Antycypacja Albańczyków

dj buhh

Złap Buhha. Wyobraź sobie świat bez kobiet, krzyknij „ai” i nie używaj zbyt dużo wulgaryzmów na rządy George’a W. Buhha. Jest wysoko? Jest, a przecież to było nie tak dawno temu.

Kiedyś tak rapował Pih – „lubisz go czy nie, w rapie był to rok Tedego”. I kto wie czy te słowa nie są aktualne nawet dzisiaj? Pomijając już zbliżającą się premierę Vanillahajs (nawet trochę czekam, sprawdzę z ciekawości, bo progres Sir Micha jest niebotyczny jak na rodzime warunki, a sam Tedeusz jak to Tedeusz – odniosę się do Piechockiego z pierwszego zdania) to nie chcę dywagować nad promocją tego albumu tylko cofnąć się o kilka lat. Do czasów, kiedy to mówienie o pieniądzach w polskim rapie było uważane za zło konieczne i wykluczenie przez skostniałe środowisko i słuchaczy.

Na siłę można tu przywołać casus Eisa, który oprócz TDF’a był jednym z pierwszych, którzy mówili o rzeczach innych jak pokój na Bliskim Wschodzie, umiłowaniu książek, jebaniu policji etc., ale nie wiem czy do końca będzie to dobry trop. Myśl na kiedy indziej i jak będzie mi się chciało to może nawet się tym zajmę, bo nie wiem nawet czy w naszym internecie (jak to brzmi?) w ogóle znajduje się dłuższy tekst, nie będący wywiadem, poświęcony wzlotom i upadkom domniemanemu założycielowi Pudelka.

Ale, ale… Koniec z tym, zajmijmy się Buhhami, czyli być może esencją dokonań Granieckiego i swoistym guilty pleasure dla tych, którzy nie są zakneblowani w jednej hip-hopowej stylistyce. Bo o ile 3H (tak, da się tego słuchać nawet dzisiaj i są momenty na tej kasecie, że człowiek zastanawia się jak oni to zrobili) czy WFD były pięknym początkiem wielkiej kariery zainteresowanego, to skrzydła dopiero rozwinął na debiutanckim solowym albumie. S.P.O.R.T. się nazywał, ale to wiecie. Dobrym, aczkolwiek chyba trochę przecenionym. Osobiście w hierarchii nieznacznie wyżej stawiam powszechnie mniej docenionego sofomora w postaci Hajs Hajs Hajs, ale trzeba mieć na uwadze, że prawdziwa jazda jednak zaczyna się u DJ Buhha. Mniej więcej w tym samym okresie artystycznym, zawieszonym pomiędzy debiutem a niezłą trzecią płytą – Notesem.

Skala i „ważności” tego zjawiska, bo inaczej nie można nazwać tych nielegali, jest niebotyczna. Mało który raper udostępnia tak dużo nowego i zremiksowanego materiału za darmo. Mało który raper na owym darmowym mikstejpie nie odpierdala się, nie daje jakiś asłuchalnych odrzutów, tylko serwuje kawałki najwyższej jakości (w swojej kategorii rzecz jasna). Mało który raper ma taki rozmach, żeby takich nielegali wypuścić w obieg aż 5 (z czego dwa ostatnie szczerze mówiąc można spokojnie pominąć, no chyba że jest się fanem, wtedy zrozumiem). I jeszcze jedno – pierwsze prawdziwe mikstejpy z krwi i kości w nadwiślańskich kraju. Te fakty już mówią same za siebie – obcujemy poniekąd z historią.

Bardziej niż mikrofon uprawiałem deskę
Teraz z nim tu jestem, tamto jest w SP
Mario był wtedy jeszcze Jan Marian
A V.O.L.T. nie był 600
Nikt nie myślał żeby hajs zgarniać
Pizda, nie honoraria, rap freestyle
Nikt tak naprawdę nie ogarniał
Rapu nie miało być tam gdzie Wisła
Pamiętam, recenzje pisał Wiedźmin
Dziś mi to zwisa, on w Idolu siedzi

Widzisz jest tu tak, ja robię rap
Dziś jestem Tede ztj Tedzik
Dziś Wielkie Joł, wtedy SP nieomal
Bym podpisał, bym żałował, joł ziomal
Wyłącz mikrofon bez dopowiedzenia
Milion każdy przyjął i do widzenia

Same bangery i to w większości najwyższej próby. Tu nie ma czasu na tanie moralizatorstwo, trzeba się bawić. I ta konwencja, obrana przez Buhha i jego pomagierów (m.in. Kołcza, Kiełbasę, CNE i Numer Raza), spisuje się doskonale. Trzy pierwsze woluminy, czyli Hałas, George W. Buhh i Buhhmacher są kwintesencją polskiego baunsu i zabawy, w której nie wystarcza pożyczone od ziomka 20 zł, postawiony Heineken i przylizanie z bezzębną tlenioną dziunią z osiedla. Stawki są o wiele wyższe. To styl warszawki z lat 2003-2004 marzącej o życiu jak z amerykańskich klipów i co ciekawe można je traktować jako antycypację obecnych dokonań Tedego i nie tylko. Zwróćcie uwagę, że czysto rozrywkowa idea, która będzie dominowała na Gangu Albanii, miała już miejsce w Polsce kilkanaście lat temu, nie tylko na nielegalach z Wielkiego Joł, ale też np. na słabej Hardkorowej Komercji. W czasach, kiedy nie było to do końca poważane.

Autorskie lub kradzione beaty, popełnione m.in. przez Timbalanda, Puff Daddy’ego, „Prestige’a” Vanderpoola, Donia, White House czy samego Tedego idealnie wpisują się w klimat trzech woluminów. Smaczku dodaje fakt, że to także na tych płytach występują jedne z najlepszych zwrotek gospodarza, jak np. legendarne „WuWuA 03”, „SND” czy „Pęknięty Jeż” (który w oryginale wystąpił na George W. Buhhu, natomiast jego cudowny remix pojawił się rok później na Buhhmacherze). Odbioru całości nie psują nawet sporadyczne debilne wersy (czasami całe zwrotki), zarówno „hosta” jak i gości. Wręcz przeciwnie – urozmaicają doszczętnie materiał, tworząc jedną nierozerwalną całość. Sorry, taki mamy klimat, a ja w tym klimacie się zachłysnąłem kilka lat temu i wracam dosyć często.

W aspektach czysto rozrywkowych trzy pierwsze Buhhy to najlepsze rzeczy jakie wyszły od Tedego i, chcąc nie chcąc, rzeczy które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Chyba nie będzie to nadużyciem, bo zjawiskowość skali i rozpoznawalność poszczególnych utworów i hooków jest w środowisku hip-hopowym taka sama, jak znak McDonald’sa wśród społeczeństwa. Klasyka, dobre czasy jak u Reno.

Aha, i bym zapomniał. Nie można nie wspomnieć o jednej istotnej kwestii, a być może nawet najważniejszej rzeczy. Nikt w polskim rapie nie uczy dystansu do niego samego jak Tede, a jego Buhhy to trzyczęściowy podręcznik tej lekcji. Przesłuchajcie, a w zasadzie przypomnijcie sobie. Zrozumiecie o co w tym wszystkim chodzi. Chyba że wolicie myśleć o stepach akermańskich, także droga wolna.

Zdjęcie/photo: wielkiejol.com

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.