Retro #5: The Masterplan

oasis the masterplan

Do każdej mojej podróży, bliższej (częściej) i dalszej (rzadziej), jest przypisana jakaś płyta. Tą berlińską została kompilacja Gallagherów.

Są jacy są, a że są bucami, to wie każdy. Nie można jednak im odmówić tego, że Noel pisał ładne piosenki, a Liam był charyzmatycznym wokalistą. Dwie pierwsze płyty to niezaprzeczalne klasyki muzyki w ogóle i te, które na swój sposób definiowały britpop. Dla mnie jednak numerem jeden w ich bogatej dyskografii jest kompilacja b-side’ów The Masterplan. Jedyny album, jaki przywiozłem z Berlina i ten, który poznałem jako ostatni z całej ich twórczości.

Czytaj dalej „Retro #5: The Masterplan”

Retro #4: Three Piece Puzzle

jneiro jarel three piece

No dobra, to ile to ma lat? Wie ktoś?

Dziesięć lat świeżości, którą czuć do dziś, i która nie ulotni się jeszcze długo. Większość wie, że jest to jeden z moich ukochanym albumów w ogóle. Dla mnie ultraklasyk, z którym mam takie wspomnienia, że… nie pamiętam kiedy go pierwszy raz usłyszałem. Jedyne retrospekcje związane z dziewiczym odsłuchem, które kojarzę, były porównywalne z poznawaniem The Blueprint. Dokładnie taki sam stan zachwytu.

Czytaj dalej „Retro #4: Three Piece Puzzle”

Retro #3: Soul Vibrations: Dub Remixes

j boogie dub remixes

Mam słabość do OM Records, bo ich katalog to w 99% dobre płyty.

J-Boogie jest biały, ale gra jak czarny. No racism, ale tak jak jest. Niestety, mało znany u nas, co jest tylko stratą dla tych, którzy nie szperają w zachodnim podziemiu USA. Wiadomo, nie te czasy, co na przełomie tysiącleci, ale całościowo scena wypada niewiele gorzej. Soul Vibrations jest przykładem na to, że albo można przespać swoją szansę, albo można być mega niedocenionym. Bardziej obstawiam to drugie, bo przecież bohater tej retrospekcji cały czas pracował i w 2011 roku dostarczył niezłe Undercover.

Czytaj dalej „Retro #3: Soul Vibrations: Dub Remixes”

Retro #2: Jazzmatazz, Vol. 1

guru jazzmatazz

Kiedyś mój dzień zaczynał się tak: toaleta, papieros, telegazeta. Dzisiaj zmądrzałem i wygląda to trochę inaczej: toaleta, kawa, ulubiona piosenka.

Kończący się tydzień zdominowała u mnie pierwsza część Jazzmatazz. To właśnie od niej i małej czarnej rozpoczynałem niemalże każdy poranek. Na dobrą sprawę to nie wiem co mnie naszło, żeby zdjąć z półki ten album, wytrzeć z niego kurz i wrzucić do odtwarzacza, ale decyzji nie żałuję. Darzę go dużą sympatią od pierwszego usłyszenia, a nasza przyjaźń trwa już ładnych kilka lat. Jest to też chyba jedyna rzecz od Guru, której słucham na luzie, bo nawet produkcje z DJ’em Premierem momentami była dla mnie nie do przejścia… A mam je z sentymentu do Preemo prawie wszystkie…

Czytaj dalej „Retro #2: Jazzmatazz, Vol. 1”

Retro #1: Kakalaka Raw

kakalaka raw

Postanowiłem powołać do życia nieregularny cykl, który nazwałem „Retro”. Jaki jest jego cel, o czym, kto go chciał i na co to komu przede wszystkim dowiecie się czytając dalej ten nieśmieszny tekst.

1. „Retro”, bo będę pisał o płytach, które mają już trochę czasu. Rok, dwa, piętnaście, trzydzieści.

Czytaj dalej „Retro #1: Kakalaka Raw”