
Mogłem iść na koncert Libera, ale zostałem w hotelu i nadrobiłem kilka rapowych zaległości. Tym razem Sista Flo, Forem, Expo 2000 i Eskaubei.
Kilka dni temu mógł mnie zbudzić dźwięk tłuczonego szkła, ale jednak tak się nie stało. I to nie dlatego, że cały czas odkładam tę wiekopomną chwilę, żeby po raz pierwszy zobaczyć członka Ascetoholix w akcji na żywo (nie, nie tak, jak myślicie), ale postanowiłem zostać w hotelu, nadrobić zaległości i co za tym idzie posłuchać kilku nowości.
Z tej całej zgrai postanowiłem wyróżnić kilka rzeczy, a z racji tego, że panie mają pierwszeństwo, a dodatkowo tym razem poziom jest naprawdę wysoki, więc uzasadnienie jest, muszę pochwalić króciutką EP-kę (a może bardziej maxi-singiel?) Sisty Flo. Nie będę ukrywał, mam do niej trochę słabości, bo po prostu potrafi zarówno pisać, jak i rapować. A to, w tym całym poletku hip-hopowym, niezależnie od płci, jest wyjątkowo cenne. Dobrze to trzy utwory utrzymane w klasycznym stylu, sięgającym po najntisowe brzmienie (na produkcji Temzki, Alki Alkz i St. Elmo) i, na szczęście, bez grama nudy czy monotonii. I nie tylko dlatego, że całość trwa niecałe 10 minut. Chyba tyle. Po prostu warto posłuchać, a przy okazji wyczekiwać kolejnych EP-ek – Lekko i W tempo, które podobno już niebawem i mają prezentować inną zajawkę stołecznej raperki. Pożyjemy, zobaczymy, ale śledzić warto. Do posłuchania tutaj.
Lubię też sprawdzać, co tam nowego nagrał Forem. Nie dość, że młody (lat 17), to jeszcze do bólu klasyczny, czasami aż za bardzo. No ale fajnie, że małolaci chwytają za majka, ważą każde słowo (chociaż czasami pojawia się tu trochę pustostanu) i potrafią poruszać się po podkładzie. Dlatego też nagrane z Miłym (lat 15) Żeby żyć jak należy (no, na pewno wiedzą, co mi powiedzieć), to prawie półgodzinna wycieczka w stronę polskiej klasyki rapu spod szyldu choćby Płomienia 81. Mimo tego nawet fajne, do powrotu, a bardziej do dalszej obserwacji i trzymania kciuków, bo Zbuku już „tematem się zainteresował”. Check.
O Expo 2000 też można opowiadać i pisać. I cholera, koleś nie nagrał jeszcze rzeczy, która by mi się nie podobała, a do producenckiego ad.hocu wróciłem do dzisiejszej porannej kawy. Ale nieważne, miało być o czymś nowym. Phuncky Breakxx, jak sama pokręcona nazwa wskazuje, to rzecz trochę do tańca, na pewno nie do różańca. Instrumentalna ponad 20-minutowa jazda, która im dalej w las brnie tym lepiej. Każdy kolejny numer jest lepszy od poprzedniego, a i stylistycznie jest całkiem różnorodnie. Warto, warto, szczególnie „Back 2 Phunck (Get Busy!)”.
Na sam koniec singielek. „Pracownia” została wyprodukowana przez Tropiki, co jest zaletą numer jeden. Gramofony – Krime, więc drugi plusik. Rap – Eskaubei i tu również props, bo takiego chcę go słuchać, a przyznam, że rzeszowskiego MC trochę świadomie zrzuciłem z radaru, bo zaczął zwyczajnie mnie nudzić na tych jazzowych projektach. Ale widząc nazwę Tropiki (właśnie dlatego) mimowolnie sięgnąłem i… odpłynąłem. Najwyższa możliwa ocena, wściekły repeat value zwykłego, ale jakże dobrego rapu. Skub na beatach jest jednak ciekawszy niż Skub z zespołem, świetny numer.
