Zakaz. Zakaz internetu

SplitShire

Czasami żałuję, że Krzysztof Kononowicz nie wygrał wyborów. Zakazałby wszystkiego. Nawet internetu. Zgodnie z Konwencją Berneńską.

Sprawa trochę przycichła od dwóch-trzech dni, ale na swojej tablicy na Facebooku jeszcze spotykam te durne oświadczenia. Opcja zaprzestania obserwowania takich osób zaczęła działać. Zgodne z Konwencją Berneńską. Nie wiem kto to wymyślił, ale wypada tej personie tylko pogratulować poczucia humoru i wzorowego strollowania dużej części internetu.

Oczywiście „autorowi” inicjatywy nie mam nic za złe, bo robienie sobie jaj jest przecież jak najbardziej wskazane, aczkolwiek to, że AŻ tyle osób się na to złapało, to już wymiar czysto psychologiczny. Ja wiem, że działa zasada łańcuszka i „zaufania” do drugiej, najczęściej bezpośredniej znajomej, osoby, ale żeby aż tak? Wrzuca jeden, wrzuca drugi, wrzucę i ja. Nie wiem czemu to służy, oprócz tego, że takie, ekhm, buce jak ja, zaczną się z tego śmiać…

Psychologia tłumu? Doskonale kiedyś to wytłumaczył francuski socjolog Gustave Le Bon. Wyobraź sobie sytuację, że jesteś w gigantycznym tłumie. Nagle coś zaczyna się dziać. Nie wiesz nawet dokładnie co. Ludzie zaczynają coś robić. Nie wiesz czemu to służy albo nie jesteś pewien i zaczynasz robić to samo. Zaczynasz w coś wierzyć. W coś, co nie ma absolutnie żadnych podstaw. Może być głupie, może być mądre. Po prostu to robisz. Bo robią inni.

Ja bym porównał to do tego. A ty?

Zdjęcie/photo: splitshire.com CC0

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.