Niemieckie zakupy

Lubię niemieckie gry RPG. Nadrabiam zaległości i postanowiłem jedną z nich kupić.

Pamiętacie jak niedawno wspominałem o różnicach cenowych wydań fizycznych i cyfrowych na przykładzie Empiku (konkretnie tutaj)? Tym razem sytuacja jest inna, ale w jakiś sposób przypomina tamtą. Z różnicą taką, że jest skierowana ewidentnie do klienta.

Na kompletne wydanie Arcanii na PS3 czekałem długo. Wielkim fanem Ghotica i Risena (dwójka mimo swoich wad była dla mnie mistrzostwem i będę jej bronił zawsze!) co prawda nie jestem, ale w gry od Piranhii Bytes staram się grać zawsze. Nieważne czy w dniu premiery, czy może po jakimś czasie – lubię to studio i ich wizje tworzenia elektronicznej rozrywki. Nie przeszkadza mi masa bugów czy technikalia sprzed kilku lat. Liczy się tylko fun, który oferują mi niemieckie produkcje, a ten pasuje mi w 94%.

Zmienił się deweloper, ale oczekiwania miałem te same. Fabuły poprzednich części nie pamiętam w ogóle, ale czy jest mi to do czegokolwiek potrzebne? E tam, nie wczuwam się tak bardzo. Mam w głowie te trzy obozy, Diego, Khorinis i oczywiście Bezimiennego. A, bym zapomniał – ten specyficzny klimat robi jednak swoje.

Okej, ale to nie jest opis przeżyć czy jakiejś gry, którą interesuje się 14 osób na krzyż plus programiści i ich rodziny. Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj, chodziło o coś więcej. O pieniądze.

Kiedy w maju 2013 roku (Google podpowiada mi, że było to konkretnie 31 maja) Arcania The Complete Tale ukazywała się na konsole Sony najzwyczajniej w świecie uznałem, że wydanie ok. 130-140 zł na taką produkcję to lekka przesada. „Poczekam aż stanieje, a nawet jak ją dadzą w Plusie to i tak ją kupię, żeby mieć na półce” – pomyślałem. Czekałem niemalże równy rok na bardzo przystępną cenę. Wczoraj się to stało, a i przy okazji zaliczyłem bardzo zabawną przygodę z Media Markt.

Z ciekawości przeglądałem ofertę na ich stronie. Coś mnie naszło, żeby sprawdzić jaka jest cena produkcji Spellbound (tych od cudownego Desperados: Poszukiwany Żywy Lub Martwy), bo to oni właśnie zastąpili pierwotnych producentów. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem 39,99 zł. Do sklepu nie mam daleko, ale postanowiłem napisać do nich na FB i upewnić się czy mają ją na stanie u siebie w salonie. I otrzymałem taką oto wiadomość:

Ja naprawdę rzadko używam emotikony.
Ja naprawdę rzadko używam emotikonek.

Prawie stówa różnicy. Stwierdziłem, że zamówię na stronie i odbiorę w sklepie. Zrobiłem to o godzinie 12, natomiast już pół godziny później otrzymałem smsa, że te zabugowane cudeńko już czeka na nowego właściciela. Od pracowników otrzymałem jeszcze informację, że takie kwiatki zdarzają się u nich często, więc radzę poszperać. Ze smartfonów korzysta już większość osób, więc jak jesteście w sklepie to sprawdźcie jaka jest cena interesującego was produktu w ofercie internetowej. W ciągu kilkunastu minut produkt jest gotowy do odebrania, pod warunkiem, że jest na stanie w sklepie.

A folii była przyklejona taka oto naklejka. Pani przy kasie wpadła w niezłą konsternację, bo nie wiedziała z czego skanować" faktury czy kodu na pudełku?
A na folii była przyklejona taka oto naklejka. Pani przy kasie wpadła w niezłą konsternację, bo nie wiedziała z czego skanować: faktury czy kodu na pudełku?

A jak przywitała mnie sama gra? Cholernie długa instalacja, ale dobra, pomijam. Zaczynam grać. Brzydki typ rozmawia z brzydką typiarą. Za nimi szare tło, takie jakby czegoś brakowało. I wiecie co? Nagle wczytały się tekstury i pojawiła się piękna wioska. Witaj przygodo!

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.
  • Aleksander Alczas

    gratuluję polowania 🙂