czyli odpust CL-a na rzecz Nasa czy Public Enemy. Dęciaki w całości są super, ale szczególnie zwracam uwagę na „Pajęczynę”. Ta tyka klasyczne brzmienie, ale tu czas pryska, kiedy kilka razy DJ Screw zerka z zaświatów i pokazuje okejke za trochę purpury.

Ale Zemsta kontrabasów to też teksty PTR-a. Oczytany typek, więc sporo tu przemyślanych wersów, bez zbędnych linijek, a i wulgaryzmy mają swoją rangę, zwłaszcza wtedy, gdy NFZ po raz kolejny dostaje po nosie od przeciętnego obywatela. Poza tym obsikane ściany na zapuszczonym dworcu mogą być równie ciekawe jak stary antykwariat.

Lubię ten duet. AprAxjA znowu dowozi, luźno poziom Nagiej wyspy, a co najmniej dwa wyżej niż Części wspólne. Szkoda tylko, że bez fizycznego wydania, ale cóż, trzeba się pocieszyć tym, co jest na Spotify.

Rating: 4 out of 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.