Matis „Boombappé”

Nie odkrywa Ameryki, ale buja jak trzeba. Taki boombap najlepiej smakuje na discmanie, bo… na razie o plikach można zapomnieć.

A więc tak – najpierw brawa dla Grubzee’ego, za to, jak Boombappé wygląda. Potem za tytuł, bo ten też robi robotę, a że uwielbiam takie gry słowne, to nie mogę nie docenić. Jednak najważniejsze jest to, że Matis jako producent na swoim kolejnym instrumentalnym projekcie (przypominam naprawdę solidne Pół godziny) absolutnie nie zawodzi.

Boombappé to trochę ponad 30 minut „nicnieodkrywczego” klasycznego hip-hopu, mocnych bębnów i sampli przywołujących erę Pete Rocka czy Da Beatminerz, bo to właśnie z nimi najbardziej kojarzy mi się ten beattape. A gdy za oknem taka pora, to kawałki jak „While” (wersja instrumentalna tego dzieła – absolutny sztos), „Melancholy” (znany stąd), czy „One Step” sprawiają, że spaceruje się z tym jeszcze lepiej. Z discmanem w kieszeni, bo na razie dostępne jest tylko na kompakcie, warto więc zaopatrzyć się w niego, póki można (jest tylko 100 sztuk tłoczonych płyt), bo potem będziecie żałować. Brać.

I kończąc – jeśli w tym roku miałbym kupić tylko jedną płytę ze względu na okładkę i w ogóle całą oprawę graficzną, to wybór byłby prosty. Muzycznie niekoniecznie, bo to kompletnie nic nowego, jednak Boombappé jest po prostu ciekawe i dla fanów takiego soundu jest pozycją obowiązkową. Klasowy projekt i tak jak jest napisane na okładce – real raw shit.

Ocena: 4 na 5.

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *