Nie wracajcie już

atcq

Wczoraj niby był zwykły dzień, dopóki nie dostałem dziwnego smsa…

Jeden z moich znajomych zaczął wczoraj ze mną małą dyskusję smsową dotyczącą pewnego filmu. Po wymianie kilku wiadomości doszliśmy do takich samych wniosków i mamy takie same zdanie na jego temat. Od poziomu aż po wątek, który został w nim poruszony. Nie wiem tylko czy ma on takie same zdanie dotyczące powrotu A Tribe Called Quest na scenę.

Długo się opierałem, żeby obejrzeć A Tribe Called Quest. Życie w rytmie bitów (org. Beats, Rhyme & Life: The Travels of A Tribe Called Quest). Nastąpiło to sporo czasu po premierze, czego oczywiście trochę żałuję. Od tamtej pory film zdążyłem zobaczyć już kilka razy i wkrótce wrócę do niego ponownie. Podejrzewam, że większość osób, które w jakiś tam sposób, mniejszy czy większy, interesuje się rapem i hip-hopem, przeżywała swoją fascynację Q-Tipem i spółką. Często chodzę po prąd, ale w tym przypadku było ze mną podobnie. Ta fascynacja trwa od wielu lat i nie widać jej końca. Śmiało niektóre z ich płyt są jednymi z albumów mego życia. Do wszystkich wracam z niebywałą ochotą i nieistotnym jest, czy to któryś z pięciu LP Trajbów czy solowe dokonania. W zasadzie to nie lubię (albo nie zrozumiałem) jednej produkcji z ich kręgu: Amplified.

Miałem kilka refleksji związanych z filmem jak i samym zespołem. Najważniejszą jednak była ta, czy chciałbym aby doszło do wznowienia działalności ATCQ. Nie koncertowej, formalnej etc. tylko takiej, która zaowocowałaby nowym albumem. Odpowiedziałem, że nie. Nie chcę tego.

Nie chcę, nawet kosztem tego, że mógłby to być najlepszy album w dziejach. Jeśli się nie w dziejach, to może chociaż najlepszy album grupy? Też nie. Nie chcę ich powrotu w ogóle. Legend się nie rusza. Im pewnych tytułów już nikt nie odbierze. Dla większości są na samym szczycie i nic nie nadszarpnie ich historii. Są żyjącymi legendami czy się to komuś podoba czy nie. Linia życia zaczęła się w 1985 roku, a skończyła się w 1998 roku. Dla mnie – etap zamknięty. Film jest tylko jego dopełnieniem (zawsze łzy w oczach, jak prawdziwy mężczyzna, na niektórych fragmentach…).

Zostawiam ten piękny utwór na koniec.

PS

I tak niby napisałem, że nie chcę (bo „nie chcę” pojawiło się w tym krótkim tekście kilkakrotnie), ale gdzieś w głębi duszy marzę o tym. Mimo, że nie chcę.

Zdjęcie/photo: A TRIBE CALLED QUEST MOVIE

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

3 komentarze

Zostaw odpowiedź