Urocza konsekwencja. 12 Step Program – recenzja

12 step program people

6 maja miałem urodziny. Oprócz mnie, nikogo to prawdopodobnie nie obchodzi. Thes One’a i Double K też nie, ale postanowili mi sprawić tego dnia prezent i wypuścili nowy LP.

Swoich fanów, w tym mnie, rozpieścili. 12 Step Program oferowany był we wszystkich możliwych formatach i to nawet tych najbardziej oldskulowych. Kilkaset niebieskich kaset, kilkaset kolorowych (i już niedostępnych od kilku dni) winyli i standardowo tysiące kompaktów. Chciałbym napisać „setki tysięcy kompaktów”, ale nie oszukujmy się – tego towaru nie zejdzie tyle, ile wszyscy by chcieli. A może to i lepiej?

Zacznijmy od Wikipedii, bo to naprawdę przyzwoite źródło wiedzy (tak, tak, są tam błędy, sam je znalazłem kilka razy, ale nie korzysta się z niej w pracach dyplomowych, nie?*). W sumie ten tekst mógłbym skończyć typowym i na maska stereotypowym słowie, które ludzie lubią podpinać dwójce z Los Angeles, ale po co? No właśnie, nie ma po co.

nuda

Powszechnie utarło się, że PUTS = nuda. Ja tego nie rozumiem, nigdy ich twórczości nie traktowałem w kategoriach „nudy”, bo wtedy bym ich nie słuchał, nie miałbym ich płyt i nie śledził na bieżąco tego, co się u nich dzieje. Inne określenie, które często pada to stagnacja, ale tutaj, podobnie jak we wcześniejszym przypadku, nie mogę się z tym zgodzić. Odrzućmy te dwa puste i nic nie znaczące tu wyrazy i postawmy na coś innego: konsekwencję. To właśnie z tym utożsamiałbym najbardziej ekipę z Kalifornii. A czasami to i nawet wyraz uznania by wszedł w grę.

Postawmy sprawę jasno: mało jest zespołów, które tworzą TYLKO dobrą muzykę na przestrzeni całej swojej kariery. Żeby nie było wątpliwości: oni nigdy nie nagrali płyty, która jest wielka czy wybitna. Są to płyty tylko i aż dobre. Nie mniej, nie więcej. Takie z momentami, na których nigdy nie znalazłem czegoś, co bym namiętnie skipował za każdym razem. Nawet singlowy i ewidentnie najsłabszy w tegorocznym zestawie tych słodkich hip-hopowych piosenek** – „1 Up Til Sun Up” – leci sobie w tle i mi nie przeszkadza. Jeśli takie miało być jego zadanie – spełnił je w 100%, jeśli nie – sorry. Nie kupuję go, ale niech sobie będzie.

12 Step Program oferuje zestaw słodkich, klasycznych i schematycznych hip-hopowych piosenek***. Po kilku odsłuchach stwierdziłem, że są na nim cztery tytuły, które doskonale go opisują. Nie musiałem nic do niech więcej dodawać, bo tłumaczą wszystko, ale doceń to, że w stanie maksymalnego zadowolenia po obcowaniu z tym miłym wydawnictwem**** dorzucam jeszcze coś od siebie.

Doctor Feelgood

Kilkadziesiąt razy okazywałem swoją ogromną sympatię do panów z People Under the Stairs. Mało kto potrafi mnie wprawić w tak pozytywny nastrój jak Thes One i Double K. Na dobrą sprawę zawsze mam banana na ustach***** kiedy sięgam po któryś ich longplay. Wiecie, oni rapują o fajnym lajtowym życiu, takim bez użalania się na wszystko. Cieszą się życiem, słońcem, ładnymi dziewczynami, rowerami i boomboxami. Lubią grillować******, pić piwo, grać, samplować i są w ogóle spoko chłopakami, bo nie przejmują się poważnymi pierdołami a’la kończąca się ropa na świecie. Warto zaznaczyć, że w przeciwieństwie do mnie palą marihuanę, ale mi to nie przeszkadza. W dodatku jeden z nich pochodzi z Peru, to taki kraj koło Brazylii i nie tak wąski jak Chile. Czasami jeden nosi koszulki piłkarskie.

Yes I Can

Znowu to zrobili i im się udało. Highlighter był bardzo fajny, sympatyczny, ale pamiętam go głownie z dwóch rzeczy: sampli z Kurta Cobaina (słuchałeś 2Paca? Taa, chyba Kurta Cobaina*******) i promowideo z fabryki, która produkowała im płyty. Znając życie, gdybyś puścił mi dowolny track z 2011 roku w ogóle bym się nie kapnął czy to 2002, 2007 czy 2011. Znowu. Jest tak samo, jak było wcześniej, trochę wyróżnia się tylko singiel. Takie same, a takie fajne. Cały czas.

LA Nights

Kiedyś miałem tak, że wsiadałem w samochód i potrafiłem sobie w nocy pojeździć trochę po mieście, tylko po to, żeby poczuć „ten” klimat. Obok Carried Away z 2009 roku to może być twój nocny putsowy soundtrack to takiej jazdy bez celu. Jeszcze nie sprawdzałem, ale dzisiaj to nadrobię. To może być fajnie spędzony czas.

Cool Story Bro

Mam nadzieję, że opisana tu historia dostarczyła ci tylu wrażeń i odkryła tyle pozytywnych aspektów życia, że na którym koncercie albo meczu podejdziesz do mnie i powiesz „cool story bro”. Chyba, że jesteś dziewczyną, to życzyłbym sobie, żebyś mi to szepnęła na ucho i dodała „je t’aime”.

Ta wiosna będzie mi się dobrze kojarzyć 🙂

8

* – raczej

** – określenie pejoratywne dla die hard fanów <wpisz kogo chcesz>?

*** – określenie pejoratywne dla die hard fanów <wpisz kogo chcesz>?

**** – określenie pejoratywne dla die hard fanów <wpisz kogo chcesz>, ale trochę mniej niż wcześniej

***** – wiem co pomyślałeś. Już do ciebie idę…

****** – w Stanach Zjednoczonych i Australii pojęcie grilla funkcjonuje jako „barbecue”. Są też takie sosy i chipsy, które teoretycznie są namiastką smaku pieczenia mięsa na świeżym powietrzu. Smakują tak samo jak chipsy o smaku piwa. Nijak ma się do oryginału, ale da się zjeść.

******* – kiedyś Pjus na pierwszym, skądinąd bardzo dobrym, 2cztery7 rzucił podobne wersy. Znaczy ja rzuciłem teraz podobne wersy, do tych pjusowych…

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.