Fonetyczna Estrada #10: pożegnanie z klasą

14007952642_10e38cc923_h

Smutno się trochę robi, kiedy wiesz że powoli przygoda z Fonoteką dobiega końca. Świadomie czy też nie, ale postanowiła się pożegnać ze słuchaczami w najlepszy możliwy sposób. Pomyśleć tylko, że z początku wydawało się, że ósemka to nic innego jak żart ze słuchacza. Czytaj dalej Fonetyczna Estrada #10: pożegnanie z klasą

Fonetyczna Estrada #6: Gdzie się podziały tamte prywatki?

14011616214_9497d5835b_h

Na początku [1] poczęstowałem ją cytronetą. Wiecie co to jest? Cześć pewno kojarzy, reszta niech sobie wyszuka w jedynej słusznej wyszukiwarce i encyklopedii wiedzy, jaką jest ciocia Wikipedia. Potem złapałem ją za rękę, wziąłem na parkiet i się zaczęło. Dała mi się pocałować w policzek (wrodzona skromność nie pozwala mi mówić co było potem). Ktoś nas uwiecznił ponadczasowym Zenitem 3M. A ja taki nieuczesany… Czytaj dalej Fonetyczna Estrada #6: Gdzie się podziały tamte prywatki?

Fonetyczna Estrada #4: niedzielna miłość

14007964912_2c54104639_h

Nie wygląda zbyt optymistycznie ta okładka drugiej części Fonoteki, nie? Na szczęście aż tak ponuro nie jest, więc tę grafikę mozna potraktować jako mocny pstryczek w nos dla każdego zainteresowanego. Jeszcze mocniejszy będzie,  jak bardziej zagłębimy się w to, co znajduje się w środku. Czytaj dalej Fonetyczna Estrada #4: niedzielna miłość

Fonetyczna Estrada #2: orkiestro, graj

7624478334_bc6b317a59_h

Nie wiem czy “spin-off” będzie najodpowiedniejszym określeniem na tę raptem trzyczęściową “odnogę” głównej serii, ale uznajmy, że tak będzie najlepiej. Tylko nie traktujcie tego jak piąte koło u wozu, bo tak naprawdę poziom muzyczny i ten “groove” stoi na równi z całą Fonoteką. Brzmi nieźle, prawda? Czytaj dalej Fonetyczna Estrada #2: orkiestro, graj

Jaka tam odyseja? 1976: A Space Odyssey – recenzja

wodecki mitch

Jeżeli ktoś jakiś czas temu by mi powiedział, że na blogu będę zajmował się Wodeckim, i niekoniecznie jego fryzurą, bym mu tylko… przytaknął.

Czytaj dalej Jaka tam odyseja? 1976: A Space Odyssey – recenzja