Prasa polska

prasa

Patrzysz przez szybę kiosku, a tam dużo gazet. Wchodzisz do salonu prasowego, a tam setki tytułów. Do wyboru, do koloru. Czy na pewno jest w czym wybierać?

Jak powszechnie wiadomo rynek prasy na przestrzeni kilku lat zmienił się bardzo mocno. O wiele więcej tytułów zniknęło z półek, niż się na nich pojawiło. Wydawcy mieszają z logotypami i okładkami. Czasami dominuje minimalizm, żeby zaraz potem nawał informacji aż wylewał się ze strony tytułowej. Z jakością papieru też bywa różnie. Raz czasopismo jest klejone, raz zszywane. Tak wymieniać można jeszcze przez długi cały czas. Cenę pomijam, bo naturalnym jest jej wzrost.

Dlaczego odstawiliśmy prasę? Z prostego powodu. Internet. Obecnie na papierze próżno jest szukać dobrych i unikatowych newsów. Aktywność dzienników na tym polu z powodzeniem przejęła sieć i wyszło to znakomicie. Najważniejsze informacje dostępne są od ręki. Nie musisz czekać do następnego dnia, żeby dowiedzieć się czegoś konkretnego. W tej wojnie zwycięzca mógł być tylko jeden. Nazwijmy to postępem. Śmiem twierdzić, że podobnie jak z prasą, będzie za jakiś czas z telewizją.

Konserwatywni fani czytania, w tym ja, prasę wybiorą z dwóch powodów: jakości publicystyki i… przyzwyczajenia. Felietony czy wywiady powinny być crème de la crème danego czasopisma. Jednym udaje się to lepiej, innym gorzej, ale w tytułach, które kupuję, na jakość nie mogę narzekać. Jestem także do niej przyzwyczajony: mam z nią piękne wspomnienia. Kupuję ją do tej pory, chociaż już nie w takiej ilości jak kiedyś. Złożyło się na to kilka czynników.

„Piłka Nożna”, „Secret Service”, „PSX Extreme”, „Neo Plus”, Przegląd Sportowy”, „Mecz. Magazyn Ligi Angielskiej”, „Uważam Rze”, „Click!”, „Play”, „Komputer Świat Gry”, „CD-Action”, „Historia Polskiej Piłki Nożnej”, „Ślizg”, „Magazyn Hip-Hop”. Zapewne jeszcze czegoś nie wymieniłem, ale są to tytuły, które kupowałem regularnie. Rzadko odpuszczałem nabycie konkretnego numeru, chociaż i to miało miejsce kilka razy. Jeśli już to zrobiłem, to najczęściej rozstawałem się z danym pismem.

200 to dużo czy mało?
200 to dużo czy mało?

Obecnie cyklicznie kupuję tylko „PSX Extreme” i „Mecz. Magazyn Ligi Angielskiej”. Ten pierwszy daje mi co miesiąc ciekawą publicystykę i ciekawe recenzje. Przyzwyczaiłem się do niego mocno, więc zostanie ze mną pewno jeszcze bardzo długo. Magazyn o lidze angielskiej jest bardzo młody, ale z numeru na numer jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że będzie tak cały czas. Co z resztą? Postanowiłem podzielić to na trzy kategorie. Zacznijmy.

1. Kupuję czasami

„Playboy” wpada mi co najmniej raz do roku, wtedy gdy do numeru jest dołączony kalendarz. Raz na jakiś czas kupię pojedynczy numer. Zmiana naczelnego z Mellera na Księżyka w niczym mi nie przeszkadza. Wierzcie, nie kupuję tego dla rozkładówek:) Jest tam zbyt dużo ciekawych artykułów, żeby zdjęcia pięknych kobiet zdominowały moje myślenie o tym tytule. Tak w tajemnicy zdradzę wam, że swojego pierwszego „Playboya” kupiłem w 2003 roku. Tym z Klaudią Carlos. Tylko ciii…

„Zupełnie Inny Świat” jest maksymalnie niszowym pismem. Nakład to bodajże 1500 egzemplarzy, więc jest jakaś tam elitarność. Poprzedni numer traktujący o Węgrach i ich kraju był świetny. Aktualny, o fotografii, kompletnie do mnie nie trafił. 5 zł nie majątek, ale nie moja tematyka.

„MaleMen” jest ciekawym, mocno niedocenionym lifestylowym pismem. Twórcy określają go jako luksusowy. Cóż, ja bym tego nie powiedział. Odnoszę wrażenie, że większy przepych ma jednak dzieło Hugh Hefnera. Warto raz na jakiś czas do niego zajrzeć.

Szczerze? Nie pamiętam kiedy kupiłem ostatni raz „CD-Action”, ale zrobię to jutro. Spójrz na okładkę, to się dowiesz dlaczego.

18 lat CDA. Od 1996 roku na rynku.
18 lat CDA. Od 1996 roku na rynku.

2. Gdyby jeszcze było, to bym brał

„Secret Service” – nie ma tego już tyle lat. A szkoda. Mam wielki sentyment. Niedawno kupiłem na Allegro sporo archiwalnych numerów. Przeglądając je, zastanawiam się w jakim kierunku by podążyło czasopismo?

„Neo Plus” zaliczył niespodziewany dla mnie upadek. Znając życie poszło o pieniądze. Żałuję bardzo, bo razem z „PSX Extreme” uzupełniało się znakomicie.

Młodzieńczym klasykiem jest „Historia Polskiej Piłki Nożnej”. Ukazywało się to w okolicach 1999 roku. Przewodniczącym tzw. rady redakcyjnej był… Kazimierz Górski. Razem z nim „Historię…” tworzyli m.in. Michał Listkiewicz, Paweł Janas, Paweł Zarzeczny i Marcin Rustecki. Fajnie i zgrabnie przedstawiało historię naszej piłki do początku nowego milenium. Z innych ciekawostek – wydawcą było TM-Semic. Tak, ci sami co wydawali amerykańskie komiksy z superbohaterami. Podobnie jak z „SS” – nie mam pojęcia, jakby to teraz wyglądało, a zwłaszcza spojrzenie Listkiewicza na „jedną czarną owcę”…

Mocno na moje życie wpłynął „Ślizg”. Nieraz na starym blogu się o nim rozpisywałem, zawsze w samym pozytywach. Do tej pory nie mogę przeboleć tego, że już go nie ma. Jeszcze jeden numer był gotowy, ale nie ujrzał on nigdy światła dziennego. Nie mogłem się doprosić Grabiszczego nie niego.

Alternatywą dla ś.p. „Ślizgu” był „Magazyn Hip-Hop”. Poziom zdecydowanie niższy, ale zawsze można było coś poczytać. Zapamiętałem go głównie z powodu przesadnej ilości wywiadów. W każdym numerze było ich całe multum – od rozmów z prawdziwymi asami, aż po pogawędki z jakimiś ludźmi znanymi tylko rozmówcy i lokatorom ze swojej klatki schodowej.

3. Sorry Winetou, nie ten poziom

Bardzo szerokim echem odbiło się rozbicie redakcji „Uważam Rze”. Był to całkiem przyzwoity tygodnik, który kupowałem regularnie od jakiegoś 15 numeru, aż po wydanie trzech numerów pod przewodnictwem Jana Pińskiego. To już nie było to, i nawet nie chodzi tutaj o preferencje polityczne.

Z „Piłki Nożnej” dużo się nauczyłem o historii tego sportu. Jej redaktorom jestem za to niezmiernie wdzięczny. Obecnie jest to karykaturalna pozycja. Kupię raz na dwa lata, przejrzę raz na jakiś czas w salonie prasowym i mocno zastanawiam się, czy ktoś to w ogóle jeszcze kupuje? Swego czasu rozmawiałem nawet z kolegą na ten temat i stwierdził podobnie. Szkoda, bo 11 (!) lat spędzonych z pismem było dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Kilka pełnych roczników, dużo wydań specjalnych, plakaty, „Piłka Nożna Plus” (której już nie ma na rynku). Mój pierwszy kontakt z tygodnikiem Marka Profusa zaliczyłem w 1997 roku. Kupiłem wtedy numer, w którym był wywiad z ówczesną gwiazdą Petrochemii Płock – Pawłem Miąszkiewiczem. Ostatni, który był końcem mojej powolnie wypalającej się miłości, nabyłem w 2008 roku. Później zdarzało mi się to sporadycznie…

„Przegląd Sportowy” też wpadał w moje ręce bardzo często, kilka razy w miesiącu. Teraz, patrząc na liczbę błędów, która tam występuje, nie czytam. Kupuję tylko wtedy, gdy do numeru dodawany jest jakiś skarb kibica, notabene z jeszcze większą ilością pomyłek, niż macierzyste pismo. Szkoda… I pomyśleć, że taki „Mecz. Magazyn Ligi Angielskiej” tworzony przez tych samych ludzi jest taki fajny. Pytanie za 100 punktów: czy są w nim błędy? A jakże. Tylko nie tak rzucające się w oczy jak w dzienniku.

Dużo też kupowałem wybiórczo, często po kilka numerów danego tytułu, albo i nawet tylko po jednym numerze. Nie wiem ile mam różnych pism w swoim domu, ale stawiam, że ok. 500 pochowanych w szafkach się na pewno znajdzie. Całe mnóstwo sprzedałem na Allegro. Trochę żałuję, ale ekonomia wygrała.

Na sam koniec zostawiam pytanie: czy na pewno z prasą jest tak źle, jak to się mówi? I tak, i nie. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Zauważ ile jest dostępnych tytułów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Od ogrodników po rockmanów. Pytanie tylko, czy odpowiada ci ich jakość, bo z tą bywa różnie?

PS

W tym miesiącu jest piękny jubileusz dwóch szanowanych przeze mnie pism: „PSX Extreme” i „CD-Action”. Pierwsze właśnie zaliczyło dwusetne wydanie, drugie skończyło 18 lat.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź