Jak pogrywa sobie Incognito? „Utwory Zebrane” + konkurs

incognito

Jakiś czas temu przyjąłem sobie zasadę, że nie recenzuję materiałów (co nie oznacza, że nie piszę o zaletach i wadach), które objąłem swoim patronatem i nie inaczej będzie z Utworami Zebranymi Incognito, chociaż ciekawskim mogę powiedzieć, że album zbliżałby się u mnie w okolice ósemkowe, a to już dużo znaczy. Dobra, a co w nim takiego wyjątkowego?

Prawie wszystko, ale zacznijmy od początku. Trójka Demar, Rob.Pe i Ucek nagrała album taki, jakiego brakuje mi na tej polskiej smutnej jak wiadomo co scenie. Po prostu zwykły. Bez zbędnego patosu i silenia się na sztuczną oryginalność, która miałaby w jakiś cudowny sposób zaimponować tym niezaprawionym w bojach. Tyle i aż tyle.

Zacznę od wad, bo te oczywiście są. Raperzy są do siebie bardzo podobni i za bardzo się „zlewają” ze sobą. Każdy z nich prezentuje podobny styl i początkowo nawet ciężko ich odróżnić od siebie. Potem nie ma już tym większego problemu, ale ile jest wersów, które potrafiłem zapamiętać? Szczerze powiedziawszy to niewiele, ale w tym przypadku nie traktuję tego jako dużego minusa, wręcz przeciwnie. Jest poprawnie i być może te ich wspomnienia, hołd dla starej szkoły, zakorzenienie w graffiti, doświadczenia i przede wszystkim szczerość są kluczem do zrozumienia ich małego fenomenu, bo nie dość, że nie zaliczają żadnych wpadek to w dodatku idealnie współgrają z muzyką, a ta…

No jakby to powiedzieć… Muzycznie jest to najlepszy album od czasów Blunted Album Metro, a przecież przez prawie rok pojawiło się u nas kilka płyt, które pod tym względem były niemalże idealne, chociażby Seeds, Roots & Fruits Emapei. Dawno polski jazz rap z oldschoolowym zacięciem nie był w takiej formie i własnie dlatego reminiscencyjno-truskulowa tematyka ich tekstów idealnie koresponduje z muzycznym tłem przygotowanym przez Demara.

Serio, ale musiałbym się bardzo mocno zastanowić czy w CAŁYM tegorocznym hip-hopie słyszałem płytę, która by lepiej trafiła w moje muzyczne gusta od Utworów Zebranych. Tutaj nie ma z niczym przypadku, bo kombinacja sampli, żywych instrumentów i doskonałych cutów jest na poziomie światowym i trochę dziw mnie bierze, że dopiero niedawno dowiedziałem się o ich istnieniu. Pytanie: czemu nie chcieli przebić się wcześniej w swoją niszę? Tego nie wiem, ale jeśli kilka lat dopieszczali swój materiał do granic możliwości to najzwyczajniej w świecie im się to udało. Z nawiązką, bo jest to też przykład dla tych wszystkich, pożal się Boże, twórców nagrywających od roku i wydających od razu longplay.

Album znam od kilku miesięcy, i żeby było ciekawiej pierwszą wersję dostałem nie jak zwykle bywa w digitalu, ale w postaci… CD-R’a. O różnicach w brzmieniu nie mogę za wiele powiedzieć, bo po przeprowadzce i braku odsłuchu na swoim sprzęcie nie mogę za dużo wyłapać, także sorry, nic nie powiem, ale bezpośrednio ze źródła wiem, że kombinowali coś z górnymi częstotliwościami.

Album do odsłuchu będzie wkrótce w całości na YouTube, po tym przyjdzie czas na serwisy streamingowe. Jak wam się nie chce czekać to możecie zamówić sobie swój egzemplarz pisząc na ten adres albo… liczyć na swój gust. Co trzeba zrobić?

Piszcie mi maila, w którym to dacie przykłady podobnego grania. Polska, Stany, Francja, Erytrea, obojętnie. Pojedyncze kawałki, pełne albumy, mixy, cokolwiek. Osobie, która najbardziej zaimponuje mi swoim gustem, wyślę płytę. Najlepsze typy będę publikował na fejsbukowej ścianie i oczywiście dawał stosowny komentarz. Pytanie tylko ile tych dobrych będzie? Wiecie, to już nie zależy ode mnie.

Propozycje ślijcie na goodkid@goodkid.pl, w temacie wpiszcie se co chcecie, a czas macie do 6 października włącznie.

Wspaniałości, widzimy się na koniec roku. Chyba nawet wysoko.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.