Post Malone „Hollywood’s Bleeding”

Hitu na miarę „Rockstar” tutaj nie znajdziecie.

Intryguje mnie ten typek. Urodzony na wschodnim wybrzeżu, wychowany w Teksasie, urzędujący w Kalifornii. Chyba jestem za stary, żeby zrozumieć niektóre jego ruchy, ale duży props za to, że Post Malone zaprosił kilku współczesnych ulubieńców.

White Iverson postawił m.in. na Future’a i Young Thuga, więc ocena automatycznie skacze o jedno oczko. I oni nie zawiedli.

Fragment recenzji na Interii:

Wydaje się, że łatwo jest osiągnąć sukces w rapie. Głupie wypowiedzi, skandale, dziwny wygląd (a jak za tym idzie jeszcze współpraca z policją to już w ogóle, co nie Tekashi?) i wiele innych czynników, z którymi przeciętny Smith ma niewiele wspólnego są gwarancją powodzenia. Ale jest jeszcze jedno – w tym całym poletku, często takich samych, kompletnie pozbawionych gustu postaci, trzeba się jeszcze jakoś przebić ze swoją twórczością. (…) Co takiego zrobił Post Malone? Tego zapewne nie wie nawet on sam i śmieje się tak samo, jak wyśmiewający go kiedyś Earl Sweatshirt. Z jedną zasadniczą różnicą – to on przelicza przy tym kolejne pliki banknotów.

Jak wypadła reszta i sam gospodarz? Więcej dowiecie się z mojej recenzji na Interii. Tekst znajdziecie tutaj.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź