
O, ten sam tok myślenia co Metacritic…

Wspomnień czar. Może o kilka dni za późno na opis, bo niedawno obchodziliśmy 11 rocznicę wydania tego dzieła, ale jak wiadomo – lepiej późno niż wcale.
Moment, w którym na rynku ukazywał się kolejny album legendy, był momentem dla mnie magicznym. Oczywiście nie sama premiera Black Album, bo wtedy raczej mało mnie interesowała (tak, naprawdę tak było), ale okres, kiedy pojawił się na rynku. Mniej więcej w tym czasie, zaczynałem swój najlepszy rozdział w życiu, który trwał jeszcze kilka ładnych lat. Masa wspomnień, fantastycznych ludzi i… dobrych płyt. Jedną z nich jest własnie „pożegnalny” album Hovy.
Czytaj dalej „Jay-Z „Black Album””
Podział ról nie jest do końca znany, a i ciężko strzelać w tym przypadku. Mistrz i uczeń czy uczeń i mistrz? Całkiem możliwa też jest inna opcja – dwie mocno utalentowane postaci, które podążały swoimi ścieżkami, aż w końcu one się przetarły i narodził się projekt HV/Noon. O co więc chodzi?

Strasznie się tego obawiałem. Jeżeli mam być szczery, to nawet nie chciałem wyjmować tego z folii. Naprawdę jest tak źle?

Przeglądając, katalogując i oznaczając swoje płyty etykietą „to sell” trochę niesprawiedliwie przypiąłem tę łatkę Triangulation Station. Dla pewności jeszcze posłuchałem i bezpardonowo wróciła w trybie natychmiastowym na półkę.
W Hiero Imperium nie ukazywały się raczej nigdy słabe materiały (wyjątek: Tajaj…), a i przeciętnych było przecież niewiele. Stały, dobry poziom trzymali niemalże wszyscy i ciężko wybrać tego, który swoimi solowymi dokonaniami zdecydowanie wykraczałby przed szereg. No dobra, ja wiem, że większość zaraz powie, że to Del kasował wszystkich i nie tylko w kręgach własnego kolektywu, ale również sporej części zachodniej sceny, ale… Warto zwrócić uwagę na dokonania tych, którzy stali i nadal stoją w drugim szeregu.
Czytaj dalej „Opio „Triangulation Station””
Trafionym pomysłem było odświeżanie dyskografii Emade przed sesjami z Mamutem.

Waglewscy wydali nową płytę. O Mamucie będzie jutro, natomiast dzisiaj przypomnę o projekcie, który w pewien sposób wywrócił polską scenę do góry nogami.
Pamiętacie Album Producencki Emade? Tak, to ten album, na którym były świetne produkcje i skandalicznie słabe rapsy, z jednym wielkim WTF Sokoła (jak tak świetny raper mógł sobie pozwolić na takie coś?). Beaty zmarnowane przez składaczy rymów (he he he) po całości i trochę szkoda, że nie pojawiła się tylko wersja instrumentalna. Jedynym rodzynkiem, który zarapował jak należy był O.S.T.R. w znakomitym singlowym „Niebie”. Dało to początek dłuższej współpracy pomiędzy młodszym z braci Waglewskich, a łódzkim raperem. Wtedy na POE czekali chyba wszyscy. Ja na pewno.
Czytaj dalej „POE „Szum Rodzi Hałas””
Tak to już jest, kiedy południe spotyka się z Nowym Jorkiem w szpitalu psychiatrycznym. Po krótkich rozmowach, rozkminach, blantach i innych narkotykach przychodzi czas na ucieczkę. Dokąd?

Co jak co, ale ja uwielbiam po prostu do nich wracać. I nader często to robię. Czasami odnoszę wrażenie, że za często.
O najnowszym dziele kolesi z Nowej Zelandii (podobno piękny kraj, mam zamiar kiedyś się wybrać na wycieczkę, ale wiecie jak to jest) pisałem całkiem niedawno. Wystawiłem oczywiście pochlebną ocenę, bo jakżeby inaczej? Z debiutem jest podobnie, a nawet lepiej.
Czytaj dalej „Electric Wire Hustle „Electric Wire Hustle””
Jednym z największych zakupowych błędów 2012 roku było to, że nie kupiłem Niedopowiedzeń Czarnego w preorderze z dodatkowym CD. Do tej pory nie wiem jaki jest poziom bonusowego krążka. Żeby sytuacja się nie powtórzyła, złożyłem zamówienie przedpremierowe na Nokturny i Demony. Nie wiem czy była to dobra decyzja…