Korekta: brak korekty

3

Wkrótce na rynku pojawi się nowy magazynu „VAIB”, w którym to będę się znęcał nad różnych absurdami w polskim środowisku hip-hopowym. Za cel obrałem sobie powszechnie panujące social media, gdzie dzieje się bardzo dużo złego. Niestety, nie spodziewałem się, że coś podobnego mogą robić autorzy książek.

No to się porobiło. Wywiązała się jakaś śmieszna wojenka pomiędzy autorami książki „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” a dwójką blogerów, którzy ośmielili się skrytykować dzieło Sadiego i Graffa oraz punktować błędy przez nich popełnione (słusznie zresztą wytknięte). Cała sytuacja zakrawa trochę na umysłową patologię. Mocne? Możliwe, ale inaczej nie da się opisać tej groteski, która się z tego wywiązała, bo jeśli ktokolwiek myślał, że polscy raperzy są mistrzami w internetowym spinaniu się to byliście w błędzie.

Zacznijmy od tego, że „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” jest książką ważną i co do tego nie mam żadnych wątpliwości (sprawdźcie na którym miejscu znalazła się w moim podsumowaniu 2015 roku i chyba nawet w poznańskim filmie o tym mówiłem). Porównując do innych polskich książek hip-hopowych to trzeba wziąć pod uwagę zupełnie inną tematykę, przesłanie, grupę docelową oraz co wydaje się najważniejsze – przekazywaną wiedzę, której próżno szukać gdzie indziej, nawet w internecie. Jak dla mnie jest to obowiązkowa pozycja dla każdego fana nie tylko rapu, ale przede wszystkim całej kultury.

W przeciwieństwie do tekstów tworzonych np. przez Andrzeja Budę, wydaje się być bardzo neutralna, ale to nie jest jedyna jej zaleta. Tak jak wspomniałem wcześniej – kluczem jest tutaj przekazywana wiedza i pewna unikalność na księgarskim rynku. Radzę kupować póki jeszcze jest, bo nakład niewielki, a warto mieć coś, co będzie lada moment białym krukiem.

Osobiście nie miałem żadnych problemow z tą pozycją, baa, nie szukałem ich nawet na siłę, bo miałem gdzieś z tyłu głowy zakodowane, że jest to stricte amatorska zajawka ludzi, którzy przeżyli trochę więcej, aniżeli 99,8% ludzi interesujących się kulturą czterech elementów w naszym kraju. Na samym początku dało się zauważyć, że mam do czynienia z dziełem, które wyglądało jakby było pisane przez gimnazjalistę, ale przymknąłem oko i brnąłem. Jakoś nie przywiązywałem do tego uwagi i kompletnie mi to nie przeszkadzało. Jasne, wolałbym żeby składnia i interpunkcja były na swoich miejscach, ale czasami nie można mieć wszystkiego, chociaż z drugiej strony jest to książka, więc wypada żeby jakoś to wyglądało. Napiszę otwarcie – gdyby chciało mi się opisywać tę pozycję, to zapewne bym napisał w połowie to samo co Szymon Groenke i Mateusz Osiak.

Postawmy sobie sprawę jasno – pod względem technicznym jest to twór, który nie miałby prawa zainteresować odbiorcy poważnie podchodzącego do sprawy i zwracającego uwagę na takiego detale. Pierdolnąłby tym o podłogę i zapomniał, że miał z czymś takim do czynienia. Pod względem merytorycznym jest to natomiast unikatowa pozycja, która bardzo dużo wnosi i jest w zasadzie bezkonkurencyjna na pewnym polu. Jeżeli to wszystko wypośrodkujemy to okazuje się, że przekazywane wartości są o wiele ważniejsze jak źle wstawione przecinki itp., które tak naprawdę giną w zalewie pozytywów.

Z tego wszystkiego powstała spinka autorów, która… no właśnie. Nawet nie wiem co napisać, bo zastanawia mnie takie podejście. Nie przeczę, że jest to wartościowa literatura, ale żeby pisać takie kwiatki jak np.:

Sadi i Graff u Gronke

Wartość literacka… Nie wyobrażamy sobie książki na temat kultury hip hop napisanej językiem Sienkiewicza czy też Balcerowicza. Prawda? Hip Hop to życie, a życie to realia, a realia to prawda i fakty, a to z kolei to proza – tym też jest ta książka.

Nie wiem co robi tu Balcerowicz, ale Sienkiewicz to nie proza? Chyba, czegoś nie zrozumiałem.

Sadi i Graff ponownie w tym samym miejscu

Czy dziennikarze portali internetowych piszą swoje posty stosując dokładną ortografię, gramatykę itp. Nie sądzimy.

Ci, których czytam tak. Dwójka blogerów, do których pijecie – również. Nie wiem do kogo konkretnie tutaj pijecie, ale chyba do jakiś nołnejmów bądź totalnie przypadkowych osób, które spotkaliście na internetowej ścieżce. Sorry, panowie.

Sadi i Graff z ostatnim kwiatkiem z komentarzy

Panowie nie piszcie recenzji książki „O lotach w kosmos” jeżeli tam nigdy nie byliście. Jako dziennikarze, a to całkiem inne spojrzenie na świat hip hopu napiszcie książkę o naszej książce, albo „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy 2”

Nie no, panowie. Szanujmy się. Idąc tym tokiem myślenia to mogę powiedzieć, że jak źle mi się jeździ moim Fordem (a wcale tak nie jest) i będę o tym głośno mówił, to konstruktor auta może kazać mi skonstruować coś lepszego. Nie zrobię tego, bo nie potrafię, ale jako konsument zmienię auto i Forda polecał nie będę.

Ciekawiej natomiast zrobiło się u Mateusza Osiaka…

Kilka naraz, bo osobno już mi się nie chce komentować…

1. NIE BYŁO KOREKTY I NIE BĘDZIE, A KSIĄŻKA JEST NIE DLA „BADACZY” JĘZYKA POLSKIEGO.

2. „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” to nie Encyklopedia PWN czy Biblia. Ta książka to luźna pisemna rozkminka pewnych zagadnień, przemyśleń ludzi, którzy tworzyli hip hop w REALU NA ULICY, a nie tak jak wy w sieci, w ukryciu. Niektórzy z was w czasach kiedy polski hip hop powstawał zapewne nie wychodziła by z domu, bo nikt prawdopodobnie nie chciał by z wami rozmawiać, a w sieci jesteście the best?

3. Książka „Mein Kampf” Adolfa Hitlera też jest napisana chaotycznie. A popatrzcie na fakt – pomimo tego ma miliony sympatyków na całym świecie.

Trójka wydaje się abstrakcyjna? Nie, trzeci cytat istnieje naprawdę. Najzabawniejsze jednak jest to, że obydwie strony mogą siebie nawzajem punktować i wcale nie muszą tłumaczyć swoich „ciosów”, ponieważ są zbyt oczywiste. Groenke zarzuca okładce kiczowaty wygląd? Autorzy mogą przecież odesłać go do layoutu jego bloga (swoją droga chyba już nieprowadzonego) i mam wrażenie, że wyjdą z tego zwycięsko. Słynna już korekta/zła pisownia/składnia itd.? Okej, niech zarzucą im powszechnie stosowanie słowa „digipack”, które oczywiście jest błędne. Mógłbym jeszcze trochę wymieniać, ale dziwi mnie nie przyjmowanie na klatę zarzutów, które są… niepodważalne?

Panowie, jesteście starsi i wydawało mi się, że poważniejsi od typów o śmiesznych ksywach reprezentujących uliczny nurt (co oczywiście też nie jest normą. Dla przykładu ktoś ostatnio u mnie wspomniał o JWP – można im coś zarzucić? Nie). Koleś, który pisał recenzje waszej książki nie wie pewno nawet kim są Schoolly D, Kool Moe Dee czy nawet Scott La Rock, ale co to zmienia w jej odbiorze? Nic. Robicie aferę z wytkniętych błędów taką, jakby wspomniana dwójka miała was uczyć elementarnej wiedzy, której brakuje ludziom, którzy na co dzień prowadzą blogi, piszą w różnych miejscach i nagrywają vlogi (nie, nie, nie. Nie targetuję nikogo!). Może i jesteście starsi, ale nie każdy młodszy też jest przysłowiowym gimbusem w waszym mniemaniu. Ja mogę powiedzieć, że tak samo wy też możecie się nie znać na hip-hopie, bo nie jesteście czarni, nie żyliście w latach 80. w amerykańskich gettach albo nie byliście kilka lat wcześniej na imprezach Kool Herca. A co ma powiedzieć taki David Lubich, który prowadził londyńskiego zina „Soul Underground”? Przecież było tam dużo rapu, funku, house’u i jazz, sam był trochę z dala od wszystkiego wokół, a magazyn miał swoją rację bytu w latach, kiedy informacje były przekazywane z drugiej ręki bądź przez prasę, która nie zawsze była dobrze poinformowana? A i dwójki waszych krytyków nie było jeszcze na świecie. A ludzie z obecnych portali z całego świata?

Stojąc sobie gdzieś tam z boku tej całej komicznej sytuacji utwierdzam się w przekonaniu, że potwierdziła ona również jedną z patologii, która stała się domeną w hip-hopowych mediach społecznościowych w obecnych czasach. Sztuczne stwarzanie problemów i gloryfikowanie własnej postaci ponad stan. Ja wam zasług nie odmawiam, wręcz przeciwnie, bo dzięki wam dowiedziałem się kilku nowych rzeczy, ale nie czuję się też gorszy z tego powodu, że nie tworzyłem polskich podwalin tak jak wy.

A na koniec…

Boli was korekta. To wasz problem. Gdyby książka została oddana do któregoś z was – fanatyków pisowni polskiego języka – w celu wykonania korekty to podejrzewamy, że cały urok „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” prysnął by bezpowrotnie.

Nie, cały urok nie prysnąłby bezpowrotnie. Wręcz przeciwnie, książka by była jeszcze lepsza, a tymczasem zostawię coś na osłodę.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

8 komentarzy

  1. Witaj Dawid. Bardzo ciekawy post. Szczerze? Lubimy takie podejście jak zaprezentowałeś powyżej. Nie mniej jednak rozmowa z tobą byłaby o wiele ciekawsza niż klikanie na klawiaturze. W związku z tym iż przedstawiasz się jako bloger i hejter to „dyskusja” na klawiaturze mija się z celem, ponieważ na fali hejtu nikt nie popływa długo. Nie zrozum nas źle. Nie jesteśmy „internetowymi krzykaczami”.

    1. Balcerowicz i Sienkiewicz? Oczywiście dwie różne postacie i dwie różne epoki. Balcerowicz ma swój „słownik”, a Sienkiewicz to literatura piękna. Mieliśmy wrażenie, że Kolega Groenke wymagał od nas pisowni na poziomie akt sądowych, a PHHPWT to luźna pisownia. Nie ma sensu się tutaj rozpisywać na ten temat.

    2. Blogerzy i ich posty. Chodzi nam ogólnie Internet, który jest pełen różnych „say something” o czym nadmieniamy w książce. Nie chodzi „dwóch” kolegów (imiona znane redakcji).

    3.”Loty w kosmos” – Dziwi nas to ,że nie rozumiesz???

    4. Kilka naraz… to według nas taka internetowa filozofia pisania o pisaniu.

    Dawid jak już wcześniej napisaliśmy u kolegi Groenke:

    Zawsze znajdą się Eskimosi, którzy wypracują dla mieszkańców Konga wskazówki na temat zachowania się w czasie olbrzymich upałów.

    Stwierdzenie ogólne. Nic osobistego. 3 x TAK. Przechodzisz dalej ( troszkę humoru na koniec „dyskusji”. Pozdrowionka i pamiętaj praktykuj hejt, bo taka profesja widnieje w twoim opisie.

    SADI & GRAFF

  2. NA WYLUZIE

    Konstruktywna recenzja?

    „Eksperci” znani jako konstruktywni krytycy „znikąd”, którzy według nas szlifowali i rozwijali swój hejt chcieli stworzyć „konstruktywną recenzję” naszej publikacji.

    W swoich próbach stworzenia „konstruktywnej recenzji”, „eksperci” pokazali brak znajomości tematu i zrozumienia treści książki, gdzie była i jest mile widziana umiejętność czytania między wierszami. Ale co można oczekiwać od kogoś, kto w momencie czytania naszej książki ma 21 lat i mocno wierzy w to, że jest jedynym niekoronowanym królem wirtualnych dziennikarzy w Polsce, a może i w całym Wszechświecie. Co można oczekiwać od kogoś, kto swoją przygodę z kulturą hip hop mógł zaczynać około 2005 roku, gdy na świecie pojawił się YouTube, bo na pewno nie wcześniej. Co można oczekiwać od osoby, dla której hip hop to Internet. Jaki to opiniotwórca polskiego hip hopu lat 80-tych i lat 90-tych? Taki fachowiec z programu „Pytanie Na Śniadanie” czy „Dzień Dobry TVN”.

    Jest oczywiste, że jednym książka się podoba, a drugim nie, ale termin „konstruktywna recenzja” kojarzy się z pewną historią, w której policja zatrzymuje rowerzystę i po dogłębnej kontroli policjanci mówią tak: dokumenty są, rower bez zastrzeżeń, wszystko ok, ale łańcuch jest brudny.

    Okładka książki

    Według naszych krytyków – indywidualistów między innymi okładka książki to kicz. Przecież okładka książki to również przekaz. Książka opisuje hip hop w Polsce w latach 80-tych i 90-tych, kiedy symbolem/wizerunkiem/znakiem rozpoznawczym kultury hip hop dla wielu ludzi był przysłowiowy kaptur, ale „eksperci” tego nie wiedzą, bo wówczas wielu z nich zaczynało uczyć się chodzić. Po 2010 roku znakiem rozpoznawczym polskiego hip hopu zaczęły być hasła typu HWDP i JP 100%, a nieco później narodowe symbole.

    „Tajemnice” Universal Zulu Nation

    Wirtualni animatorzy doszli do wniosku, że próbujemy wyjaśniać tajniki Universal Zulu Nation. My nie próbujemy tylko wyjaśniamy.

    Afrika Bambaataa powiedział: „Bóg rozmawiając z Adamem, Mojżeszem i innymi Prorokami rapował”. Sen wariata czy prawda?

    W uzyskaniu odpowiedzi między innymi na powyższe pytanie pomaga właśnie rozdział „Universal Zulu Nation – Fakty”, który wyjaśnia kto jest kim i kto co ma w głowie. Jednak dla wirtualnych animatorów nasze wyjaśnienie tajników Universal Zulu Nation jest za trudne do zrozumienia, ponieważ na temat UZN do momentu posiadania naszej książki mieli oni zapewne dostęp tylko do ogólnych informacji istniejących w sieci, które tak naprawdę nic nie wyjaśniają.

    Komentarz społeczno – polityczny

    Następnie stwierdzono, że nasz komentarz społeczno – polityczny w końcowej części książki nie pasuje do całości. Komentarz społeczno – polityczny, który widnieje w książce powstał dokładnie w czasie gdy polskie media „trąbiły”, że Polska obchodzi 25-lecie Wolności. Nasz komentarz w książce skłania między innymi do pytania: jakiej „wolności”? Poza tym kilka miesięcy po ukazaniu się książki drukowanej pewne stwierdzenia, które były zawarte w rozdziale „Wszystko jest możliwe” stały się faktem – Polacy wyszli na ulice.

    „Eskimosi”

    Na temat innych „pouczeń” ze strony pseudo ekspertów nie będziemy się tutaj rozpisywać. Najlepiej jakby „eksperci – krytycy” napisali książkę o naszej książce.

    Debiuty podwórkowych dziennikarzy określamy jednoznacznie: zawsze znajdą się Eskimosi, którzy w wolnych chwilach opracują poradnik dla mieszkańców Konga pt. „Jak zachowywać się w momencie upałów”.

    To tak jakby Mirosław Hermaszewski napisał książkę „Mój lot w kosmos 1978”, albo Robert Kubica napisał książkę „Za kółkiem formuły 1”, a ktoś kto nigdy nie uczestniczył w tym locie w kosmos w 1978 roku, czy ktoś kto nigdy nie siedział za kółkiem Formuły 1, napisał „konstruktywną” recenzję tych książek.

    Nasza książka nie jest adresowana do takich „ekspertów”, którzy mają trudności ze zrozumieniem treści naszej książki, ale pomimo tego chcą być znani i popularni ze względu na ich wirtualny hejt i nikomu niepotrzebne „konstruktywne recenzje”.

    100% ekstremalnej prozy

    Stwierdzono, że największą siłą autorów jest bezsprzecznie ich ogromna wiedza i że przekazywane wartości w książce są o wiele ważniejsze jak źle wstawione znaki przystankowe, które tak naprawdę giną w zalewie pozytywów.

    Czyli 100% ekstremalnej prozy bez profesjonalnej korekty.

    Dlaczego?

    1. Żeby było bardziej po polsku to musi być zawsze troszkę lukru i troszkę gówna.

    2. Profesjonalna korekta tekstu została celowo pominięta w celu utrzymania ekstremalnej prozy, ulicznego stylu i przekazu treści książki.

    3. Ze względu na przerażający fakt przynajmniej dla nas jako autorów. A mianowicie to,
    że pan/pani korektor poprzesuwa w książce teksty i narobi troszkę bałaganu. A co za tym idzie pozmienia treść, wyrzuci to i tamto, przesunie to zdanie, a kolejne zdani
    przebuduje. I szlak trafi pewne zakręty myślowe, sarkazmy i pewien przekaz.

    Drogi Czytelniku

    Fajnie byłoby wydać wersję audio-book „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” po korekcie u Pana profesora Jana Miodka, gdzie łagodne fragmenty w książce czytałaby Pani Krystyna Czubówna, natomiast fragmenty mocniejsze czytałby Pan Bogusław Linda.

    Wówczas wszyscy byliby „happy” i może nasza książka stałaby się obowiązkową lekturą w polskich szkołach, a obrazy z naszym wizerunkiem widniałyby w salonie/pokoju gościnnym każdej szanującej się polskiej rodziny.

    Póki co, żadna z nas Konopnicka czy Mickiewicz więc książka lekkiego pióra nie jest. Ale jak stwierdzili czytelnicy książkę czyta się tak, jakbyś siedział przy piwku ze starszym ziomkiem i słuchał jak opowiada – jak to z tym hip hopem kiedyś w Polsce było.

    Sadi & Graff, 2016

Zostaw odpowiedź