
Dwie konkretne płyty, każda poniżej trzech dyszek. No ja bym, kochani, się nie zastanawiał. Przed wami Big K.R.I.T. ze swoim (?) opus magnum.
Czytaj dalej „Market #24: Big K.R.I.T.”
Dwie konkretne płyty, każda poniżej trzech dyszek. No ja bym, kochani, się nie zastanawiał. Przed wami Big K.R.I.T. ze swoim (?) opus magnum.
Czytaj dalej „Market #24: Big K.R.I.T.”
Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę z przyjemnością pisał o Grusbsonie, to prędzej bym uwierzył w regularną wyższość Tottenhamu nad Arsenalem. I co?
Mój stosunek do Grubsona najlepiej opisywała parafraza (i jednocześnie minimalna zmiana kontekstu) jednej z książek Andrzeja Stasiuka – „jego muza* to jednak strata jest”. W tym momencie warto zaznaczyć, że tylko do momentu premiery Gatunku L, największego dla mnie tegorocznego zaskoczenia w rodzimym rapie.
Czytaj dalej „Grubson „Gatunek L””