Stare, dobre czasy? Magia raczej

pillars 2

Nie dałem swoich pieniędzy w ciemno. Nie wiem czy zrobiłem słusznie. Obsidianowi jakoś nigdy za bardzo nie ufałem.

Ale, ale… Tak źle się rozpoczęło, ale tak źle się nie zakończy. Pillars of Eternity jest piękne. Wczoraj w końcu dotarła do mnie wersja fizyczna, jaram się jak mały dzieciak i jaram się dokładnie tak samo, jak w 2000 roku, kiedy pierwszy raz odpalałem swoją grę wszech czasów, czyli Baldur’s Gate 2. Wystarczyło tylko kilka minut, żeby dowiedzieć się, że mam do czynienia z trzecimi Baldurami. Wszystko jest takie same. Piękne.

Początki lat dwutysięcznych. Dla mnie najlepszy okres, jeśli chodzi o moją przygodę z gamingiem. Wtedy wszystko zacząłem poznać i co prawda moja miłość do konsol nadeszła dopiero kilka lat później, mniej więcej w połowie tamtej dekady, to jednak tamten okres wspominam najcieplej. Pierwsze przygody w Zapomnianych Krainach pod kilkoma przykrywkami, oczywiście z nieśmiertelnym Baldurem na czele. Duże pudełko z Planescape: Torment, na które wydałem oszczędności zbierane przez kilka miesięcy. Drugie Diablo z cudowym dodatkiem, obłędny Morrowind, przyzwoity Gothic, niedocenione siódme i ósme Might & Magic oraz Dungeon Siege. Genialne Arcanum, kto wie czy nie moje top5 ever? Na luzie mógłbym wymienić jeszcze kilka lepszych i gorszych RPG’ów z tamtego okresu.

Później był „delikatny” zastój w gatunku i w zasadzie można było tylko polegać na serii The Elder Scrolls, From Software czy rodzimych Wiedźminach. Dragon Age do końca mnie nie przekonał, a już jego ostatnia część potwierdziła po godzinie, że pieniądze na nią wydane to kasa wyrzucona w błoto. Uszczupliłem się o ponad 200 zł… Nieistotne, bo z pomocą przyszedł słynny Obsidian. Ten od bugów i świetnych fabuł.

To jest to. To, czego szukałem przez lata. Wystarczyło tylko kilka minut, żebym wiedział, że miłość będzie ogromna. I kto wie, czy za miesiąc gdzieś pomiędzy nas wejdzie najnowsze dzieło CD Projekt Red – Wiedźmin 3. Życzę sobie tego mocno, bo trójkąty przecież są bardzo fajne.

Także wiecie. Najbliższe dni, a może i nawet tygodnie spędzę w Eorze. Nie wiem, może zbawię świat, może nie. Cel nie jest najważniejszy, a przygoda i podróż. Dokładnie jak w życiu, nie?

Zdjęcie/photo: eternity.obsidian.net

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

1 komentarz

Zostaw odpowiedź