Stanowczo za dużo alkoholu trip

IMG_1492

Dzisiaj w nocy wróciłem ze Lwowa. Krótki, ale na maksa treściwy trip. Co miałem zrobić – zrobiłem. No dobra, prawie wszystko. Z grzeczności nie będę się pytał co robiliście w tym samym czasie.

Pozwólcie, że nie będę się rozpisywał, ponieważ jestem w trakcie pakowania się na kolejną podróż, tym razem do Londynu. Wylatuję z samego rana, wracam w niedzielę, więc oczywistym jest to, że na blogu nie pojawi się nic. Wypatrujcie tego i owego na społecznościówkach, tak będzie najłatwiej.

Dobra, z racji tego, że nie będę się rozpisywał, to streszczę cały pobyt tymi kilkunastoma zdjęciami oraz wkleję to, co napisałem dzisiaj na FB. To chyba najcelniej oddaje mój pobyt we Lwowie. Tym razem bardzo poważnie, bo tą historię będę pamiętał zapewne do końca życia, a może i nawet dłużej.

Niektórzy z was pamiętają zapewne moją historię z Nancy McDermott. Poruszająca historia z Berlina z 2014 rok. Coś więcej niż zwykła opowieść. Kilkugodzinna rozmowa, która być może wywróciła moje życie do góry nogami. Wiecie co? Pewnej przepięknej deszczowej nocy we Lwowie spotkało mnie coś podobnego.

Całe miasto niemalże śpi. Jest zimno, pada deszcz, ale z moim druhem chadzaliśmy w poszukiwaniu nocnego sklepu. Ot, tak po prostu sobie poszliśmy, żeby pogadać na różne tematy i zobaczyć kilka klimatycznych uliczek w takich pogodowych anomaliach. Na jednym z przejść dla pieszych, przy jednej z polskich ulic, ni stąd ni zowąd, w jakiś cudowny sposób, spotkaliśmy Igora. Pół Polak, pół Rusek. Emerytowany żołnierz stacjonujący kiedyś w Legnicy, po takich życiowych przejściach, jakich nikomu się nie życzy. Usłyszał nasz język polski i… poprosił abyśmy zaśpiewali mu „jeszcze Polska nie zginęła”… Facet miał łzy w oczach, bo tak brakowało mu naszego języka. Tak mu brakowało tej naszej „polskości” i nie tylko w tym momencie, ale… w życiu.

Zaprosiliśmy go na piwo, pogadaliśmy. Opowiedział nam historię swojego życia. Niecała godzina minęła dramatycznie szybko. W momencie, kiedy podarowałem mu 1 zł, bo tylko takie coś miałem polskiego ze sobą, miał po raz kolejny łzy w oczach. Ściskał, całował, mówił o swej nostalgii.

Przyszła pora na rozstanie. Nie będziemy mieli kontaktu, bo jak się okazało, nie ma własnego adresu. Jeszcze raz nas poprosił, żebyśmy zaśpiewali ten konkretny fragment Mazurka Dąbrowskiego. Jeszcze Polska nie zginęła. Tak bardzo chciał usłyszeć to od nas. Chciał usłyszeć język, którym tak bardzo chciał się posługiwać, ale z różnych powodów, o których nie ma sensu teraz pisać – nie mógł…

Wiedźcie, że takie małe epizody: spotkanie przypadkowych osób, przeczytanie jakiejś książki, przesłuchanie jakiejś piosenki etc. może wpłynąć na całe życie. Dzięki Igor, mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś tam. Nie wiem tylko gdzie.

 

Tym akcentem kończę swój wywód, zapraszam do oglądania i przygotujcie się na to, że w najbliższą sobotę Tottenham klepie Liverpool 2:1. Sorry, Jurgen.

A wy na śniadania jakieś kanapeczki, co? Nie zapomnieliście o wódce?
Oczywistym było, że musiałem znaleźć knajpę, gdzie będzie mecz Polaków. Jak na prawdziwego Polaka przyszło piłem Guinessa. Przecież grali z Irlandią, nie
Właśnie w tej kawiarni piłem jedną z najlepszych kaw w swoim życiu. Koniecznie musicie iść do tamtejszej Manufaktury i brać tę po irlandzku %%%
IMG_1470
Aż tak uduchowiony może nie jestem, żeby chodzić do opery, no ale z zewnątrz jest kozacka (ale nie jak Kozacy na Ukrainie)
IMG_1477
Natępna zajebista knajpa – Luft Pub. Non stop britpop leciał, kawa nawet niezła (z odpowiednią wkładką). Zenith nie mój, nie chciałbym nawet
IMG_1484
Trochę burdelownia, ale nieważne co tam robiłem. Grunt, że sowa jest, ale po co? Nie wiem
IMG_1485
Pani na liczydle policzyła mi kwotę, jaką mam uiścić za te FATALNE piwa. Jakieś grosze, ale nie warte nawet tego
IMG_1486
M.in. dlatego nienawidzę galerii handlowych. To właśnie w takich miejscach toczy się prawdziwe życie
IMG_1491
O, to tam są sowy na wejściu
IMG_1492
Najlepsza, najbardziej klimatyczna i najlepiej oddająca ducha wyprawy fota
IMG_1497
Trzeba było na szybko coś zjeść, a że normalnych knajp nie było w pobliżu to wszedłem do takiego czegoś. Baba w panterce jedząca kebsa nie zapowiadała nic dobrego i takie nie było. Folia w mięsie gratis. Smak spalonej opony. Nawet po %%% nie wchodzi
IMG_1536
Podczas deszczu było tam jeszcze fajniej
IMG_1544
Kolory trochę nie te, ale ogólnie ładne
IMG_1553
Gazowa Lampa. Żarcie średnie, obsługa do niczego, lokal zajebisty
IMG_1565
Kolejna wyprawa do nocnego
IMG_1608
A wy czym jeździcie?
Razem z Łukasiewiczem już myślimy o Londynie. No to elo
Razem z Łukasiewiczem już myślimy o Londynie. No to elo
Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.