Sarcast „Jerycho”

Kaszubski duet wraca. I pokazuje środkowy palec.

Podoba mi się, że są tacy, którzy prasówki przesyłają też w formacie .pages. Nie to, żeby to w jakikolwiek sposób na coś wpływało, ale pierwszy mały plus już jest. Drugim jest „Jerycho”, czyli nowy numer dawno niesłyszanego duetu Sarcast, o którym ciepło pisałem tutaj.

Kazik uderzył ostatnio tak, że z Trójki straciła dwie jedynki i została z niej tylko nazwa. Łukasz Sowiński i Michał Lange taki kozakami nie są (nie to, żebym chwalił ostatnią twórczość lidera Kultu, no proszę…), a cały światowy system tylko muskają lekkim fuckiem, w którym przemycają i „Truman Show”, i „Borata”. W dodatku cichaczem, żeby pani nie widziała.

Miało być poważnie, a wyszła lżejsza forma, w której elektronika miesza się z współczesną hip-hopową formą. Dobra pożywka dla tych, którzy chcą być alternatywni, ale nie do końca potrafią się zdecydować, na co mają ostatecznie postawić. I ta nieśmiałość mi się podoba, bo to stary, dobry Sarcast, który przede wszystkim intryguje i nakazuje czekać na cały album, jednakże bunt zostawmy innym.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź