Lecimy tutaj. Zaczynam podsumowanie minionego roku. Dzisiaj część pierwsza, a w niej miejsca 50, 49, 48, 47, 46, 45 , 44, 43, 42, 41, a żeby było prościej to po prostu miejsca od 50 do 41. Czytaj dalej „Podsumowanie 2014: 50-41”
Blackalicious „Nia”

Niektórych artystów da się opisać tylko jednym słowem. Nie mam tu na myśli żadnych epitetów, zwłaszcza tych bardziej wulgarnych, bo to one najczęściej występują, ale skupmy się na rzeczownikach (jeśli mam być hipsterem, jak to obwieścił Glamrap, to niech będzie „noun”). W przypadku Blackalicious będzie to chemia.
Pisałem już o tym na fanpage’u, ale nie ma dla mnie drugiej ekipy w Kalifornii, która tworzyła i tworzy hip-hop, który wykracza poza wszelkie ramy w takim stylu i na takim poziomie. Oczywiście, jeśli mam być uczciwym w stosunku do was i siebie, to doskonale zdaję sobie sprawę, że są artyści o wiele ważniejsi na muzycznej mapie tamtego regionu (pierwsze przykłady z głowy to całe N.W.A., Digital Underground czy Cypress Hill, których pozycja jest zupełnie niepodważalna), ale nie zapominajmy, że waga nie jest równa jakości (której też nie odmawiam wspomnianym wcześniej artystom, chociaż… nie zawsze). Jeśli chodzi o nią to Blackalicious nigdy nie zawiedli.
Czytaj dalej „Blackalicious „Nia””No to jak z tymi podsumowaniami?

Stało się. Jeżeli śledzicie portale społecznościowe kilku osób to mogliście się spodziewać czegoś, czego jeszcze nie było w polskiej blogosferze związanej z hip-hopem.
Pierwszej współpracy na tak dużą skalę.
Czytaj dalej „No to jak z tymi podsumowaniami?”Borixon „New Bad Life”
Bardzo istotnym, a wręcz kluczowym, w kontekście tego tekstu są trzy imiona. Krzysztof, Oliwia i Marysia. Czytaj dalej „Borixon „New Bad Life””
We got the jazz. Jazz rap, część 3

Czas na kontynuację cyklu, który ma przybliżyć choć trochę cudo jakim jest jazz rap. Dzisiaj – subiektywny wybór najlepszych płyt ze Stanów Zjednoczonych. Creme de la creme wszystkiego co najlepsze. A przynajmniej tak mi się wydaje.
Okej, nie przedłużając. Wybrałem i opisałem 10 pozycji, które najdobitniej wg mnie pokazują mistrzostwo jazz rapu, ale warte poznania, posiadania i cieszenia się są z całą pewnością też takie oto rzeczy (kolejność alfabetyczna, 20 pozycji):
Czytaj dalej „We got the jazz. Jazz rap, część 3”Taco Hemingway „Trójkąt Warszawski”

Najmniej oczekiwane rzeczy często są pozytywnym zaskoczeniem. A w urzędach były koniaki.
Dzień jak każdy inny. Nie różniący się kompletnie niczym od każdego innego, odkąd mam urlop. Wstałem dosyć późno, bo mogę w końcu legalnie sobie długo pospać i jeszcze bardziej legalnie się podpierdalać. Zaparzyłem sobie dobrą, aczkolwiek nie znakomitą, kawę i oczywiście włączyłem komputer. Maile, Feedly, Facebook i jakaś wiadomość. Była w niej rzecz, która okazała się kompletnym zaskoczeniem.
Czytaj dalej „Taco Hemingway „Trójkąt Warszawski””O wyższości Jezusa
Nie, nie, nie podejmuję się tematu religii, bo nie ma w tym sensu. Skupię się na trochę innych rzeczach, dwóch, które w ostatnich dniach zajęły mi sporą ilość wolnego czasu. Czytaj dalej „O wyższości Jezusa”
J. Cole „2014 Forest Hills Drive”
Jay-Z „Black Album”

Wspomnień czar. Może o kilka dni za późno na opis, bo niedawno obchodziliśmy 11 rocznicę wydania tego dzieła, ale jak wiadomo – lepiej późno niż wcale.
Moment, w którym na rynku ukazywał się kolejny album legendy, był momentem dla mnie magicznym. Oczywiście nie sama premiera Black Album, bo wtedy raczej mało mnie interesowała (tak, naprawdę tak było), ale okres, kiedy pojawił się na rynku. Mniej więcej w tym czasie, zaczynałem swój najlepszy rozdział w życiu, który trwał jeszcze kilka ładnych lat. Masa wspomnień, fantastycznych ludzi i… dobrych płyt. Jedną z nich jest własnie „pożegnalny” album Hovy.
Czytaj dalej „Jay-Z „Black Album””HV/NOON „HV/NOON”

Podział ról nie jest do końca znany, a i ciężko strzelać w tym przypadku. Mistrz i uczeń czy uczeń i mistrz? Całkiem możliwa też jest inna opcja – dwie mocno utalentowane postaci, które podążały swoimi ścieżkami, aż w końcu one się przetarły i narodził się projekt HV/Noon. O co więc chodzi?




