Leniwa klasyka na niedzielne popołudnie

Emapea znowu uderza. I dobrze, bo Jazzy Tape to jeden z najlepszych tegorocznych beat tape’ów.

Emapea znowu uderza. I dobrze, bo Jazzy Tape to jeden z najlepszych tegorocznych beat tape’ów.

Ostatnio modne jest pokazywanie swoich statystyk Spotify. Ze mną nie było inaczej, możecie je zobaczyć tutaj i podobnie jak ja, zastanawiać się, dlaczego znalazł się tam Tede.

Swoje postanowił zaprezentować także Radek Miszczak i… co to był za zbieg okoliczności! Akurat w dniu, kiedy na jego tablicy pojawiła się charakterystyczna plansza, odebrałem z poczty kilka paczek, w tym jedną, w której zapakowane były dwie sztuki Jazzy Tape Emapei. Traf chciał, że polski producent znalazł się wśród najczęściej słuchanych artystów przez kumpla. Wieczorem, chwilę przed koncertem Yazmin Lacey, Radek dostał ode mnie prezent. Radości nie było końca.

Kompakt trafił w odpowiednie ręce, co cieszy. Jeszcze bardziej cieszy mnie to, że twórczość Emapei trafia właśnie do takich osób – poszukujących, szanujących klasykę, nie zwracających uwagi na bezczelne kopie. I Jazzy Tape spełnia wszystkie te wymagania. To klasyczny beat tape, jednak bez fatalnych copy-paste’owych naleciałości, które zabijają frajdę ze słuchania, przynajmniej mi, bo na temat tych samych sampli mógłbym napisać książkę.

Niedawno Emapea wysłał mi maila, w którym stwierdził, że jego ostatnie Zoning Out Vol. 1 mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie! To bardzo fajna produkcja, jednak daleko jej do genialnego Seeds, Roots & Fruits, jednej z moich ulubionych polskich płyt ostatnich lat. Kolejny tegoroczny projekt trafia gdzieś pomiędzy – bardzo klasyczny, nowojorski z fantastycznie pociętymi próbkami (obłędne „New Beginning”), jednak bez oldschoolowego (i częściowo „tropikalnego”) sznytu, który był dla mnie najbardziej charakterystyczną cechą arcydzieła sprzed dwóch lat.

Co ważne to Jazzy Tape nie oferuje też żadnych przestojów, ba, nie mogę nawet wskazać swoich faworytów. Całość płynie niczym perfekcyjny soundtrack umilający niedzielę i nie przeszkadzają w tym potężne dla mnie ilości dęciaków. Emapea nie zawodzi – znowu zrobił instrumental, który znajdzie się na podium w swojej kategorii. Bardzo mocne.

8 / 10

Autor: Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *