Wac Toja & Matheo „Ostry Sos”

Bardziej Tortex niż Pudliszki.

Pierwsze rozczarowanie roku już za mną. Lubię Turboboost, natomiast Ostrego Sosu słuchać za bardzo nie mogę. No dramat, zwłaszcza w momentach, kiedy Wac Toja zdradza bangery na rzecz juwenaliowych wygrzewów dla podpitych studenciaków. Tym razem postoję, a Matheo niech robi kolejną płytę z Majorem SPZ.

Fragment recenzji:

Sam Matheo cudów nie zdziała, a rap, będący trochę trochę jak sos w saszetce z dowolnego fastfoodu, nie wpływa dobrze na organizm. Do szybkiego skonsumowania, jeszcze do jeszcze szybszego zapomnienia. Byle nie w dużych ilościach, bo może skończyć się naprawdę źle, ale i tak do tej knajpy się jeszcze wróci za jakiś czas.

Cały tekst przeczytacie tutaj.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź