Seriale? Dziękuję, postoję

gra o tron

To będzie bardzo krótki wpis, bo znowu się zaczął wielki szał. Jak to często bywa – bez mojej osoby.

Kilka dni temu ruszył nowy sezon Gry o Tron. Moją tablicę na facebooku opętał chyba jakiś demon, ponieważ w pewnym momencie niemalże co drugi wpis traktował o tym, jak wszystko się potoczy w nowej serii. Kto, kogo, po co i dlaczego… Nie znam bohaterów, nie znam realiów, nie wiem kto tam gra itd. Za samą książkę również się jeszcze nie zabrałem, chociaż na mojej liście do sprawdzenia, figuruje od dobrych kilku lat. A sam serial? Dzięki, ale póki co mam ciekawsze zajęcia do roboty.

Dr House? Nie mam bladego pojęcia co to jest. Znam tylko tytuł, bo swego czasu oglądali wszyscy, tylko nie ja. A np. Walking Dead? Tutaj sytuacja przypomina mi tę z Gry o Tron. Tam od dawna mam zamiar sprawdzić książkę, tutaj od kilku miesięcy komiks jest jednym z moich celów czytelniczych. Co prawda obydwa tytuły są na tych listach na dość odległych pozycjach, ale muszę odnotować fakt, że się na nich chociaż znajdują.

Nie mam absolutnie nic przeciwko serialom. Nic. Nie potrafię tylko zrozumieć tej euforii panującej przed i po każdym seansie. Pamiętam sprzed kilku lat takie dwie duże serie: Zagubionych i Skazanego na Śmierć. Te kilka lat temu pokusiłem się o to, żeby nawet zacząć je oglądać. I oglądałem. W pewnym momencie nawet się wciągnąłem, śledziłem z uwagą każdy odcinek, do czasu aż nie pominąłem jednego. Wtedy straciłem wątek i moje nerwy nie pozwoliły mi na kontynuowanie oglądania wymyślonych tam historii. Nie było tak łatwo znaleźć wszystkiego w internecie, jak teraz. O VOD można było pomarzyć, a i płyty DVD z tymi tytułami chyba nawet nie ukazywały się zaraz po sezonie. Nie było lekko, stąd zapewne ta niechęć.

Nie wiem ile jest aktualnie seriali, które można uznać, za „trendy”. Może mnie poratujecie i zachęcicie do oglądania któregoś z nich? Przekonajcie mnie tylko do tego, że warto poświęcić kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin, na to, żeby wciągnąć się w fabułę tak samo, jak w dobrej książce. Bądź komiksie, takim na poziomie co najmniej Mausa lub Człowieka Bez Strachu, co kto woli.

Zdjęcie: „Gmaes of Thrones” by Maria Morri via flickr.com

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.
  • Maciej Blatkiewicz

    Breaking Bad, House of Cards – to na pierwszy ogień. No i Simpsonowie. ; )

    • Simpsonowie wiadomo, ale to animowany. House of Cards może sprawdzę.

  • Michael Clash

    Zauważyłem teraz że sporo aktorów, którzy powoli się wtaczają w swoje srebrne lata życia, powoli wybiera role w serialach – Mamy Spacey w HoS, Buscemi w Bordwalku, Świety z bostonu gra w Walking Dead, De Vito w Sunny in Philadelphia, Chevy Chase w Community – Przykłady się mnożą. Nie wiem czy to sprawa faktu że nie potrafią się odnaleźć w świecie CGI, czy też po prostu seriale pozwalają im na większą elastyczność w kreowaniu swych postaci.

    Wracając do GoT…

    Ok, uwielbiam Trylogie Tolkiena i klimaty dobrego fantasy. ale Gry o Tron po prostu nie trawie. Jedynym efektem tego serialu jest to że przypomina mi że odwiedzanie Facebooka w poniedziałek nie ma sensu, gdyż tablica jest zalana meme i komentarzami o GoT.

    btw. HBO wystawiła nowy serial „Silicon Valley” który na razie ma fajny potencjał.

  • Dirt Dog

    Również polecam breaking bad(świetny), dexter (dobry), house of cards jest niezły, ale ponad tym wszystkim stoi – the wire (prawo ulicy), a zaraz za nim Oz

  • Dirt Dog

    Zapomniałem dodać do tego zestawu również świetny Homeland

  • Dirt Dog

    A z komediowych to new girl (chłopaki i jess) oraz shameless

  • Dirt Dog

    Z polskich to koniecznie pitbull patryka vegi, później długo długo nic i Odwróceni

  • Dirt Dog

    No i z komediowych zapomniałem dodać najlepszy czyli Californication 🙂 spotkasz tam bobbyego digitala w jednym z sezonów 🙂

  • Dirt Dog

    Z kostiumowych mogę polecić Spartacus, a z kryminalnych jeszcze angielski Luther ze świetną rolą Idrisa Elby

  • paweł

    breaking bad lub the wire, reszta może poczekać

  • Pingback: Podsumowanie 2016: 50-31 – goodkid()