PoŚLGnąłem się

Head in Hands

„ŚLG to dla nas trzy litery święte” – taką parafrazę pewnego poznańskiego klasyka można często spotkać na chyba najpoczytniejszym polskim forum. Czy aby na pewno? Pewien felieton wywołał burzę. Pytanie zasadnicze: czy słusznie?

Ten tekst Karola Stefańczyka zrobił gigantyczne zamieszanie. Słuszne na pewno, ale czy słuszne przekonania zostały w nim zawarte? Ja do końca nie mogę się z nimi zgodzić, bo autor oparł się tylko na jednym, faktycznie najgorszym i dostarczającym beki, dziale. Zgadnijcie jakim? Tak, tym o polskim hip-hopie, w którym to stado gamoni (niestety, ale kumatych użytkowników jest garstka) przekrzykuje się bowdownami i innymi emotikonami kto jest lepszy: Laik czy Bisz, Popek czy Mes, Peja czy Tede itd. Dział merytorycznie zdecydowanie nic nie warty, posty pisane w nędznym stylu, taki w którym nie ma kompletnie wartościowej treści i taki, który można spokojnie mianować drugim hip-hop.pl… Nie jest to powód do dumy, prawda?

Ocenianie forum (serio warto pisać na ten temat felieton na tak poczytnym portalu jak CGM?) na podstawie jednego działu i wylewanie na nie pomyj głównie z powodu jakiegoś nic nie wartego plebiscytu, nie jest najlepszym pomysłem. No, ale nie mogę się z nim nie zgodzić w wielu kwestiach. Problem zaczyna się, kiedy zagłębimy się dalej. I nie dla mnie czy społeczności Ślizgu, ale dla autora.

Jestem „aktywnie” obecny na forum od 2008 roku (w chwili pisania tekstu mam nabitych 1755 postów), wcześniej tylko je śledziłem. Szmat czasu, więc widziałem jak się ono zmieniało. I zmieniło się na gorsze. Nie postuję regularnie od jakiś 3 lat. Szkoda mi czasu zarówno na pisanie jak i przeglądanie tematów. Zaglądam raz na jakiś czas w poszukiwaniu konkretnych treści i wiecie co? Często je znajduję, ale w swoich ulubionych działach. Ten od zagranicznego rapu jeszcze jako tako się broni, choć jego jakość mocno podupadła na przestrzeni tych kilku lat. Dział z diggingiem zawsze u mnie ma olbrzymiego plusa, ale wkurwić mogą ogłoszenia ciągle tych samych userów o sprzedaży wątpliwej jakości undergroundowych płyt za 15 zł. Sportowego już nie przeglądam, bo nie interesują mnie wojenki z klubowym podłożem. Jakość niestety spadła i wszyscy moi znajomi, którzy mają tam dość długi staż, mówią to samo.

Kiedyś było super, teraz zaglądam rzadko i szukam postów kilku użytkowników, na których zawsze mogę polegać, mimo najczęsciej innych poglądów. hadero, Hectic (mistrz i boss absolutny, mimo truskulowej i zbyt klasycznej głowy), sieah, Grabiszczy, Kadłub, Chojny i kilku innych, są postaciami, których wiedza potrafi przytłoczyć każdego z nas. Kilku innych, im podobnych, już niestety nie ma. Powody odejść są zapewne różne, nie chce mi się bawić w detektywa, ale obstawiam, że jednym z powodów było to, że ilość konkretnych osób do rozmów systematycznie malała.

W jakim celu powstał artykuł Stefańczyka? Nie wiem, ale chyba nie był nikomu potrzebny. Jeden z moich znajomych skwitował to mniej więcej tak: „powstało to po to, żeby nowy papierowy Ślizg odciął się kompletnie od forum”. Coś w tym na pewno jest, ale pytanie kolejne: po co ma się odcinać, skoro to dwa inne twory? Napisze tak: forum jest potrzebne, m.in. dlatego że zaczęło wiele karier (najlepszy jest przykład Małpy) . Z nim jest jak z Facebookiem – więcej dystansu i umiejętność dobrej selekcji to podstawa. Wtedy jest to narzędzie przydatne, szkoda tylko że w o wiele mniejszym stopniu jak kiedyś.

PS

Musiałem się wyżalić, ale żadnej ze stron bronił nie będę. Forum będę przeglądał tak jak do tej pory, sporadycznie, bo nie wierzę w powrót lepszych czasów, a papierowy magazyn kupował będę, bo szanuję jego autorów (i mam sympatię – no homo – do Stefańczyka). I wilk syty, i owca cała, tylko po co atakować być może własny target?

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

4 komentarze

  1. Powstał pewnie po to, po co powstaje każdy felieton – autor chciał wypowiedzieć się na temat, który wydaje się mu warty poruszenia. Cała ta późniejsza burza była imho zupełnie chybiona – pośród miliona wypowiedzi większość koncentrowała się nie na merytorycznej dyskusji, a na atakach personalnych, wyzwiskach, literówkach, pytaniach „po co powstał tekst” etc. Strasznie irytuje mnie to w środowisku związanym z rapem – przy okazji każdego tekstu starającego się ująć jakieś zjawisko szerzej (czy to felietony, czy listy podsumowujące dany okres, np. mijający rok) większość wypowiedzi omija sam temat.

    1. Sorry, ale problem z tym tekstem Stefańczyka polega na tym, że jest on zwyczajnie bardzo słaby. Pod każdym względem – merytorycznie nędza, a do tego całe mnóstwo przeróżnych błędów językowych. Ja się uśmiechałem, czytając ten tekst po raz pierwszy, bo miałem wrażenie, że jakiś wczuty gimbus uciekł z SLG i bierze odwet na swoich dawnych kolegach. Forum SLG może i na krytykę zasługuje, ale nie można tego robić w stylu przypominającym posty z tegoż forum. I ja nie mam pojęcia teraz, czy Karol Stefańczyk ma jakiś warsztat dziennikarski, czy jest kolejną miernotą próbującą robić wokół siebie szum. Tak często krytykowany na forum SLG Marcin Flint często pisze rzeczy, z którymi się nie zgadzam, ale nie sposób mu odmówić warsztatu. A tu jest niestety słabej jakości hejt podniesiony do rangi felietonu. Nic dziwnego, że dyskusja poszła obok tematu, skoro merytorycznie nie było o czym rozmawiać. Napisał hejt, dostał hejty w odpowiedzi. To jest prosty mechanizm.

Zostaw odpowiedź