
Stare w nowym wydaniu. DJ Pstyk wraca z mrocznym, doomowym klimatem: tłuste instrumentale, miejski kurz i kilka jasnych momentów.
Pamiętacie The Doom’s Tape (MF) Pstyka? Jeśli nie to szkoda, serio. Zachęcam do nadrobienia, a jeśli tak, warto odświeżyć, bo to jeden z ciekawszych projektów ostatnich lat na naszej scenie. I naturalny prolog do wydanych niedawno Taśm grozy.
Niby to ta sama bajka, ale jednak jest inaczej. Jak czytam w opisie płyty (pisownia oczywiście oryginalna):
W 2023 roku Pstyk stworzył świetnie przyjęty nielegal w hołdzie dla MF DOOMa. Metalowa Facjata powraca po trzech latach, tym razem oficjalnie, w streamingu i na winylu, w odświeżonej i przearanżowanej wersji instrumentalnej. Gościnnie udzielili się Don Poldon, Magiera, RakRaczej, Expo 2000, Kidd i Igor Boxx. „Taśmy grozy” to nie odgrzany kotlet, a tłuste danie dla smakoszy.
No dobrze, to z czym właściwie je się tego kotleta? Na wstępie zaznaczę, że obędzie się bez porównań z The Doom’s Tape, bo to zwyczajnie nie ma sensu. Taśmy grozy traktuję jako niezależną produkcję, która tylko (albo i aż) czerpie z poprzednika, ale ma dawać podobną frajdę.
Największe wrażenie robią lżejsze, niemal lajcikowe numery: „Dandys”, „Jeszcze lepszy dzień”, „Odnowienie”, „Grzejnik”, „Maszynka do mięsa” i „Metalowy łeb” (w przypadku tych trzech ostatnich osobny plus za tytuły, upalona kreatywność na wyższym levelu). Równie dobrze wypada „Noc” z Magierą, która wydaje się najbardziej dopracowanym numerem w całym zestawie, a już na pewno najlepiej zaaranżowanym. Brzmi tak, jakby ktoś tu faktycznie usiadł na dłuższą chwilę i dopieścił detale do końca. Ale nie mogę też odmówić pracowitości i kreatywności samego DJ-owi Pstykowi – ten jest absolutnym mistrzem w tworzeniu opowieści samymi beatami, o czym też już wspominałem w tym podcaście.
Muszę też odnotować i pochwalić dwa tracki z Igorem Boxxem, a zwłaszcza „Bardzo dobry dzień”. To mocno spolszczona wersja doomowej estetyki, co wcale nie oznacza, że gorsza – wręcz przeciwnie. Swojska, osadzona w miejskim gwarze, trochę jak spacer w okolicach dworca, gdzie niby wszystko znasz, ale i tak coś niepokojąco buczy w tle. Wiecie, o co chodzi. Nie obędzie się bez ganiania raperów, bo jak to często bywa, nie dowieźli tematu, a jeśli już to wyszło dość przeciętnie, bez wyjątku.
Jaka więc jest całość? Taśmy grozy to świetne uzupełnienie, ale tylko uzupełnienie – i to warto podkreślić. Jednak mimo wszystko warto, tyle że bez tego efektu „wow”, który był przy pierwszym kontakcie z The Doom’s Tape. Kupicie tutaj.
